— Rodziców...
Skoro dziecko było na zewnątrz, to nie mogło to oznaczać spotkania towarzyskiego, a raczej biznesowe. Tylko po co wtedy targać ze sobą chłopca? Wyglądał na wystarczająco dużego, by zostać w domu. W jego wieku... Nie, Ez upomniał się, by nie porównywać innych dzieci do siebie. Żył w bardzo biednej rodzinie, to były wyjątkowe warunki. Oczywiście, że w normalnych sytuacjach dzieciaki są porządnie zaopiekowane i nie muszą przedwcześnie podejmować jakąkolwiek odpowiedzialność.
Cóż, "porządnie", to za duże słowo, skoro jego rodzice będąc tutaj załatwiają z pewnością jakieś szemrane interesy. Tym gorzej dla Eza. Nie wiedział, czy chłopiec czasem nie wspomni opiekunom, co usłyszał. Dzieci potrafiły zupełnie nieświadomie dokonać potężnego zamieszania. Wystarczyło, gdyby spytał ich kim jest "Moody" i już całemu planowi groziło niebezpieczeństwo.
Czyli czas na eliksir zapomnienia.
Ez złapał się za boki.
— No, no, doniczkę będzie trzeba odpracować. Bo chyba nie możesz jeszcze czarować, co nie? — Udał srogiego, po czym machnął ręką. — Nie no, nie przejmuj się. Czym jest zbita doniczka.
Wyjął różdżkę i rzucił zaklęcie na naprawę jej wraz z powrotem ziemi do środka.
— I co, i tak cię zostawili, żebyś tutaj siedział i ludzi straszył? Dobrze, że chociaż chłodno tu w środku. A pić ci się nie chce?