29.06.2023, 21:16 ✶
Dla Flynna to nie był zły dzień, ale to nie był też dzień dobry. To był jeden z tych dni, dla których ujęcie ich nawet w skalę szarości było niemożliwe, bo nadanie im odcienia byłoby zbyt dużym zaangażowaniem w jego istnienie. To był dzień nijaki, bezwonny, bez żadnego smaku, bez zaangażowania w jego przeżywanie. Mógłby po prostu nie istnieć. Gdyby nie pojawienie się Perseusa, jedynym pozostawionym po nim śladem byłaby kartka wyrwana z kalendarza wiszącego nad jego łóżkiem. Takie dni przelewały się przez niego jak przez sito.
I było ich coraz więcej.
Tęsknił za cyrkiem. Tęsknił za wszystkim co tam miał, tęsknił za ludźmi, którym na nim w jakikolwiek sposób zależało. Tutaj nawet mając kogoś przy sobie czuł się sam i to sprawiało, że zgorzkniał jeszcze bardziej niż wcześniej. Przestał być pyskatym nastolatkiem, dla którego zabawy nożami stanowiły ciekawy trik do pokazania siostrom - Edge stał się zbirem, stał się bezczelną, okropną kupą mięcha, która w dupie miała to, że ktoś nie chciał zejść mu z drogi. Słysząc, że ktokolwiek to był, uderzony barkiem próbował się jeszcze jakość odszczekać, momentalnie odwrócił się w jego kierunku i spojrzał na niego spode łba, opuszczając na nos przeciwsłoneczne okulary.
- Mówisz do mnie? - Nie szukał potwierdzenia, chciał go po prostu zatrzymać w miejscu. Słyszał, jak ludzie w pubie ucichli, jak zaczęli szeptać jakieś bzdury i to właśnie sprawiło, że jeszcze bardziej się napuszył. - Mam patrzeć jak lezę? Jesteś pierdolnięty czy co? - Zbliżył się do niego na kilka kroków, a każdemu z nich towarzyszyły dźwięki ocierającego się żelastwa, jakie nosił przy sobie - łańcuchy przypięte do spodni, ćwieki wbite w skórzaną kurtkę, dziwaczne ozdoby, które nosili pewnie tylko mugole. - Otwórz oczy i zobacz komu fikasz, to nie jest twój rewir paniczyku.
I było ich coraz więcej.
Tęsknił za cyrkiem. Tęsknił za wszystkim co tam miał, tęsknił za ludźmi, którym na nim w jakikolwiek sposób zależało. Tutaj nawet mając kogoś przy sobie czuł się sam i to sprawiało, że zgorzkniał jeszcze bardziej niż wcześniej. Przestał być pyskatym nastolatkiem, dla którego zabawy nożami stanowiły ciekawy trik do pokazania siostrom - Edge stał się zbirem, stał się bezczelną, okropną kupą mięcha, która w dupie miała to, że ktoś nie chciał zejść mu z drogi. Słysząc, że ktokolwiek to był, uderzony barkiem próbował się jeszcze jakość odszczekać, momentalnie odwrócił się w jego kierunku i spojrzał na niego spode łba, opuszczając na nos przeciwsłoneczne okulary.
- Mówisz do mnie? - Nie szukał potwierdzenia, chciał go po prostu zatrzymać w miejscu. Słyszał, jak ludzie w pubie ucichli, jak zaczęli szeptać jakieś bzdury i to właśnie sprawiło, że jeszcze bardziej się napuszył. - Mam patrzeć jak lezę? Jesteś pierdolnięty czy co? - Zbliżył się do niego na kilka kroków, a każdemu z nich towarzyszyły dźwięki ocierającego się żelastwa, jakie nosił przy sobie - łańcuchy przypięte do spodni, ćwieki wbite w skórzaną kurtkę, dziwaczne ozdoby, które nosili pewnie tylko mugole. - Otwórz oczy i zobacz komu fikasz, to nie jest twój rewir paniczyku.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.