• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William

15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#4
02.11.2022, 22:34  ✶  
Eden rozumiała wszystkie sygnały, nawet te wykonane nieświadomie, uciekające uwadze rozmówcy. Rozumiała znaczenie gestów, odczytywała zmiany w głosie, nawet te najdrobniejsze, które pozostawały niezauważone przez normalnych ludzi. Dobierała więc swoje maski ostrożnie, pieczołowicie przygotowując coraz to nowe osobowości, dostosowane do przeciwników tak dokładnie, by zlewały się z nią w spójną całość i zupełnie przysłaniały paskudny charakter, który kipiał pod spodem. Nie pamiętała już, jaką dokładnie taktykę obrała, by ponad pięć lat temu zjednać sobie Williama. W końcu coś między nimi iskrzyło, niegdyś byli sobie bliscy; Eden przecież nie postąpiłaby wbrew swojemu ojcu, biorąc skryty ślub bez świadków w urzędzie pod wpływem impulsu z byle kim. Kiedyś był dla niej wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
Różnica między nimi była jednak taka, że kiedy z biegiem czasu Will w końcu poznawał się na ludziach, Eden po tym samym czasie do tych ludzi się przyzwyczajała. Zdobywała pewny grunt pod stopami, a więc zrzucała całą tę maskę, otoczkę magnetycznej charyzmy i złudnej słodyczy, prezentując się w całej swojej paskudnej okazałości. Wielokrotnie słyszała, że nawet święty by z nią zgłupiał, a przecież Williamowi daleko było do świętości.
Przyciągnęła do siebie filiżankę z herbatą. Nie podziękowała mu, ponieważ gdy już zaczęła oswajać się myślą okazania wdzięczności, mężczyzna zdecydował się odpyskować jej, co ostudziło letni już entuzjazm. Gdyby nie fakt, że nie znosiła marnotrawstwa, odepchnęłaby naczynie z powrotem w jego kierunku, licząc, że go przy tym poparzy.
Na szczęście była ucywilizowanym potworem. Nauczonym nie tylko na własnych, ale i cudzych błędach.
- Nie chcesz mówić, to nie. Jakoś przeżyję. - Wzruszyła ramionami, wciąż nie racząc go nawet spojrzeniem. Może nie wykazywała dzikiego zainteresowania, ale też przecież nie chciała być niemiła. Może przeszliby przez to śniadanie bez żadnych pozytywnych wibracji, ale przynajmniej nie skakaliby sobie do gardeł. Ot, zwykła grzecznościowa wymiana nowinek, o której zapomnieliby w momencie przekroczenia drzwi do jadalni. No ale skoro William sobie tego nie życzył, to kim była Eden, by sprzeciwiać się swojemu mężowi.
Westchnęła zrezygnowana, widząc, jak przekłada sztućce. Na usta się jej cisnęła sugestia, co by jeszcze może wziął talerz i zjadł na podłodze, żeby czasem nie było mu zbyt wygodnie, ale naprawdę nie miała siły się z nim bić. Miał rację, była zmęczona, okropnie, nieludzko zmęczona. Nie mogła spać, a nawet kiedy udawało jej się zasnąć, budziła się jeszcze bardziej wyczerpana, niż kiedy się kładła. Była bliska krzyku, ale dławiła go w piersi, bo miała wrażenie, że skowyt bólu obudziłby w Williamie satysfakcję. A tego nie chciała mu dawać.
Uniosła wreszcie spojrzenie znad gazety, kiedy po raz trzeci zamotał się we własnych słowach. Jedna brew powędrowała ku górze, a twarz wyrażała zdegustowanie wręcz, a nie tylko samą irytację. Wysłów się wreszcie, pomyślała, wypuszczając powietrze nosem. Dzisiaj nie mogła uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu uważała takie zachowanie za urocze.
- Simone nie żyje - wypaliła bez kontekstu. Skoro chciał wiedzieć, co się stało, to przecież mu powiedziała. - Powiesiła się przedwczoraj, późnym popołudniem. - Eden oświadczyła to wszystko chłodnym tonem, nie wydając się zasmucona sprawą. Niemniej widocznie było coś nie tak, widać, że ta kwestia ją męczyła. Nie była w żałobie za bratową, lecz ubolewała nad jej stratą. Nie wiadomo jednak, co było prawdziwą przyczyną.
Zdecydowała się na chwilę ciszy, by William mógł na spokojnie przetrawić informację. W międzyczasie upiła łyk herbaty, tym razem nawet jej nie słodząc. Nie miała ochoty, nie miała siły, było jej wszystko jedno. Jak tak dalej pójdzie, wgryzie się z niemocy w spodek od filiżanki, żeby cokolwiek poczuć. Nawet jeśli będą to ostre krawędzie stłuczonej porcelany, które wbiją się jej w gardło.
- Za parę dni odbędzie się pogrzeb i czy tego chcesz, czy nie, będziesz musiał pójść tam ze mną - oświadczyła, przewracając stronę gazety. - I będziesz musiał grzecznie udawać, że jesteśmy kochającym się, szczęśliwym małżeństwem, bo nie mam zamiaru dokładać mojej rodzinie kolejnego skandalu. Całe szczęście idziemy na pogrzeb, a nie potańcówkę, więc możemy darować sobie czułości - powiedziała to wszystko prawie że przez zaciśnięte zęby, jakby miała do niego wyrzuty z tego tytułu i obarczała winą jego za obecny stan rzeczy. Ze słowa na słowo robiła się coraz bardziej niespokojna i poirytowana, wręcz wypluwała wyrazy niczym pociski. Była niewyspana, nieziemsko zmęczona. Gotowa zabić jego, a potem siebie, jeśli miałoby to przynieść jej ulgę.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (4139), William Lestrange (4966)




Wiadomości w tym wątku
15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 02.11.2022, 00:43
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez Eden Lestrange - 02.11.2022, 01:46
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 02.11.2022, 02:29
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez Eden Lestrange - 02.11.2022, 22:34
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 03.11.2022, 00:40
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez Eden Lestrange - 03.11.2022, 23:01
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 07.11.2022, 02:42
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez Eden Lestrange - 08.11.2022, 23:56
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 19.11.2022, 18:39
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez Eden Lestrange - 23.11.2022, 00:39
RE: 15 marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama | Eden & William - przez William Lestrange - 24.12.2022, 16:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa