Nora poza tym wszystkim związanym z wizytą w chacie wiedźmy czuła też dziwny niepokój związany z tym, czy Erik i Elliott są bezpieczni. Jeśli chodzi o Erika, nie było w tym nic dziwnego, nie potrafiła jednak zrozumieć dlaczego zaczęła martwić się i o Malfoya. Rozmyślała o tym wszystkim, gdy z Cameronem przemierzali las. Musiała dowiedzieć się, czy z mężczyznami wszystko w porządku, miała nadzieję, że tak jest, nie przeżyłaby chyba ich straty.
- Wydaje mi się, że to normalne, w końcu to, co przeżyliśmy w nocy było naprawdę mocno popierdolone. - Powiedziała jeszcze, przekleństwo do niej nie pasowało, nie wyrażała się w ten sposób, jednak nie umiała znaleźć innych słów, które oddałyby to, co czuje. Pierwszy raz w życiu kogoś zabiła, miała prawo czuć się dziwnie - przynajmniej tak to sobie tłumaczyła.
Spojrzała na dłoń Camerona, nie wyglądała najlepiej, na podstawie ugryzienia można było odtworzyć zgryz wiedźmy. - Powinieneś wypić na to jakiś eliksir, może ci uwarzę, gdy wrócimy do domu? - Wolałaby, żeby nie wdało się zakażenie, czy jeszcze coś innego. Nie była może medykiem, jednak potrafiła ugotować eliksir.
- Nic mi się nie stało. - Odparła dość chłodno. W końcu większość część czasu w chacie spędziła siedząc w kącie i płacząc - z czego nie była do końca dumna, jednak przerosło ją to wszystko. Nie sądziła, że ta przysługa zamieni się w coś takiego. - Trochę nas zrobili, ale ten mężczyzna, on umarł, przeze mnie. - Spoglądała na Camerona, głos jej zadrżał, gdy wypowiedziała to na głos. Najgorsze było to, że widziało to kilka osób, to jak umierał przez nią. Bała się, że spotkają ją przez to jakieś konsekwencje, nie chciała skończyć w Azkabanie, teraz pewnie nie będzie już mogła spać spokojnie, jakby nie wystarczające było to, że ostatnio nawiedził ją jakiś mężczyzna gdy spała.
Przetarła oczy ze zdumienia, nie mogła uwierzyć w to, że widzi szopa, który siedzi na wilku. Czy były to halucynacje, w końcu zmęczenie mogło ich dopaść. Najwyraźniej jednak nie tylko ona to zobaczyła. Przeniosła spojrzenie na Lupina. - Jak mam być spokojna, gdy przed nami szop jedzie na wilku? - Nieco uniosła ton głosu. Stanęła w miejscu, co powinni zrobić w tej sytuacji? Nie miała zielonego pojęcia.
Tajemnica szybko się wyjaśniła. Jak mogła zapomnieć o tym, że Brenna jest wilczycą, to ten drugi zwierz musiał spowodować zaćmienie mózgu, które ją złapało. Animadzy postanowili się przemienić, dzięki czemu przypomniała sobie o tym, że Longbottom posiada taką umiejętność.
Szop pracz trochę niezgrabnie zeskoczył z pleców wilczycy, w między czasie przyjął ludzką formę. Vinnie... Poznała go od razu, tylko co on robił w lesie. Panna Figg nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak wielkie katastrofa wydarzyła się na polanie. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła znajome twarze, choć na jej policzkach pojawiły się łzy. Przez moment miała wrażenie, że nie uda im się wyjść z tego lasu, tyle czasu krążyli wokół, a teraz, teraz trafiła na bliskich.
Nim zdążyła mrugnąć Brenna do niej przybiegła i złapała ją w ramiona, to tylko spowodowało reakcję Norki. Płakała, próbowała to zatrzymać jednak nie potrafiła. - Okropnie wyglądasz. - Powiedziała cicho do przyjaciółki, tak, aby obecni obok panowie tego nie usłyszeli. Kamień spadł jej z serca, gdy usłyszała, że Erikowi nic się nie stało. Uspokoiła ją ta informacja jakoś za bardzo. - Camerona ugryzła wiedźma i dostał patelnią w głowę, poza tym nic nam nie jest. - Dodała jeszcze.
Odsunęła się od Brenny, a jej wzrok powędrował w stronę Vinniego. Nic mu się nie stało, żywioł nie zrobił mu krzywdy. Dobrze było to wiedzieć. Miała ochotę podejść do niego, zbliżyć się choć trochę, mieli się przecież spotkać ostatnio, dlaczego dochodziło do tego w takich okolicznościach? Zrobiła krok do przodu, jednak coś ją zatrzymało. - Ten wiatr, ten wiatr który zerwał się nad polaną wywiał nas do lasu. Myślałam, że umrę. - Starała się w skrócie opowiedzieć, co przezyli. - Brenn, czy wasz dom stoi, czy Mabel nic się nie stało? - Zostawiła ją przecież u nich w domu, nie było jej przy niej - czego nie mogła sobie wybaczyć.
- Co się wydarzyło na polanie? - Zapytała jeszcze, chociaż skoro Vince wspomniał o zamaskowanych idiotach zrozumiała, że chodziło o popleczników Voldemorta, jednak nie było ich tam, ona i Cameron nie zdawali sobie sprawy z tego, że doszło do takiej masakry.