Podczas gdy spodnie były już normą u mugolskich kobiet, u czarownic mniej. Podczas gdy widok czarownicy w spodniach zwracał uwagę tylko najbardziej pogrążonych w dawnych tradycjach, Ururu wciąż był w latach dwudziestych. Mu to było obojętne, ale mimo wszystko rzucało się w oczy. Ale to dobrze. Stojąca przed nim dziewczyna na pewno nie będzie legitymować jego statusu krwi.
Ururu nigdy dotychczas nie był podejrzewany o nadmierne imprezowanie. Nocy udało mu się jednak zarwać nie mniej niż pierwszemu lepszemu Jonathanowi. Poświęcał je również na przyjemności — liczenie całek i wyciąganiu delty z zera. Teraz niestety daleko mu było od tych zbereźnych myśli, gdyż za bardzo zagubiony był w swej egzystencji.
— Nie pamiętam. Widziałem śpiącego starca. Ale to nie mógł być on. A może...
Napotkany czarodziej wyglądał na niezdolnego do jakiejkolwiek formy walki, tym bardziej na porwanie młodzieńca w kwiecie wieku. Ururu zaczął podejrzewać, że w sprawę zamieszanych jest więcej osób. Na nowo postanowił podnieść się z ziemi.
Dziewczyna wypluwała z siebie pytanie w tempie Markiza, tak więc nie miał problemów, by nadążyć. Problemem były same odpowiedzi, a raczej ich brak. Kręcił tylko głową na każde kolejne, aż w końcu dotarli do jego imienia. Oczywiście, że pamiętał tą formułkę.
— Ururu Marquez, do usług — powiedział dumnie tuż po wyprostowaniu i wykonał coś pomiędzy ukłonem a dygnięciem, co wyglądało bardzo nieszczęśliwie w wykonaniu chuderlaka owinietego w zbyt duże palto.
Znajomość nazwisk to już coś. Był całkiem dumny z utrzymywanej postawy pionowej, chociaż nogi ewidentnie wskazywały na rychłą katastrofę. Spojrzał więc na miotłę z nadzieją i błyskiem w oku, ale po chwili powietrze gwałtownie uszło z jego ust.
— Mieszkam poza magiczną dzielnicą — odparł. — To nie jest daleko stąd. Ja... Nie pamietam, czy mogę się tam dostać przez Fiuu...
Delikatnie uścisnął dłoń Heather.
— Bardzo miło mi poznać... — posłał jej uśmiech. Lubił poznawać nowych ludzi, ale tylko wtedy, gdy tego chciał. Teraz nie tylko chciał, ale i wręcz potrzebował. — Czyli panienka pomoże mi wrócić do domu? Byłbym bardzo wdzięczny. Z jakiegoś powodu czuję się bardzo słabo i nie wiem, czy dam radę szybko iść.
Wymienił adres ulicy, na której mieszkał, oraz dwóch sąsiadujących. Jeśli Heather kojarzyła Londyn bardziej niż trochę, mogła słyszeć o jednej z nich. Było to w centrum, jakieś pół godziny drogi żwawym krokiem. Który w tym przypadku nie będzie im dany, gdyż Ururu średnio był w stanie wykonać jakikolwiek krok.