Kolejny zbędny dzień uchylił powieki najmłodszego Croucha zmuszając jego świadomość do umiejscowienia się w szynach w gotowości do odjazdu. Zgodnie z zaleceniami siostry skupił się na jednej pozytywnej rzeczy. Nowe książki. Na dniach zapowiedziana była dostawa do jednego z ulubionych antykwariatów. Lubujący się w zakurzonych trocinach posklejanych i ozdobionych tuszem uniósł się na łóżku.
Minimalna toaleta, naciągnięcie na karb prostej koszuli i spodni, przeoczenie wszystkich możliwych wygnieceń, szczególnie wybitnie rzucającej się fałdy przecinającej pierś. Martin lubił dotyk chłodnej wody na twarzy. Rozbudzało go to na tyle, by dotrwał do pierwszej kawy. Ta pojawiła się na biurku, przegotowana przez skrzaty słyszące szmer jego przygotowań do nowego dnia. Niespiesznie pochłonął zawartość filiżanki mrużąc oczy do wpraszających się do pokoju promieni słońca. Wiosna była tuż za rogiem, niemal gotowa do pokrycia umęczonego świata kolejną pierzynką zieleni. Nim uda się do Londynu, przejdzie się po okolicy. Nie ma nic gorszego niż smród dużego miasta z rana, a pracy na dzisiaj miał niewiele.
Bezszelestnie opuścił pokój, wytężając słuch udał się na dół. Jadalnia. Śniadanie. Matka.
Pomieszczenie otwarte było na hol, nie dało się więc wymknąć niepostrzeżenie. Powoli wypuścił oddech nosem. Nie lubił przerywania planów, których i tak nigdy wiele nie miał. Matce jednak nie odmówi.
— Dzień dobry — mruknął zbliżając się do stołu. Ojciec w delegacji, Jack najwyraźniej wybył z rana do Londynu, i tylko najmłodszy został do pociechy matce. Chociaż i go nie powinno tu być. Ale założenie własnej rodziny zakończył niepowodzeniem.
Zbliżył się. Mnogość pożywienia mimowolnie poruszyła ślinianki. Martin zasiadł z boku stołu zastanawiając się, po czym najmniej będzie go mdlić.
— Dobrze, dziękuję. — Skinął ręką na kiełbaskę i bułki, które podskoczyły na jego talerz. Ktoś mógłby pomyśleć — wielki czarodziej, że posługuje się magią bezróżdżkową. Otóż nic bardziej mylnego. Martin był po prostu leniwy.
— Jak mniemam, dobrze spałaś, matko — odwdzięczył się uprzejmością, jak na dobrze wychowanego młodzieńca przystało. Następnie począł konsumpcję kiełbaski. Był naprawdę głodny.