- Proszę, zrób to - wycedził z buzi bez większych emocji w głosie jakby to była dla niego co najmniej zwykła sprawa - Ale gwarantuję Ci, że nie skończy to się dla Ciebie za dobrze... - ostrzegł zanim zapadła jej decyzja odnośnie ewentualnej próby wyrządzenia mu krzywdy. Co by nie mówić, dla Borgina nie miało to większego znaczenia czy Menodora skieruje swoją różdżkę przeciwko niemu czy jednak nie. W ten sposób mogłaby mu tylko oszczędzić wszelkich czy nieprzyjemnej terapii.
- Wiesz... - uśmiechnął się mimo wszystko do młodej stażystki - Mogę pójść w tym momencie i nigdy więcej nie wrócić... - przedstawił swoją propozycję, wycofując się o dwa kroki do tyłu tym samym - Ale nie mogę obiecać, że moi kuzyni zrobią to samo... Wiesz jacy oni są... - wzruszył ramionami, sugerując, że nie bardzo ma cokolwiek z tym wspólnego - chociaż należało wspomnieć, że wszelakie próby poinformowania rodziny o jej miejscu zatrudnienia należały do Stanleya, który oczywiście nie omieszkał ich poinformować - A co jakby zamierzali nagle odwiedzać Munga codziennie? - złapał się za bródkę jakby co najmniej starał się wymyślić ewentualną możliwość wyjścia z tej sytuacji - Ale to ktoś musiałby ich poinformować o takim miejscu... - przetarł ręce w zadowoleniu - Na przykład ja... - wskazał na siebie palce, unosząc na nią wzrok spod byka z szyderczym uśmiechem - Wiesz, że jeżeli ja teraz opuszczę ten budynek to oni będą w stanie zjawić się tutaj w 15 minut? Może pół godziny? - przyjrzał się byłej Borginowej jakby z pewnym zainteresowaniem, a następnie cofnął się jeszcze o krok aby tym samym zachować pewien bufor bezpieczeństwa między ich dwójką.
- Powiedzmy, że nie mam zamiaru Cię bardziej krzywdzić niż do tej pory zrobił to los, a moje słowa możesz uznać za przestrogę lub swego rodzaju ostrzeżenie... - stwierdził z równie obojętną miną, która gościła na jego twarzy jeszcze kilkanaście sekund temu - Pamiętaj tylko, że ja mam pewne daleko idące zobowiązania wobec naszej rodziny - wypowiadając te słowa, specjalnie się uśmiechnął. Zwłaszcza kiedy wymawiał słowa związane z ich "wspólną" rodziną, do której jednak Menodora już nie należała z woli ich babki - Powinnaś być wdzięczna, że natrafiłaś tutaj na mnie i daje Ci taką szansę na przeżycie... Czy to nie czyni ze mnie dobrodusznej osoby? I pomyśleć, że tyle dobrego zrobiłem zamiast pójść na wizytę do swojego lekarza... Aż nie do uwierzenia... - pokręcił głową na własne zachowanie jako, że uważał je za złe lub nawet nieposłuszne względem własnej rodziny - Miej na uwadze tylko jedno... Reszta rodziny będzie z wielką chęcią odwiedzać świętego Munga aby Cię odnaleźć... Gdyby tylko łączyły nas jakieś większe więzi to mógłbym być bardziej zaangażowany w całą sprawę ale tak to żyj sobie dalej... Może się jeszcze kiedyś spotkamy w innych okolicznościach albo i nie. Może będę mógł kiedyś spojrzeć na Twój nagrobek i pomyśleć, że reszta Borginów wykonała swoją robotę poprawnie, kiedy ja nie byłem w stanie tego zrobić? - rzucił z obojętnością w głosie. Sama Crawley nic mu przecież nie zrobiła ani nie zawiniła. Ale zobowiązania wobec swoich bliskich to była jednak rzecz święta.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972