Otwarły się przed nią arkana niebios, zupełnie jakby ta rozeźlona rana na nieboskłonie tętniła buchającym ogniem; tak, jakby wszelkie stworzenie zanikło, a ją okryła barchanowym całunem apatia, zmieszana odrobinę z spozierającymi emocjami poczucia nieodzwonej klęski. Klęła przecież na siebie wielokroć, już gdy chwytała po szyszkę, aby ewakuować się z miejsca pojedynku - nijak jednak nie mogła wpasować innej reakcji w otaczającą, tętniącą tym przeklętym fatum, które ubierało ją w szaty istnienia nade wszystko przegranego. Niespodziewane nastawała plejada emocji gorszących ją samą - nie umiała zdobyć się na cień, chociażby zdawkowego, uśmiechu - a przecież pogodna uwertura trzymała jej się w prozie codziennego, tkanego przez Mojry życiorysu.
Własną klęskę traktowała z okrucieństwem; gdyby mogła - zapewne splunęłaby sobie w twarz. Nie było jednak miejsca na sentymenty, a jej kłuta w stali persona objawiała się, jakoby nic się nie stało. Nic gorszącego, nic nader upokarzającego - a upokorzenia w końcu zaznała z niemałą pewnością.
Teleportując się świstoklikiem, jedynie zaklęła siarczyście.
Nie upadła jednak, lądując na polanie. Nie zachwiała się nawet na chuderlawych nogach, pojawiając się wyprostowaną i dumną - zupełnie jakby miała z czego; w głębinach duszy jednak, była wyjątkowo zawiedziona samą sobą; tym, że nie podołała. Nie odezwała się jednak ani słowem, wyduszając z siebie jedynie ciche westchnięcie - lekkie jak wiatr, który aktualnie szeleścił wiosennie w liściach, targając gałęziami nieprzejednanie; jakby chciał skłonić je ku ziemi.
Cudzy płacz ją irytował.
Prawdopodobnie dlatego obdarzyła mężczyznę tnącym, nade wszystko rozjuszonym spojrzeniem - igrała w niej w końcu mnogie emocje, a fala dezaprobaty wobec samej siebie utkała ją w niebagatelną irytację.
Irytację przecież okazywała niezwykle rzadko.
- Zamknij się! - warknęła na chlipiącego mężczyznę. Coś w niej rozgorzało, coś wzbudziło nagłą salwę zdenerwowania i - wręcz absurdalnego - przelewania własnej agresji na innych.
Zamilkła jednak po tych słowach, wpędzając własną sylwetkę w stalowe okucie, krzyżując ramiona na piersi - po raz pierwszy od dawien, nie wiedziała jak się zachować.
Rzucam na lądowanie, +10 za 1 kropkę w aktywności fizycznej.