02.07.2023, 17:56 ✶
- Jeśli ludzie będą uciekać na sam mój widok, to będzie właśnie trudniej ich złapać, prawda? Nie mówiąc o przesłuchaniach – stwierdziła Brenna, uśmiechając się lekko. – Przyznaj, że po prostu chciałabyś posadzić mnie przy swoim biurku, żeby wszyscy dali ci spokój. A jeżeli mama nie ma niczego na porost włosów, to jestem przekonana, że błyskawicznie to załatwi.
Elisa była nieodrodną Potterówną. I chyba w głębi ducha stale ubolewała, że córka wdała się dużo bardziej w ojca niż w nią. Z drugiej strony, Erik miał w sobie całkiem sporo z matki, więc mogła ostatecznie próbować się tym pocieszać.
- Powinnaś w takim razie z tym poczekać aż opadnie pierwszy kurz – doradziła Brenna po szybkiej kalkulacji. – Jeżeli zrobisz to teraz, tylko zwrócisz większą uwagę. Ci, którzy cię znają, dostrzegą zmianę, ci, którzy nie, już cię tak zapamiętają. Poczekaj mniej więcej do lipca, kiedy ludzi zaczną bardziej interesować jakieś rejsy jachtem i tak dalej.
Również spochmurniała wyraźnie, kiedy Mavelle wspomniała o Patricku. Steward zawsze był niezauważalny i nagła sława musiała mu doskwierać, ale też, przede wszystkim, przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków aurora… oraz Prawej Ręki Dumbledore’a. Brenna liczyła, że zainteresowanie nimi opadnie, jeżeli nie zrobią nic, by je podtrzymać, ale na to będzie trzeba minimum miesiąca – dwóch.
- To dopiero cholerny problem – wymamrotała z irytacją, której nawet nie kryła. – Do tej pory… mieliśmy przeciwwagę. Ty, Ida, Patrick, umieliście całkiem zniknąć, Erik jest popularny, ja mam sporo znajomych, Alka kojarzą w pewnych kręgach… A teraz? Mój brat się nie ucieszy, bo w tej chwili najłatwiej… schować mnie, a to oznacza, że on będzie musiał uśmiechać się w blasku fleszy.
Żadnego więcej stawania na scenie podczas bali, żadnych wypowiedzi dla prasy. Na szczęście robiła to zawsze dość rzadko, raczej działając pośród cieni. Ale ten i ów mógł ją rozpoznać i tu zaczynał się problem teraz, bo teraz nie za bardzo mieli kogo posyłać do miejsc, gdzie nikt nie powinien wiedzieć, kim jesteś.
Rysy na tafli lustra rozchodziły się coraz bardziej i bardziej. A potem rozległ się trzask i szkło zaczęło sypać się na biurko. Brenna gwałtownym gestem cofnęła rękę, w ostatniej chwili ratując dłoń przed pocięciem przez ostre odłamki.
Tyle że...
Szkło się wciąż sypało. Zbyt długo.
Brenna nie zdążyła w pełni zrozumieć, co się dzieje, ale pewien instynkt, jaki wyrabiał się zwykle u osób, które miały w zwyczaju pakować się w ciągłe kłopoty, i wychodzić z nich w całości, pokierował jej dłonią sam. I ułamek sekundy Brenna miała w dłoni różdżkę, i podrywała się z krzesła: i właśnie w tej chwili z pustej ramy prysnęło kolejne morze odłamków. Nie zasypywało już blatu, a wystrzeliło prostu ku nim i zostało zatrzymane za pomocą protego tuż przed twarzą Brenny.
- Jasny szlag!
Krzesło przewróciło się i padło z trzaskiem na podłogę. Kolejne odłamki szkła też zaczęły już spadać z biurka na drewniany parkiet.
Elisa była nieodrodną Potterówną. I chyba w głębi ducha stale ubolewała, że córka wdała się dużo bardziej w ojca niż w nią. Z drugiej strony, Erik miał w sobie całkiem sporo z matki, więc mogła ostatecznie próbować się tym pocieszać.
- Powinnaś w takim razie z tym poczekać aż opadnie pierwszy kurz – doradziła Brenna po szybkiej kalkulacji. – Jeżeli zrobisz to teraz, tylko zwrócisz większą uwagę. Ci, którzy cię znają, dostrzegą zmianę, ci, którzy nie, już cię tak zapamiętają. Poczekaj mniej więcej do lipca, kiedy ludzi zaczną bardziej interesować jakieś rejsy jachtem i tak dalej.
Również spochmurniała wyraźnie, kiedy Mavelle wspomniała o Patricku. Steward zawsze był niezauważalny i nagła sława musiała mu doskwierać, ale też, przede wszystkim, przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków aurora… oraz Prawej Ręki Dumbledore’a. Brenna liczyła, że zainteresowanie nimi opadnie, jeżeli nie zrobią nic, by je podtrzymać, ale na to będzie trzeba minimum miesiąca – dwóch.
- To dopiero cholerny problem – wymamrotała z irytacją, której nawet nie kryła. – Do tej pory… mieliśmy przeciwwagę. Ty, Ida, Patrick, umieliście całkiem zniknąć, Erik jest popularny, ja mam sporo znajomych, Alka kojarzą w pewnych kręgach… A teraz? Mój brat się nie ucieszy, bo w tej chwili najłatwiej… schować mnie, a to oznacza, że on będzie musiał uśmiechać się w blasku fleszy.
Żadnego więcej stawania na scenie podczas bali, żadnych wypowiedzi dla prasy. Na szczęście robiła to zawsze dość rzadko, raczej działając pośród cieni. Ale ten i ów mógł ją rozpoznać i tu zaczynał się problem teraz, bo teraz nie za bardzo mieli kogo posyłać do miejsc, gdzie nikt nie powinien wiedzieć, kim jesteś.
Rysy na tafli lustra rozchodziły się coraz bardziej i bardziej. A potem rozległ się trzask i szkło zaczęło sypać się na biurko. Brenna gwałtownym gestem cofnęła rękę, w ostatniej chwili ratując dłoń przed pocięciem przez ostre odłamki.
Tyle że...
Szkło się wciąż sypało. Zbyt długo.
Brenna nie zdążyła w pełni zrozumieć, co się dzieje, ale pewien instynkt, jaki wyrabiał się zwykle u osób, które miały w zwyczaju pakować się w ciągłe kłopoty, i wychodzić z nich w całości, pokierował jej dłonią sam. I ułamek sekundy Brenna miała w dłoni różdżkę, i podrywała się z krzesła: i właśnie w tej chwili z pustej ramy prysnęło kolejne morze odłamków. Nie zasypywało już blatu, a wystrzeliło prostu ku nim i zostało zatrzymane za pomocą protego tuż przed twarzą Brenny.
- Jasny szlag!
Krzesło przewróciło się i padło z trzaskiem na podłogę. Kolejne odłamki szkła też zaczęły już spadać z biurka na drewniany parkiet.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.