Maya miała o tyle łatwiej z włosami i karnacją, że mogła zrobić z nimi cokolwiek chciała dzięki metamorfomagii. W prawdzie nadal się jej uczyła i czasami nie panowała, ale mogła w teorii być kim tylko chciała. Czasami próbowała odgadnąć jaki typ człowieka podoba się Oleandrowi, bo chciała się upodobnić do jego gustu, ale niestety nigdy tego nie rozgryzła. Wiedziała, że było to z jej strony żałosne, a prawdopodobnie ciotki nie byłyby z tego zadowolone, bo to ona powinna mieć władzę nad mężczyznami, a nie odwrotnie. Powinna dumnie unosić podbródek i nimi kierować, bo miała ku temu moc, prawda? Nie była jednak doświadczona. Na swoim koncie miała tylko dziwną relację z Desmondem, którego najbardziej obawiała się po opuszczeniu Hogwartu, co jeśli o niej nie zapomniał?
– No wiem. Czarodzieje tak źle potraktowali gobliny odbierając im równe szanse na egzystowanie w naszym społeczeństwie. – powtórzyła trochę opinię na ten temat, którą kiedyś powiedziała jej ciocia.
– Myślę, że Oleander jest po prostu lekko zagubiony. – próbowała stanąć w jego obronie, ale wiedziała, że Peppy nie przekona do swojego zdania, a nawet czasami bawiło ją to jak Peppa próbowała ją przekonać, że Oleander to obibok.
Sama zaśmiała się, gdy jej przyjaciółka podzieliła się z tym szalonym sposobem nauki. Zasłoniła sobie twarz książką próbując powstrzymać śmiech.
– Będzie mi tego brakować jak opuścimy Hogwart. – spoważniała i uniosła się lekko na łokciu, aby spojrzeć jej w twarz. – Peppo, obiecaj mi, że po szkole nadal będziemy się przyjaźnić.