Całokształt jej bytowania zamykał się w skromnej szkatułce zbudowanej z aberracji przeszłości, smaków teraźniejszości i lustra przyszłości - nigdy w końcu nie poprzysięgała tej stałości emocjonalnej wobec ludzi; nigdy nie składała czułych pocałunków na obmierzłym licu wszechświata; nigdy nie igrała z orkiestrami powoli wybijającym rytm jej życiorysu, z tymi przeklętymi sweterkami z monogramami i snobistycznym akcentem. W gruncie rzeczy, współtworzona przez banały i rozwiązłości, snuła żywot pełen plejady barw; już sam jej ubiór sugerował rozbicie emocjonalne poprzez krzykliwość ich fasonu i koloru. Widywana najcześciej w towarzystwie kapeluszy o nieprzyzwoicie wysokich rondach, otulona pstrokatymi koszulami, wybrzmiewająca stukotem absurdalnie wysokich obcasów - nie pozostawiała złudzeń; była tym barwnym ptakiem, do którego tęsknili mężczyźni, tak jakby ich posiadanie jej nie oznaczało jej osobistego triumfu.
Uwielbiała pławić się w ich gorączkowych emocjach
Leander był toksyną, tym, przed czym się uciekało. Tym, co zamykało się w szklanej butelce i posyłano w eter, nie zaglądając nigdy do środka. Może gdyby pilniej słuchała zmarwień brata, gdyby posiadła większą świadomość tego, jak Yaxley ją krzywdził i powoli zabijał, wysysając z niej jedynie agresję, buńczuczny fatalizm i resztkę absolutną ochłapów dobra w jej zgniłej duszy. Powinna była go dopuścić bliżej, pozwolić aby ciosy Louvaina opadały na jego oblicze, z każdą kroplą posoki płacąc za to, jak ją skrzywdził.
Jak ją zmienił nie do poznania.
Całus opadący na jej czubek głowy przyjęła pociągając nieznacznie nosem; zacisnęła dłonie mocniej na jego plecach, w piąstkach zamykając materiał jego koszuli, który został już sowicie wygnieciony przez jej salwę gwałtownej rozpaczy. Uniosła wzrok po chwili, pozwalając otrzeć gorzkie łzy, torujące sobie szklistą ścieżkę policzkami.
- Kocham cię, wiesz? - zabrzmiała retoryką, wtulając policzek pokryty słonymi łzami, rozmazaną maskarą w jego ramię.
W gruncie rzeczy, nigdy nie spodziewała się za czasów dziecięcych, iż ich relacja rozkwitnie. Pełni burzliwych, bliźniaczych kłótni, poczuli w sobie nieocenione wsparcie dopiero dorastając. Byłaby gotowa zabić absolutnie każdego, kto by go skrzywidził; może dlatego nie mogła z pełnią zazdrości zaakceptować żadnej spośród panien lawirujących wokół niego?