Tegoroczne Beltane nie było dla niej łaskawe. Zresztą jak dla wszystkich. Mogła przysiąc, że tylko odeszła na chwilę, a zupełnie znienacka zerwał się ten ogromny wiatr, który uniósł ją nad ziemią i zabrał ze sobą. Nie było to wcale takie trudne zadanie - panna Figg wyglądała dokładnie tak, jakby mógł ją podnieść silniejszy podmuch wiatru. Myślała, że to koniec, że umrze, że nigdy więcej nie zobaczy Mabel, Brenny, Erika i całej reszty. Była pewna, że śmierć się po nią upomniała, zabawne, że w czasach jak te miała zginąć od siły żywiołu, bardziej spodziewałaby się, że po prostu ktoś ją zaatakuje. Nie było to jednak takie proste.
Na całe szczęście okazało się, że przeżyła. Spotkała Camerona, który okazał się być bratem Cedrika i Cecylki, musiała go pilnować, nie mogła pozwolić, aby mu się coś stało. Wydawało się, że wszystko ułożyło się nie najgorzej - żyła, nie umarła. Tyle, że w życiu to bywa jak na równi pochyłej. Natknęli się na tego ducha, miał im pokazać drogę do domu - brzmiało to dobrze. Miała założyć mężczyźnie tylko wianek na głowę - nie wyglądało to na specjalnie skomplikowane zadanie. Oczywiście nic nie poszło po jej myśli. Wianek z kwiatów, zamienił się na wianek z cierni i zabił mężczyznę na jej oczach, tyle, że wcześniej nie był chyba do końca żywy? Nie miała pojęcia, co tak dokładnie wydarzyło się w leśnej chacie. Wiedziała jedynie, że chce znaleźć się w domu.
Oczy miała czerwone od płaczu, bo w końcu pierwszy raz kogoś zabiła. Pojawiło się poczucie winy, że nie postąpiła słusznie, gryzło ją sumienie. Musiała jednak ruszyć w stronę Doliny, u Longbottomów czekała w końcu na nią Mabel, na pewno martwiła się, bo przecież nie wróciła na noc, a powinna.
Wschodzące słońce towarzyszyło im na początku wyprawy. Nie miała pojęcia, jak daleko od polany ich wywiało. Dostali instrukcję od ducha, jak dostać się na miejsce. Szła więc przed siebie, zdeterminowana, co jakiś czasem pociągała nosem, bo nie mogła do końca poradzić sobie z tym, co zrobiła. - Boli Cię? - Zapytała towarzyczącego jej Camerona, w końcu oberwał dosyć mocno. Spojrzała na niego poszukując na jego twarzy siniaków. Powinna bardziej na niego uważać, jak się z tego wytłumaczy jego rodzeństwu?
Szli już dłuższą chwilę, słońce wędrowało coraz wyżej. Nie miała pojęcia ile im jeszcze zajmie wędrówka. Przystanęła na moment, bo miała wrażenie, że coś poruszyło się w krzakach. Przeniosła wzrok na Lupina, żeby zobaczyć, czy on również to zauważył. Nieprzespana noc mogła bowiem powodować, że wzrok zaczął płatać jej figle.