Patrzyła na swoją rękę i na to, jak woda kapała z jej palców. Kap, kap, kap. Czas mijał, a jej kochanek nie przybywał. Czy umarł? Czy ją porzucił? Po co kazałby jej wracać do jego mieszkania? Chciał ją upokorzyć? Zgnieść jak robaka? Pokazać jej, że to on rządzi? Uśmiechnęła się kącikiem ust, w sposób mimowolny, wredny, złośliwy. Jeśli tak – to było żałosne. Jeśli nie, dlaczego się nie pojawił? Co zrobi, jeśli on zginął? Jak się ma o tym dowiedzieć? Co powiedzieć wtedy ojcu? Panu? Władcy tego wszechświata? Co robić? Jak się zachować? Woda z jej palców przestała kapać, więc znowu ją zanurzyła i znowu patrzyła, jak woda kapie. Monotonne, ale hipnotyzujące zajęcie. Jej skóra pokryła się już gęsią skórką z chłodu, który panował wokół.
Nagle usłyszała ruch za drzwiami łazienki, a potem drzwi powoli zaczęły się otwierać. Nie ruszyła się, tylko odwróciła głowę w jego kierunku. Piana powoli znikała. Perseus bez problemu mógł zobaczyć jej piersi, których sutki delikatnie sterczały z zimna. Nie zamierzała się przed nim peszyć, chować, zachowywać się jak dzika, dziewica niewydymka, bo taka nie była. W jej oczach mógł dostrzec ulgę, delikatnie ukrytą radość, że jest cały, ale całe to uczucie przeszło szybko we wściekłość, która uleciała równie szybko, gdy otworzył usta i zaczął mówić.
Widziałem wiele kobiet nago!
Jedna jej brew uniosła się ku górze oznaczając, że chce wyjaśnienia. Nie wątpiła w to, że widział jakieś kobiety nago.
Zaledwie garstka.
Czyli nie było go, bo był z jakąś kobietą? Zostawił ją, aby zadowolić się z kimś innym, a ona się o niego martwiła? Na ustach pojawił się uśmiech, złośliwy, wredny, niepewny.
Jestem lekarzem.
– Magipsychiatrą – dodała, ale uśmiech zmienił się w ulgę. Nie miała zamiaru go rozliczać z jego byłych partnerek, żon. Ona sama miała też wielu mężczyzn, o których nie miała zamiaru mu mówić podczas kąpieli w wannie, ale to nie było istotne. Uniosła się lekko, gdy złapał jej dłoń. Przymknęła oczy, czując dziwnego rodzaju ulgę, że ten był cały. W końcu nie myśląc długo, przyciągnęła go do siebie, nie zważając, że zamoczy jego ubranie. Ucałowała jego usta, jakby chciała sprawdzić, że naprawdę tu był.
– Nie wolno. Ci. Mnie. Tak. Porzucać! Rozumiesz? – spojrzała mu w oczy, czując delikatny wstyd, że mogłaby przegrać zakład. – J-jakie piekło? – zapytała, czując jak serce wali jej zbyt szybko.