30.06.2023, 18:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2023, 17:36 przez Atreus Bulstrode.)
- Nie mów mi tak, proszę - odezwał się, wyraźnie zawiedzony jej diagnozą. Nie zamierzał nawet ukrywać, że liczył na coś o wiele bardziej ciekawego, nawet jeśli sam denat już na pierwszy rzut oka wcale nie zapowiadał, że w raporcie z sekcji zwłok na jego temat przeczyta jakieś rewelacje. No cóż... mówiło się trudno.
- Moja droga, kazać ci czekać brzmi jak jedna z największych zbrodni, jakie można popełnić. Nie śmiałbym więc czegoś takiego robić. - prychnął wręcz teatralnie, podkreślając tylko słowa, które właśnie powiedział. Jakby faktycznie w ten sposób traktował całą tę sytuację i pojawiał się na czas nie przez zwykłą ludzką przyzwoitość, a przez sympatię do jej osoby. Pewnie gdyby tylko spytać Rookwooda, czy Atreus zawsze bywał u niego punktualnie, to ten tylko skrzywiłby się z niesmakiem.
Przyglądał się jej dalej, kiedy przygotowywała herbatę i przywoływała ciastka, ale już nie tak obcesowo. Początkowo, kiedy tylko mieli przyjemność pierwszy raz razem pracować, wydawała mu się dość nudną, raczej nieśmiałą dziewczyną, z którą ciężko było zamienić parę ciekawszych zdań. Dość szybko jednak okazało się, że pod tą dość miałką powierzchnią, kryje się raczej ciekawa istota, która doskonale wiedziała jak grać w grę pozorów i jak w niej wygrywać. Bawiło go to, ale też zwyczajnie ciekawiło, bo traktował to jako kolejną zagadkę, którą można było rozwiązać.
- Trochę tak - wzruszył ramionami, obracając postawione naczynie, tak żeby potem wygodniej było mu po nie sięgnąć. - Ale lubię patrzeć na to z tej strony; więcej pracy potencjalnie oznacza więcej akcji i mniej bezużytecznego siedzenia za biurkiem, a to akurat bardzo mi się podoba. - Poprawił się nieco w fotelu, wspierając się o podłokietnik i opierając głowę na zwiniętej pięści. - Mam tylko nadzieję, że zwiększona praca w naszym biurze nie przekłada się na urwanie głowy u ciebie. - dorzucił jeszcze, uśmiechając się do niej lekko, nawet szczerze, a nie jednym ze swoich wyuczonych i wystudiowanych uśmiechów. - Do tego, za parę dni czeka nas Beltane. Szefostwo postanowiło zwiększyć ilość patroli, więc wszyscy przygotowują się. Nie mówiąc o tym, że coś zwyczajnie wisi w powietrzu... - westchnął, faktycznie nieco zaniepokojony tym, jak prezentowały się sprawy. Nie chodziło o jakieś wyraźne, jasno określone zagrożenie, a raczej o to, jak męczący był ten cień niepokoju, który kładł się na całym Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
- Moja droga, kazać ci czekać brzmi jak jedna z największych zbrodni, jakie można popełnić. Nie śmiałbym więc czegoś takiego robić. - prychnął wręcz teatralnie, podkreślając tylko słowa, które właśnie powiedział. Jakby faktycznie w ten sposób traktował całą tę sytuację i pojawiał się na czas nie przez zwykłą ludzką przyzwoitość, a przez sympatię do jej osoby. Pewnie gdyby tylko spytać Rookwooda, czy Atreus zawsze bywał u niego punktualnie, to ten tylko skrzywiłby się z niesmakiem.
Przyglądał się jej dalej, kiedy przygotowywała herbatę i przywoływała ciastka, ale już nie tak obcesowo. Początkowo, kiedy tylko mieli przyjemność pierwszy raz razem pracować, wydawała mu się dość nudną, raczej nieśmiałą dziewczyną, z którą ciężko było zamienić parę ciekawszych zdań. Dość szybko jednak okazało się, że pod tą dość miałką powierzchnią, kryje się raczej ciekawa istota, która doskonale wiedziała jak grać w grę pozorów i jak w niej wygrywać. Bawiło go to, ale też zwyczajnie ciekawiło, bo traktował to jako kolejną zagadkę, którą można było rozwiązać.
- Trochę tak - wzruszył ramionami, obracając postawione naczynie, tak żeby potem wygodniej było mu po nie sięgnąć. - Ale lubię patrzeć na to z tej strony; więcej pracy potencjalnie oznacza więcej akcji i mniej bezużytecznego siedzenia za biurkiem, a to akurat bardzo mi się podoba. - Poprawił się nieco w fotelu, wspierając się o podłokietnik i opierając głowę na zwiniętej pięści. - Mam tylko nadzieję, że zwiększona praca w naszym biurze nie przekłada się na urwanie głowy u ciebie. - dorzucił jeszcze, uśmiechając się do niej lekko, nawet szczerze, a nie jednym ze swoich wyuczonych i wystudiowanych uśmiechów. - Do tego, za parę dni czeka nas Beltane. Szefostwo postanowiło zwiększyć ilość patroli, więc wszyscy przygotowują się. Nie mówiąc o tym, że coś zwyczajnie wisi w powietrzu... - westchnął, faktycznie nieco zaniepokojony tym, jak prezentowały się sprawy. Nie chodziło o jakieś wyraźne, jasno określone zagrożenie, a raczej o to, jak męczący był ten cień niepokoju, który kładł się na całym Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.