01.07.2023, 13:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2023, 13:14 przez Brenna Longbottom.)
Wszelkie myśli o zostawieniu Mavelle samej, aby ona mogła się przespać, a Brenna przejść się po pokojach innych członków rodziny oraz przyjaciół (albo zemdleć we własnym, nie była pewna, to okazałoby się, gdyby wstała i zrobiła kilka kroków, by ocenić, jak bardzo jest zmęczona) albo dalszych pytaniach wywietrzały Brennie z głowy w tej samej chwili, w której zobaczyła łzy w oczach kuzynki. Coś się stało. Wtedy i teraz: w jakiś sposób odmiana Mavelle nie dotyczyła tylko tego chłodu, w zamglonym spojrzeniu kuzynki Brenna przez chwilę widziała jakby cień samej siebie, gdy patrzyła w dym świec. Nie, nie miała pojęcia, że Bones właśnie ogląda wspomnienie wujka, w dodatku tak żywe, że nawet jego emocje zdawały się jej własnymi. Prędzej mogłaby pomyśleć, że przez ułamek sekundy dostrzegała limbo, może to prawdziwe, a może tylko żywe w jej pamięci…
Sięgnęła po jeden z koców i zaczęła owijać nim Mavelle.
Nie mogła jej tak zostawić.
A może sama też nie powinna być teraz sama, kiedy już osunie się w sen pełen huku wiatru, ognia i małych duchów, patrzących na nią pełnymi rozpaczy oczyma. Brenna nie do końca dopuszczała do siebie tę myśl, bo nie lubiła przyznawać się do słabości. Nawet przed samą sobą. Ale była zmęczona, przerażona, pełna gniewu i żalu, i czuła, jakby rozpadała się od środka.
Wujek chyba naprawdę nie żyje.
Brenna trzymała się jeszcze nadziei, że wróci niedługo do domu. Że pomagał komuś w lesie i się minęli. Albo że sam był w lesie i jedna z grup poszukiwawczych – powracały jedne, kolejne ruszały w Knieję – wróci razem z nim. Ale ta nadzieja gasła powoli i gdzieś w głębi ducha Brenna dopuszczała już do siebie myśl o tym, że Derwin się nie znajdzie. Że kiedy jutro rano pójdą na polanę, jeśli usłyszą o tym, że został odnaleziony, to przyjdzie im zidentyfikować ciało. Albo że to już trafiło do kostnicy. Wszystko skręcało się w niej wewnętrznie i wyrywało, aby ruszyć znów ku Polanie Ogni, ku Kniei… ale gdyby to zrobiła, w takim stanie tylko by zawadzała.
- Zostaję tutaj - powiedziała, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Dławiło ją w gardle, musiała się więc bardzo postarać, aby głos jej nie zadrżał. Nie pytała, co się stało i czy chodziło tylko o to, że do Mavelle dotarło to, co mogli podejrzewać: że mogą już wujka nie znaleźć. - Przykro mi, musisz odstąpić mi połowę łóżka - dodała, zabierając się za owijanie kuzynki drugim kocem. Nie tylko w beznadziejnej próbie ogrzania jej - niemożliwej do realizacji, bo przecież Mavelle Bones to zimno nosiła w sobie - ale też po to, by móc ją objąć i nie przejmować się, że po paru godzinach dostanie hipotermii. - A właściwie jedną czwartą łóżka, tobie zostanie jedna czwarta, bo jestem prawie pewna, że zaraz przywędrują tutaj Gałgan i Łatek.
Nie rozpłacz się, nakazała sama sobie, zrzucając domowe pantofle, by bezceremonialnie wpakować się pomiędzy stosy kołder, które sama tutaj przyniosła.
Nie wolno jej było płakać.
A przynajmniej nie mogła dopuścić, aby ktokolwiek zobaczył jej łzy.
Sięgnęła po jeden z koców i zaczęła owijać nim Mavelle.
Nie mogła jej tak zostawić.
A może sama też nie powinna być teraz sama, kiedy już osunie się w sen pełen huku wiatru, ognia i małych duchów, patrzących na nią pełnymi rozpaczy oczyma. Brenna nie do końca dopuszczała do siebie tę myśl, bo nie lubiła przyznawać się do słabości. Nawet przed samą sobą. Ale była zmęczona, przerażona, pełna gniewu i żalu, i czuła, jakby rozpadała się od środka.
Wujek chyba naprawdę nie żyje.
Brenna trzymała się jeszcze nadziei, że wróci niedługo do domu. Że pomagał komuś w lesie i się minęli. Albo że sam był w lesie i jedna z grup poszukiwawczych – powracały jedne, kolejne ruszały w Knieję – wróci razem z nim. Ale ta nadzieja gasła powoli i gdzieś w głębi ducha Brenna dopuszczała już do siebie myśl o tym, że Derwin się nie znajdzie. Że kiedy jutro rano pójdą na polanę, jeśli usłyszą o tym, że został odnaleziony, to przyjdzie im zidentyfikować ciało. Albo że to już trafiło do kostnicy. Wszystko skręcało się w niej wewnętrznie i wyrywało, aby ruszyć znów ku Polanie Ogni, ku Kniei… ale gdyby to zrobiła, w takim stanie tylko by zawadzała.
- Zostaję tutaj - powiedziała, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Dławiło ją w gardle, musiała się więc bardzo postarać, aby głos jej nie zadrżał. Nie pytała, co się stało i czy chodziło tylko o to, że do Mavelle dotarło to, co mogli podejrzewać: że mogą już wujka nie znaleźć. - Przykro mi, musisz odstąpić mi połowę łóżka - dodała, zabierając się za owijanie kuzynki drugim kocem. Nie tylko w beznadziejnej próbie ogrzania jej - niemożliwej do realizacji, bo przecież Mavelle Bones to zimno nosiła w sobie - ale też po to, by móc ją objąć i nie przejmować się, że po paru godzinach dostanie hipotermii. - A właściwie jedną czwartą łóżka, tobie zostanie jedna czwarta, bo jestem prawie pewna, że zaraz przywędrują tutaj Gałgan i Łatek.
Nie rozpłacz się, nakazała sama sobie, zrzucając domowe pantofle, by bezceremonialnie wpakować się pomiędzy stosy kołder, które sama tutaj przyniosła.
Nie wolno jej było płakać.
A przynajmniej nie mogła dopuścić, aby ktokolwiek zobaczył jej łzy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.