01.07.2023, 23:12 ✶
Maj był tą porą roku, która zwykle cieszyła najbardziej; nie tym razem jednak. Maj 1972 roku jak na razie zapisywał się w barwo krwawy sposób w pamięci; i choć nadal pozostawał pięknym miesiącem… cóż, całe jego piękno jak na razie zostało odarte przez Beltane. To samo Beltane, na którym to była, mało co nie zginęła i na dobrą sprawę jeszcze do siebie w pełni nie doszła.
I nie wiedziała, czy kiedykolwiek to będzie możliwe. Klątwa, wieczny chłód, targające jej wnętrzem uczucia, nie mówiąc już o wciąż napływających wspomnieniach, które niewątpliwie nie mogły należeć do niej, a jednak… jednak wydawały się własnymi – wszystko to sprawiało, że trudno było docenić piękno wiosny, przechodzącej powoli w lato.
Kogo to teraz obchodziło?
Jednakże życie się nie zatrzymywało, nie zamarło na wieki w jednym momencie, niczym owad w bursztynie. Wciąż pozostawały sprawy, którymi należało się zająć, trzeba było znaleźć siłę w sobie, żeby nie składać broni i… szukać sposobu. Sposobu na to, by udowodnić, że Dzban naprawdę nie mógł robić, co tylko zechce.
Życie się nie zatrzymywało – i trzeba było pamiętać o tym, że należy również zadbać o siebie, a nie tylko o „wielkie sprawy”.
- Nie wydziedziczy – stwierdziła, stając za plecami Brenny, już z nożyczkami w gotowości – Nie zrobiła tego do tej pory, nie zrobi i teraz, już prędzej szukałaby sposobu na to, żeby mnie wywalić z rodziny, jeśli spieprzę sprawę – dodała, siląc się na lżejszy ton. Bo jakkolwiek by nie patrzeć, nadal nie miała nastroju na wpadnięcie w dobry humor i… nie miała najmniejszego pojęcia, kiedy taki może mieć.
- Ostatni moment na wycofanie się z tego pomysłu, zanim się okaże, że skończyło się tragedią – stwierdziła niby to poważnie, sięgając jeszcze po grzebień. Tak. Grzebień i nożyczki, jak już brać się za ciachanie, to wypadałoby się postarać, żeby to jakoś wyglądało, nieprawdaż? Tak że ostrza musiały jeszcze ciutkę poczekać z zaspokojeniem apetytu; najpierw musiała nie tyle rozczesać włosy, co po prostu przygotować sobie grunt pod działania.
- Zastanawiam się, czy w sumie też sobie nie podciąć włosów – mruknęła niezobowiązującym tonem. Zresztą, nawet nie była do końca pewna, czy tego chce. Ale wisienką w tym całym burdelu było to, że nagle oczy wszystkich zaczęły skupiać się właśnie na czwórce, która przeszła do limbo i wróciła – tak że jakieś majstrowanie przy wyglądzie, żeby trochę zmylić trop, wydawało się być całkiem naturalną reakcją obronną…?
I nie wiedziała, czy kiedykolwiek to będzie możliwe. Klątwa, wieczny chłód, targające jej wnętrzem uczucia, nie mówiąc już o wciąż napływających wspomnieniach, które niewątpliwie nie mogły należeć do niej, a jednak… jednak wydawały się własnymi – wszystko to sprawiało, że trudno było docenić piękno wiosny, przechodzącej powoli w lato.
Kogo to teraz obchodziło?
Jednakże życie się nie zatrzymywało, nie zamarło na wieki w jednym momencie, niczym owad w bursztynie. Wciąż pozostawały sprawy, którymi należało się zająć, trzeba było znaleźć siłę w sobie, żeby nie składać broni i… szukać sposobu. Sposobu na to, by udowodnić, że Dzban naprawdę nie mógł robić, co tylko zechce.
Życie się nie zatrzymywało – i trzeba było pamiętać o tym, że należy również zadbać o siebie, a nie tylko o „wielkie sprawy”.
- Nie wydziedziczy – stwierdziła, stając za plecami Brenny, już z nożyczkami w gotowości – Nie zrobiła tego do tej pory, nie zrobi i teraz, już prędzej szukałaby sposobu na to, żeby mnie wywalić z rodziny, jeśli spieprzę sprawę – dodała, siląc się na lżejszy ton. Bo jakkolwiek by nie patrzeć, nadal nie miała nastroju na wpadnięcie w dobry humor i… nie miała najmniejszego pojęcia, kiedy taki może mieć.
- Ostatni moment na wycofanie się z tego pomysłu, zanim się okaże, że skończyło się tragedią – stwierdziła niby to poważnie, sięgając jeszcze po grzebień. Tak. Grzebień i nożyczki, jak już brać się za ciachanie, to wypadałoby się postarać, żeby to jakoś wyglądało, nieprawdaż? Tak że ostrza musiały jeszcze ciutkę poczekać z zaspokojeniem apetytu; najpierw musiała nie tyle rozczesać włosy, co po prostu przygotować sobie grunt pod działania.
- Zastanawiam się, czy w sumie też sobie nie podciąć włosów – mruknęła niezobowiązującym tonem. Zresztą, nawet nie była do końca pewna, czy tego chce. Ale wisienką w tym całym burdelu było to, że nagle oczy wszystkich zaczęły skupiać się właśnie na czwórce, która przeszła do limbo i wróciła – tak że jakieś majstrowanie przy wyglądzie, żeby trochę zmylić trop, wydawało się być całkiem naturalną reakcją obronną…?