Martin sam nie był pewien, jakie dokładnie elementy przeszłości chciał zachować w bliznach na twarzy. Rozpacz? Żałobę? A może sukces wyrwania się z absolutnej bierności i płynięcia przez życie jak liść opadnięty na powierzchnię?
Przenikliwe spojrzenie Cynthi robiło na nim wrażenie. Nie tworząc najmniejszej niezręczności potrafiła wpatrywać się w drugiego człowieka. Zupełnie, jakby nie patrzyła na żywą osobę, a... No właśnie, trupa.
— Gdyby los miał mnie w większej nienawiści, być może do naszego spotkania doszłoby w innych okolicznościach.
Martin nigdy wiele nie myślał o tym, czym chciałby zajmować się w przyszłości. Majętność rodziny nie wymuszała na nim troszczyć się o zdobywanie jakiegokolwiek zawodu, a posada tłumacza była tylko sprytnym wykorzystaniem przez matkę jego zainteresowań. Ale gdyby miał się na nowo zastanowić nad tym, praca w prosektorium z pewnością stanowiłaby interesujące zadanie. Odkrywanie człowieka i jego przeszłości. Wręcz ostatnich chwil życia. Spoglądanie w twarz zastygłą w swym ostatnim wyrazie. Wyłapatanie ostatecznej ekspresji.
Czyli Edward miał nawet pośmiertną okazję na wzbudzenie krzty ciekawości w swoim kierunku u panny Flint, a i to mu nie wyszło.
— Czy taka praca odrywa od życia? Odbiera mu barwy?