03.07.2023, 20:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2023, 20:58 przez Mavelle Bones.)
- Przepraszam – zdążyła jeszcze szepnąć, zanim odeszła od kuzynki i potrząsnęła szybko głową. Nie. Gorąca herbata nie rozwiązałaby problemu, zresztą… już wolałaby kawę. Chyba wszystkim by się przydała. Dani, Alkowi, jej samej, Brennie. Wszystkim.
Chociaż może lepiej byłoby już wlać w siebie całe litry alkoholu, by choć na chwilę o wszystkim zapomnieć. Oczywiście że do czegoś takiego się nie posunie, oczywiście że myśl miała pozostać tylko myślą – ale mimo wszystko był to jakiś sygnał, że nie wszystko jest w porządku. Że to już jest ten stan, w którym trudno się nie rozsypać. Ale to akurat było coś, na co nie mogła sobie pozwolić, chyba że w zaciszu własnego pokoju, gdy nikt jej nie będzie oglądał. Może poza Gałganem.
Coś ścisnęło ją w gardle, gdy tak się przyglądała Alastorowi. Pozycja, jaką przybrał? Z jakiegoś powodu zabolała bardziej niż powinna, a powinna wcale. No dobra, może co najwyżej ociupinkę, bo – nie dało się nie przyznać tego sama przed sobą – przez ten cały czas, odkąd powiedziała „dość”, wciąż coś w niej tkwiło. Wciąż.
Ale to naprawdę nie powinno tak wyglądać – spodziewałaby się raczej dalszego gaśnięcia tego nikłego, zdawałoby się, płomienia niż… uch. Cóż, i tak nie pozostawało nic innego niż robienie dobrej miny do złej gry.
- Zdaje się, że byłeś wtedy w terenie – odparła dziwnie miękko. Ot, w tym wszystkim czasem trudno kogoś odnaleźć, nie mówiąc już o tym, że i tak każdy miał urwanie głowy, toteż przekazanie informacji mogło umknąć. W zasadzie… może powinna była dać znać? Nie, chyba nawet nie „może”; poczuła ukłucie poczucia winy. Trzeba było dać znać. Mimo że w teorii miała całkiem dobre usprawiedliwienie, dlaczego ostatecznie nie chwyciła za pióro, to jednak… och, cóż, czasu już nie cofnie.
- Podobno tak jakby umarłam - mruknęła, reflektując się i zabierając swą dłoń. Fakt. Była cholernie zimna i teraz o tym zapomniała, przytulając najpierw Danielle, a potem skazując Alastora na kontakt z takim mrozem. Niewybaczalne - nie powinna była innym robić coś takiego. Nawet jeśli to kłębiące się emocje brały górę - Tylko muszą mi wciskać kit, bo jednak musiałam tu przyjechać, a nie po prostu przelecieć przez pół Brytanii. I nie zauważyłam, żebym przechodziła przez ściany. Nie mam też żadnych łańcuchów, żeby móc zająć jakiś opuszczony dom i w nim straszyć - "poskarżyła" się. W istocie robiła coś innego, choć... może to było mało stosowne. Ale też nie od wczoraj znała Alastora. I choć feeria uczuć, jakie do niego teraz żywiła była podbarwiona swego rodzaju goryczą - bo to nie tak, że magicznie zapomniała o tym, jak bardzo ich związek nie wypalił - to przecież... nigdy nie przestała być mu przyjaciółką.
Nagle zaczęło się okazywać, że pokój, w którym leżała Ida, może okazać się zbyt ciasny. Kolejny gość i to… no, nie dało się rozpoznać tej blond czupryny, która kiedyś buszowała po korytarzach Ministerstwa – nie dzieliła ich aż taka różnica wieku, żeby miała nie kojarzyć Eden. Zwłaszcza że nie tak dawno jeszcze wynajmowała od niej mieszkanie.
- Cześć – rzuciła krótko, obejrzawszy się przez ramię. Nie, nie ruszyła się od Alka ani na krok, bynajmniej. Ale zwróciła uwagę na kuzynkę, która… - Dani? Wszystko w porządku? – spytała z niepokojem w głosie. Zmęczenie jak zmęczenie, ale w grę ewidentnie wchodziło coś więcej. I nawet nie to, co miała jej do powiedzenia.
