02.07.2023, 23:56 ✶
- Yyy… tak, na pewno – zgodził się Darcy, bardzo starając się w to uwierzyć. I nie zastanawiać się, jak właściwie temu komuś miałby pomóc. Nie potrafił leczyć, nie miał przy sobie żadnych przydatnych eliksirów, a kiedy robił przegląd zaklęć, jakie potrafił rzucać, i które mogłyby być przydatne w walce… to ich liczba zdawała się mu żałośnie niska.
Z drugiej strony… przemierzał Knieję po straszliwej katastrofie i może faktycznie kogoś uratują! Czuł się prawie jak bohater jego najnowszej powieści, tej, którą właśnie kończył pisać i zaraz miał oddać ją wydawcy. Odważny. Altruistyczny. Pogrążony w myślach na ten temat (i zastanawiający się, czy bohaterka na pewno powinna mieć ciemne włosy, może jednak znowu będzie blondynką, jasnooką, z drugiej strony ona wcale nie zachowywała się jak Eunice, zaraz, dlaczego znowu myśli o Eunice) za żadne skarby nie zauważyłby śladów jeleniowatych. Złapany za rękę spojrzał na Daisy z zaskoczeniem, pozwalając jednak pociągnąć się między drzewa.
- Ale mówiłaś, że… - zaczął i umilkł, gdy do jego uszu dobiegły dziwne dźwięki, a chwilę później zorientował się, że i owszem, coś się zbliża. Cofnął się odruchowo, a potem zamarł, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi. Obserwował stado przedziwnych zwierząt z otwartymi lekko ustami. A kiedy przemknęły już, już chciał zapewnić Daisy, że jest niezrównana, skoro zorientowała się na czas i uratowała im obojgu życie… gdy zorientował się, że te zwierzęta uciekały.
- Daisy, cholera, je coś goni – jęknął, przyznając jej rację, że nie chce spotkać się „z tym czymś”, i tym razem to on zacisnął mocniej palce na dłoni siostry, by pociągnąć ją dalej. Mieli iść w linii prostej, przynajmniej wedle jej planu, ale w tej chwili nie wchodziło to w grę. Lockhart odbił na bok, nie chcąc ani ruszać w ślad tych potworów, ani przekonywać się, co mogło je spłoszyć. Wędrował szybko, chcąc jak najprędzej oddalić się z niebezpiecznego miejsca. I dopiero po chwili uświadomił sobie, że właściwie to najlepiej było wracać na polanę, przecież już weszli w las, byli dzielni, próbowali pomóc! Po co mieli wędrować dalej?
!G5
Z drugiej strony… przemierzał Knieję po straszliwej katastrofie i może faktycznie kogoś uratują! Czuł się prawie jak bohater jego najnowszej powieści, tej, którą właśnie kończył pisać i zaraz miał oddać ją wydawcy. Odważny. Altruistyczny. Pogrążony w myślach na ten temat (i zastanawiający się, czy bohaterka na pewno powinna mieć ciemne włosy, może jednak znowu będzie blondynką, jasnooką, z drugiej strony ona wcale nie zachowywała się jak Eunice, zaraz, dlaczego znowu myśli o Eunice) za żadne skarby nie zauważyłby śladów jeleniowatych. Złapany za rękę spojrzał na Daisy z zaskoczeniem, pozwalając jednak pociągnąć się między drzewa.
- Ale mówiłaś, że… - zaczął i umilkł, gdy do jego uszu dobiegły dziwne dźwięki, a chwilę później zorientował się, że i owszem, coś się zbliża. Cofnął się odruchowo, a potem zamarł, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi. Obserwował stado przedziwnych zwierząt z otwartymi lekko ustami. A kiedy przemknęły już, już chciał zapewnić Daisy, że jest niezrównana, skoro zorientowała się na czas i uratowała im obojgu życie… gdy zorientował się, że te zwierzęta uciekały.
- Daisy, cholera, je coś goni – jęknął, przyznając jej rację, że nie chce spotkać się „z tym czymś”, i tym razem to on zacisnął mocniej palce na dłoni siostry, by pociągnąć ją dalej. Mieli iść w linii prostej, przynajmniej wedle jej planu, ale w tej chwili nie wchodziło to w grę. Lockhart odbił na bok, nie chcąc ani ruszać w ślad tych potworów, ani przekonywać się, co mogło je spłoszyć. Wędrował szybko, chcąc jak najprędzej oddalić się z niebezpiecznego miejsca. I dopiero po chwili uświadomił sobie, że właściwie to najlepiej było wracać na polanę, przecież już weszli w las, byli dzielni, próbowali pomóc! Po co mieli wędrować dalej?
!G5