29.06.2023, 21:57 ✶
Młody Rookwood zmarszczył brwi. Zacisnął usta w cienką linię, niemal siłą powstrzymując się przed powiedzeniem kilku głupich i pozbawionych sensu zdań, które brzmiałyby tak, jakby próbował osaczyć Danielle. I jakby był głupio romantyczny, chociaż z pewnością nie był głupi a do jakiegoś cienia romantyzmu tkwiącego w jego naturze nigdy by się nie przyznał.
I może tylko na chwilę, na krótki moment w jego tęczówkach pojawił się jakiś cień, jakieś niewypowiedziane nigdy, żałośnie romantyczne słowa:
Patrz na mnie jak najczęściej w ten sposób. Radośnie. Ciepło. Jakbyś lubiła mnie dużo bardziej niż lubisz naprawdę.
- To brzmi jak wyzwanie – zauważył zamiast tego matowym głosem.
Paradoksalnie i tak wydawało mu się, że Danielle robiła nieporównywalnie więcej od niego. Wysyłała mu listy i przychodziło jej to tak łatwo, jakby nie miała najmniejszych trudności ze sformułowaniem kilku zdań i przesłaniem ich dalej. A dla Ulyssesa to było cholernie trudne, bo gdy pisał, nigdy nie chciał zabrzmieć zbyt nachalnie i zbyt nieuprzejmie jednocześnie, ale nie umiał wyzbyć się ani suchości, ani przekonania, że się narzucał. I, że to wszystko za chwilę się skończy.
Pokręcił głową.
- Chodziło mi o to, że potrafisz się dopasować do okazji – sprostował. Sam nie posiadał tej umiejętności. I teraz był jedynym mężczyzną na kursie, który przyszedł tutaj w garniturze.
Poniewczasie zdał sobie sprawę, że to chyba nie był najlepszym możliwy komplement. Kobiecie powinno się mówić, że wygląda inaczej od reszty a nie dokładnie tak samo. Całe szczęście, że Danielle nie wyglądała na urażoną, że szli obok siebie i znowu uderzało w niego, że jej dotyk mu nie przeszkadzał. Był wart zapamiętania.
Tak jak warte zapamiętania było stanie obok niej i wsłuchiwanie się w głos kucharza, nawet jeśli o wiele bardziej wolałby się skupić na swojej towarzyszce. Przebiegł wzrokiem po podanej mu ulotce. Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że wie czym są potrawy, które będą przygotowywać. Ale obawy, które w nim narosły nijak się miały do tego, co poczuł na myśl o tłustym, wrzącym oleju, w którym powinno pływać parzone ciasto.
Na jego twarzy wymalowała się konsternacja. Nie chciał, żeby Danielle pomyślała, że z premedytacją wmanewrował ją w niechcianą randkę ze sobą, kiedy wcale nie chciał…znaczy chciał, ale może nie podstępem… Z pewnym wahaniem zdecydował się ściągnąć z ramion marynarkę i zarzucić ją na oparcie jednego z krzeseł. Skoro i tak mieli włożyć fartuchy, będzie mu wygodniej w ten sposób. Zaraz po tym odpiął guziki mankietów koszuli i z miną cierpiętnika podwinął je do góry, odsłaniając trochę bladej skóry i wyglądający na mugolski zegarek na nadgarstku.
- Pomóc ci w zawiązaniu? – zapytał Danielle, gdy jako tako uporał się z własnym ubraniem.
Przez to jak bardzo był spięty i jak bardzo próbował nie rozglądać się po pomieszczeniu, Ulysses nie zauważył, że akurat ten moment Ramsler wybrał na podejście do nich.
- O, widzę że mamy tutaj parę na pierwszej randce – zauważył, posyłając im znaczący uśmieszek. – To ja może naleję trochę więcej wina, bo widzę że pan jest tu trochę niezręczny.
- Tak – odpowiedział młody Rookwood i jak zrozumiał po sekundzie, może dwóch, nie zabrzmiało wcale jakby przyznał się do tego, że rzeczywiście był dość niezręczny, ale że to naprawdę była randka.
