01.07.2023, 02:36 ✶
Robert odwrócił głowę w stronę kominka. Przenosił zamyślony wzrok z trzaskającego na nim ognia na trzymaną w ręku szklankę z alkoholem. Przez jego pociągłą twarz przebiegł drobny cień. Nie potrafił przyjmować krytyki. Nawet od przyjaciół. I chociaż wiedział, że Chester miał rację to jednocześnie… jednocześnie nie mógłby się sam przyznać do błędu. Nie tak otwarcie, nie wprost i nie do takiego. Co innego, gdyby chodziło o coś błahego, ale Mulciber poświęcił karierę w imię idei czystej krwi. Chwilami nie wiedział, czy bardziej drażniło go, że nie przyniosło to zamierzonego skutku, czy że inni nie zachowali się jak on a tylko zacisnęli zęby i zostali.
- To już i tak bez znaczenia – powiedział wreszcie.
Niemal zabrzmiał tak, jakby to naprawdę już nie miało znaczenia, jakby pogodził się z myślą, że zamiast piastować upragnione stanowisko w Departamencie Tajemnic, prowadził sklep z kadzidłami. Ale też roztrząsanie własnej porażki, własnego okazania się zbyt mało ważnym, by coś poruszyć w Ministerstwie Magii wtedy, drażniło jego czułe ego. I będąc zupełnie szczerym: cieszyło go, że Nobby okazał się durniem, zachwycało że sprawiał kłopoty i im większą okazywał się katastrofą, tym bardziej Robert czuł się ukontentowany.
- Mówisz o tych mugolskich mistrzostwach? – zapytał, byle odwrócić uwagę od własnego tematu. – Coś tam obiło mi się o uszy, że Leach nie za bardzo pamięta o takich sprawach jak Międzynarodowy Kodeks Tajności – rzucił cierpko. – Choć przyznam, że sprawia mi to niemałą satysfakcję. Obserwowanie jak musicie się tam w Ministerstwie głowić, byleby ukryć błazenadę szlamy.
Uniósł szklankę z whisky do góry, wznosząc za to niemy toast a potem umoczył usta w alkoholu.
- Jeśli ma choć odrobinę rozumu musi mieć jakichś zaufanych uzdrowicieli… – rozważał dalsze słowa przyjaciela. Ale czy powinien spodziewać się choćby i odrobiny rozumu po szlamie? Skupił wzrok na Chesterze, jakby nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Chociaż, skoro jego leczenie owiane jest taką tajemnicą, że nie wiesz nawet kto i gdzie go leczy to sprawa może być poważna. Jak dla mnie mogłaby nawet być śmiertelnie poważna. – Znowu uniósł nieco szklankę z whisky. Nie próbował się kryć przed Rookwoodem ze swoimi poglądami. W tej chwili życzył Leachowi śmierci. Najlepiej bolesnej, choć nieprzesadnie długiej, bo nie miał cierpliwości by znosić jego gębę w gazetach przez kolejne lata. – Wypijmy za to. Żeby zdrowie Leacha było śmiertelnie poważną sprawą a kolejny Minister Magii miał czystą krew!
- To już i tak bez znaczenia – powiedział wreszcie.
Niemal zabrzmiał tak, jakby to naprawdę już nie miało znaczenia, jakby pogodził się z myślą, że zamiast piastować upragnione stanowisko w Departamencie Tajemnic, prowadził sklep z kadzidłami. Ale też roztrząsanie własnej porażki, własnego okazania się zbyt mało ważnym, by coś poruszyć w Ministerstwie Magii wtedy, drażniło jego czułe ego. I będąc zupełnie szczerym: cieszyło go, że Nobby okazał się durniem, zachwycało że sprawiał kłopoty i im większą okazywał się katastrofą, tym bardziej Robert czuł się ukontentowany.
- Mówisz o tych mugolskich mistrzostwach? – zapytał, byle odwrócić uwagę od własnego tematu. – Coś tam obiło mi się o uszy, że Leach nie za bardzo pamięta o takich sprawach jak Międzynarodowy Kodeks Tajności – rzucił cierpko. – Choć przyznam, że sprawia mi to niemałą satysfakcję. Obserwowanie jak musicie się tam w Ministerstwie głowić, byleby ukryć błazenadę szlamy.
Uniósł szklankę z whisky do góry, wznosząc za to niemy toast a potem umoczył usta w alkoholu.
- Jeśli ma choć odrobinę rozumu musi mieć jakichś zaufanych uzdrowicieli… – rozważał dalsze słowa przyjaciela. Ale czy powinien spodziewać się choćby i odrobiny rozumu po szlamie? Skupił wzrok na Chesterze, jakby nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Chociaż, skoro jego leczenie owiane jest taką tajemnicą, że nie wiesz nawet kto i gdzie go leczy to sprawa może być poważna. Jak dla mnie mogłaby nawet być śmiertelnie poważna. – Znowu uniósł nieco szklankę z whisky. Nie próbował się kryć przed Rookwoodem ze swoimi poglądami. W tej chwili życzył Leachowi śmierci. Najlepiej bolesnej, choć nieprzesadnie długiej, bo nie miał cierpliwości by znosić jego gębę w gazetach przez kolejne lata. – Wypijmy za to. Żeby zdrowie Leacha było śmiertelnie poważną sprawą a kolejny Minister Magii miał czystą krew!