02.07.2023, 17:41 ✶
- Idąc tokiem rozumowania, który właśnie przedstawiasz, to tak – oświadczyła ze śmiertelnie poważną miną. Oczywiście ie życzyła kuzynce żadnego wydziedziczenia i należało to raczej traktować w kategoriach żartu, dokładnie w ten sam sposób, co zadane przez nią pytanie – Hm, uciekanie na twój widok to może nie do końca taki zły pomysł – wymruczała z pewną zadumą w głosie. Pół-żartem, pół serio. Bo przecież… - Wtedy by tylko wystarczyło postawić ciebie gdzieś w widocznym miejscu i nikt by się nie odważył podejść, żeby nabroić. Spokój na całą najbliższą okolicę – wymruczała, przystępując w końcu do działania właściwego. Brązowe kosmyki zaczęły opadać na podłogę; aczkolwiek to Mavelle trzeba było przyznać – nie podchodziła do zadania na zasadzie „zetnę to zetnę, machnę nożyczkami tu i tu i tyle”.
- Tarzanie też nie byłoby takie złe, bo wtedy można by łatwiej złapać. Wyobrażasz to sobie? Przyuważasz złodziejaszka, idziesz w jego stronę, żeby go ucapić, a ten nie jest w stanie uciec, bo jest pod tak wielkim wrażeniem, że... – parsknęła cicho, wstrzymując na chwilę nożyczki. Tak.
Wybitnie daleko do wesołego nastroju, niemniej pojawiały się promyczki, które pozwalały zachować jakieś resztki wiary, iż może nie wszystko było absolutnie pozbawione sensu i nie pozostaje nic, jak tylko się położyć i czekać na kres swych dni.
- W każdym razie postaram się, żeby do tego nie doszło, zresztą, twoja mama nie ma czegoś na bardzo szybki porost włosów? To by ułatwiło poprawki, gdybym jednak całkowicie popsuła – dodała po krótkiej chwili, wracając do przycinania.
- Każdej z tych rzeczy – westchnęła cicho. Wygoda akurat liczyła się najmniej, bo swoje włosy całkiem lubiła i potrafiła spędzić trochę czasu na ich pielęgnacji, niemniej kwestia rozpoznawalności…? Tak, to wywoływało chęć zmiany – Ale przede wszystkim mniejszej rozpoznawalności, zastanawiam się też, czy nie spróbować przefarbować… gorzej, jeśli zaraz jeden mądry z drugim pstryknie zdjęcie i zaraz się znajdzie wszędzie – mruknęła z przekąsem. Tak. Popularność jej nie cieszyła, pławienie się w sławie nie było czymś, czego pragnęła. Wolała pozostawać w cieniu, trzymać się z bardziej z tyłu, by móc po prostu zajmować się tym, co należy, bez mnóstwa oczu wpatrzonych w nią samą.
- Chociaż ja to pół biedy, gorzej z Patrickiem – dodała chmurniej. Martwiła się o niego? W jakiś sposób – oczywiście że tak. Zarówno jako przyjaciółka, jak i członkini Zakonu. Być aż tak wystawionym na widok…? Wszystko się w niej skręcało na samą myśl.
I przy okazji – wywoływało bliżej nieokreśloną chęć rzucenia wszystkiego w cholerę oraz wyjechania jak najdalej stąd, byleby tylko zniknąć wszystkim z oczu, a cała sprawa najzwyczajniej w międzyczasie przycichła.
- Brennie? Co z tym lusterkiem? - spytała z nagła nieufnością w głosie. Lusterka nie pękały, jeśli nie spadły czy też jeśli w nie nie wyrżnięto porządnie, prawda...? Od samego wzięcia w ręce z pewnością nic nie powinno się było stać!
- Tarzanie też nie byłoby takie złe, bo wtedy można by łatwiej złapać. Wyobrażasz to sobie? Przyuważasz złodziejaszka, idziesz w jego stronę, żeby go ucapić, a ten nie jest w stanie uciec, bo jest pod tak wielkim wrażeniem, że... – parsknęła cicho, wstrzymując na chwilę nożyczki. Tak.
Wybitnie daleko do wesołego nastroju, niemniej pojawiały się promyczki, które pozwalały zachować jakieś resztki wiary, iż może nie wszystko było absolutnie pozbawione sensu i nie pozostaje nic, jak tylko się położyć i czekać na kres swych dni.
- W każdym razie postaram się, żeby do tego nie doszło, zresztą, twoja mama nie ma czegoś na bardzo szybki porost włosów? To by ułatwiło poprawki, gdybym jednak całkowicie popsuła – dodała po krótkiej chwili, wracając do przycinania.
- Każdej z tych rzeczy – westchnęła cicho. Wygoda akurat liczyła się najmniej, bo swoje włosy całkiem lubiła i potrafiła spędzić trochę czasu na ich pielęgnacji, niemniej kwestia rozpoznawalności…? Tak, to wywoływało chęć zmiany – Ale przede wszystkim mniejszej rozpoznawalności, zastanawiam się też, czy nie spróbować przefarbować… gorzej, jeśli zaraz jeden mądry z drugim pstryknie zdjęcie i zaraz się znajdzie wszędzie – mruknęła z przekąsem. Tak. Popularność jej nie cieszyła, pławienie się w sławie nie było czymś, czego pragnęła. Wolała pozostawać w cieniu, trzymać się z bardziej z tyłu, by móc po prostu zajmować się tym, co należy, bez mnóstwa oczu wpatrzonych w nią samą.
- Chociaż ja to pół biedy, gorzej z Patrickiem – dodała chmurniej. Martwiła się o niego? W jakiś sposób – oczywiście że tak. Zarówno jako przyjaciółka, jak i członkini Zakonu. Być aż tak wystawionym na widok…? Wszystko się w niej skręcało na samą myśl.
I przy okazji – wywoływało bliżej nieokreśloną chęć rzucenia wszystkiego w cholerę oraz wyjechania jak najdalej stąd, byleby tylko zniknąć wszystkim z oczu, a cała sprawa najzwyczajniej w międzyczasie przycichła.
- Brennie? Co z tym lusterkiem? - spytała z nagła nieufnością w głosie. Lusterka nie pękały, jeśli nie spadły czy też jeśli w nie nie wyrżnięto porządnie, prawda...? Od samego wzięcia w ręce z pewnością nic nie powinno się było stać!