Zamrugał, zdając sobie sprawę, że teraz to już Danielle naprawdę uzna, że celowo wmanerwował ją we wspólny kurs gotowania (nic tam, że to ona go zaprosiła!). I to wszystko przez tego mugola.
I może tylko na chwilę, na krótki moment w jego tęczówkach pojawił się jakiś cień, jakieś niewypowiedziane nigdy, żałośnie romantyczne słowa:
Patrz na mnie jak najczęściej w ten sposób. Radośnie. Ciepło. Jakbyś lubiła mnie dużo bardziej niż lubisz naprawdę.
- To brzmi jak wyzwanie – zauważył zamiast tego matowym głosem.
Paradoksalnie i tak wydawało mu się, że Danielle robiła nieporównywalnie więcej od niego. Wysyłała mu listy i przychodziło jej to tak łatwo, jakby nie miała najmniejszych trudności ze sformułowaniem kilku zdań i przesłaniem ich dalej. A dla Ulyssesa to było cholernie trudne, bo gdy pisał, nigdy nie chciał zabrzmieć zbyt nachalnie i zbyt nieuprzejmie jednocześnie, ale nie umiał wyzbyć się ani suchości, ani przekonania, że się narzucał. I, że to wszystko za chwilę się skończy.
Pokręcił głową.
- Chodziło mi o to, że potrafisz się dopasować do okazji – sprostował. Sam nie posiadał tej umiejętności. I teraz był jedynym mężczyzną na kursie, który przyszedł tutaj w garniturze.
Poniewczasie zdał sobie sprawę, że to chyba nie był najlepszym możliwy komplement. Kobiecie powinno się mówić, że wygląda inaczej od reszty a nie dokładnie tak samo. Całe szczęście, że Danielle nie wyglądała na urażoną, że szli obok siebie i znowu uderzało w niego, że jej dotyk mu nie przeszkadzał. Był wart zapamiętania.
Tak jak warte zapamiętania było stanie obok niej i wsłuchiwanie się w głos kucharza, nawet jeśli o wiele bardziej wolałby się skupić na swojej towarzyszce. Przebiegł wzrokiem po podanej mu ulotce. Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że wie czym są potrawy, które będą przygotowywać. Ale obawy, które w nim narosły nijak się miały do tego, co poczuł na myśl o tłustym, wrzącym oleju, w którym powinno pływać parzone ciasto.
Na jego twarzy wymalowała się konsternacja. Nie chciał, żeby Danielle pomyślała, że z premedytacją wmanewrował ją w niechcianą randkę ze sobą, kiedy wcale nie chciał…znaczy chciał, ale może nie podstępem… Z pewnym wahaniem zdecydował się ściągnąć z ramion marynarkę i zarzucić ją na oparcie jednego z krzeseł. Skoro i tak mieli włożyć fartuchy, będzie mu wygodniej w ten sposób. Zaraz po tym odpiął guziki mankietów koszuli i z miną cierpiętnika podwinął je do góry, odsłaniając trochę bladej skóry i wyglądający na mugolski zegarek na nadgarstku.
- Pomóc ci w zawiązaniu? – zapytał Danielle, gdy jako tako uporał się z własnym ubraniem.
Przez to jak bardzo był spięty i jak bardzo próbował nie rozglądać się po pomieszczeniu, Ulysses nie zauważył, że akurat ten moment Ramsler wybrał na podejście do nich.
- O, widzę że mamy tutaj parę na pierwszej randce – zauważył, posyłając im znaczący uśmieszek. – To ja może naleję trochę więcej wina, bo widzę że pan jest tu trochę niezręczny.
- Tak – odpowiedział młody Rookwood i jak zrozumiał po sekundzie, może dwóch, nie zabrzmiało wcale jakby przyznał się do tego, że rzeczywiście był dość niezręczny, ale że to naprawdę była randka.
Zamrugał, zdając sobie sprawę, że teraz to już Danielle naprawdę uzna, że celowo wmanerwował ją we wspólny kurs gotowania (nic tam, że to ona go zaprosiła!). I to wszystko przez tego mugola.