01.07.2023, 23:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 09:20 przez Brenna Longbottom.)
- Sugerujesz, że od dawna zasługuję na wydziedziczenie? - spytała Brenna. Rzecz jasna nie na poważnie, nawet jeżeli na jej twarzy nie gościł zwykły uśmiech. - Jestem pewna. Nie poproszę przecież Dani. To znaczy, wierzę, że posługuje się sprawnie skalpelem, ale ciągle pamiętam tę katastrofę, kiedy miała dziesięć lat i dostała wycinanki, więc czułabym się trochę niepewnie, gdyby to ona miała używać nożyczek w pobliżu mojej głowy. Najwyżej jak dziś wpadniemy do Biura Brygady, ludzie zaczną uciekać na mój widok. Albo padać na podłogę i tarzać się ze śmiechu - oświadczyła Longbottom. Nie zależało jej w tej chwili na tym, jak będzie wyglądać. Kto by się teraz tym przejmował? Może kiedyś - kiedyś, kiedy wszystko wróci do normy (to w ogóle możliwe?), kiedy będzie jakiś bal z okazji Yule albo jakieś wesele, zadba o fryzurę, ale w tej chwili po prostu nie chciała straszyć ludzi.
Bardzo starała się siedzieć nieruchomo i się nie wiercić, chociaż siedzenie spokojnie nie leżało w jej naturze. Chyba że akurat miała robotę, w której nie powinna zwracać na siebie uwagi, ale tak... prywatnie? Pozwalała Mavelle wykonywać cięcia i zdusiła tę odrobinę, odrobinę niepewności, jaka ją nawiedziła, kiedy jeden z loków upadł na podłogę.
Ostatecznie gdyby trzeba było, zgoliłaby głowę i na łyso, ale była jednak kobietą i to z rodu Potterów, trochę głupio, jeśli na przykład z jednej strony będzie miała o połowę mniej włosów niż z drugiej.
- Chcesz odmiany, wygody czy mniejszej rozpoznawalności? - zapytała, chociaż być może nie powinna. Ale próbowała traktować to, co się stało i co działo się wokół Mavelle... Normalnie. Nie wspominać o tym niepotrzebnie, ale też nie zachowywać się, jakby to był przysłowiowy, różowy słoń w pokoju, którego to niby się nie widzi. - Jest ci dobrze w długich, ale krótkie to spora oszczędność czasu - dodała jeszcze, po czym sięgnęła po lusterko w ozdobnej ramie, chcąc skontrolować stan fryzury.
A wtedy...
Przez szkło przebiegła rysa.
Brenna zmarszczyła brwi i odstawiła je ostrożnie, obserwując, jak taflę pokrywają kolejne, drobne pęknięcia.
- Siedem lat nieszczęścia? Właśnie tego potrzebowałam. A nawet go nie upuściłam...
Bardzo starała się siedzieć nieruchomo i się nie wiercić, chociaż siedzenie spokojnie nie leżało w jej naturze. Chyba że akurat miała robotę, w której nie powinna zwracać na siebie uwagi, ale tak... prywatnie? Pozwalała Mavelle wykonywać cięcia i zdusiła tę odrobinę, odrobinę niepewności, jaka ją nawiedziła, kiedy jeden z loków upadł na podłogę.
Ostatecznie gdyby trzeba było, zgoliłaby głowę i na łyso, ale była jednak kobietą i to z rodu Potterów, trochę głupio, jeśli na przykład z jednej strony będzie miała o połowę mniej włosów niż z drugiej.
- Chcesz odmiany, wygody czy mniejszej rozpoznawalności? - zapytała, chociaż być może nie powinna. Ale próbowała traktować to, co się stało i co działo się wokół Mavelle... Normalnie. Nie wspominać o tym niepotrzebnie, ale też nie zachowywać się, jakby to był przysłowiowy, różowy słoń w pokoju, którego to niby się nie widzi. - Jest ci dobrze w długich, ale krótkie to spora oszczędność czasu - dodała jeszcze, po czym sięgnęła po lusterko w ozdobnej ramie, chcąc skontrolować stan fryzury.
A wtedy...
Przez szkło przebiegła rysa.
Brenna zmarszczyła brwi i odstawiła je ostrożnie, obserwując, jak taflę pokrywają kolejne, drobne pęknięcia.
- Siedem lat nieszczęścia? Właśnie tego potrzebowałam. A nawet go nie upuściłam...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.