Ponad dwa lata pobytu w Wielkiej Brytanii i wszystko powoli się układało dobrze, a tegoroczne Beltane nie wskazywało na to, że cokolwiek miałoby się w tej kwestii zmienić. Wszędzie było słychać o poczynaniach sług Czarnego Pana - ludzie, którzy nie znali umiaru ani nie akceptowali niczego innego niż pełne poparcie dla swojej idei. Każdy kto nie był z nimi, automatycznie był przeciwko im - i to właśnie martwiło Hjalmara. On sam nie opowiadał się za żadną ze stron... Ale ta cała nawałnica... Te krzywdy, które zostały wyrządzone Merlinowi winnym ludziom. To wszystko było za dużo.
Na całe szczęście ich domostwo oraz warsztat wytrzymało, głównie pewnie dzięki jednemu, małemu faktowi - rozmiarom Dagura. To właśnie dzięki jego gabarytom trzeba było dostosować obydwa budynki do innych standardów co tym samym przekładało się na większą wytrzymałość. Niestety nie wszyscy sąsiedzi mieli tak dobrze, a znacząca część straciła majątek swojego życia.
Korzystając z tego, że Nordgersimowie wyszli bez szwanku, nie mieli innej możliwości jak pomoc dla społeczności. Społeczności, której byli już integralną częścią. Podobnie jak jego ojciec wziął topór ale i różdżkę, co było nowością jako, że przeważnie leżała gdzieś w warsztacie. W głębi duszy uważał jednak, że daliby sobie radę zarówno bez oręża jak i różdżek, zwłaszcza biorąc pod uwagę budowę Dagura. On sam byłby w stanie przerzucić większość tych drzew bez mniejszego problemu.
- Jak nigdy w życiu - odparł, kiwając przy tym samym głową do starszego z ich dwójki - Lepiej ruszajmy ile sił w nogach. Nie wiadomo co się tam stało i ile osób będzie potrzebowało naszej pomocy - dodał, zarzucając swój topór na ramię aby następnie czym prędzej ruszyć w kierunku lasu. Nie mieli ani sekundy do stracenia.
!A6