Chociaż może lepiej byłoby już wlać w siebie całe litry alkoholu, by choć na chwilę o wszystkim zapomnieć. Oczywiście że do czegoś takiego się nie posunie, oczywiście że myśl miała pozostać tylko myślą – ale mimo wszystko był to jakiś sygnał, że nie wszystko jest w porządku. Że to już jest ten stan, w którym trudno się nie rozsypać. Ale to akurat było coś, na co nie mogła sobie pozwolić, chyba że w zaciszu własnego pokoju, gdy nikt jej nie będzie oglądał. Może poza Gałganem.
Coś ścisnęło ją w gardle, gdy tak się przyglądała Alastorowi. Pozycja, jaką przybrał? Z jakiegoś powodu zabolała bardziej niż powinna, a powinna wcale. No dobra, może co najwyżej ociupinkę, bo – nie dało się nie przyznać tego sama przed sobą – przez ten cały czas, odkąd powiedziała „dość”, wciąż coś w niej tkwiło. Wciąż.
Ale to naprawdę nie powinno tak wyglądać – spodziewałaby się raczej dalszego gaśnięcia tego nikłego, zdawałoby się, płomienia niż… uch. Cóż, i tak nie pozostawało nic innego niż robienie dobrej miny do złej gry.
- Zdaje się, że byłeś wtedy w terenie – odparła dziwnie miękko. Ot, w tym wszystkim czasem trudno kogoś odnaleźć, nie mówiąc już o tym, że i tak każdy miał urwanie głowy, toteż przekazanie informacji mogło umknąć. W zasadzie… może powinna była dać znać? Nie, chyba nawet nie „może”; poczuła ukłucie poczucia winy. Trzeba było dać znać. Mimo że w teorii miała całkiem dobre usprawiedliwienie, dlaczego ostatecznie nie chwyciła za pióro, to jednak… och, cóż, czasu już nie cofnie.
- Podobno tak jakby umarłam - mruknęła, reflektując się i zabierając swą dłoń. Fakt. Była cholernie zimna i teraz o tym zapomniała, przytulając najpierw Danielle, a potem skazując Alastora na kontakt z takim mrozem. Niewybaczalne - nie powinna była innym robić coś takiego. Nawet jeśli to kłębiące się emocje brały górę - Tylko muszą mi wciskać kit, bo jednak musiałam tu przyjechać, a nie po prostu przelecieć przez pół Brytanii. I nie zauważyłam, żebym przechodziła przez ściany. Nie mam też żadnych łańcuchów, żeby móc zająć jakiś opuszczony dom i w nim straszyć - "poskarżyła" się. W istocie robiła coś innego, choć... może to było mało stosowne. Ale też nie od wczoraj znała Alastora. I choć feeria uczuć, jakie do niego teraz żywiła była podbarwiona swego rodzaju goryczą - bo to nie tak, że magicznie zapomniała o tym, jak bardzo ich związek nie wypalił - to przecież... nigdy nie przestała być mu przyjaciółką.
Nagle zaczęło się okazywać, że pokój, w którym leżała Ida, może okazać się zbyt ciasny. Kolejny gość i to… no, nie dało się rozpoznać tej blond czupryny, która kiedyś buszowała po korytarzach Ministerstwa – nie dzieliła ich aż taka różnica wieku, żeby miała nie kojarzyć Eden. Zwłaszcza że nie tak dawno jeszcze wynajmowała od niej mieszkanie.
- Cześć – rzuciła krótko, obejrzawszy się przez ramię. Nie, nie ruszyła się od Alka ani na krok, bynajmniej. Ale zwróciła uwagę na kuzynkę, która… - Dani? Wszystko w porządku? – spytała z niepokojem w głosie. Zmęczenie jak zmęczenie, ale w grę ewidentnie wchodziło coś więcej. I nawet nie to, co miała jej do powiedzenia.