03.07.2023, 21:01 ✶
- Przyłapana - przyznała bez mrugnięcia okiem. Tak po prawdzie, nie do końca taki miała zamysł, ale hej! faktycznie teraz skupiała na sobie zbyt wiele spojrzeń, z czym radziła sobie raczej średnio. Ktoś, kto wolał być w cieniu, został nagle wyciągnięty na scenę i oświetlony mnóstwem reflektorów. Tak że... odstraszanie w ten sposób brzmiało jak całkiem dobry pomysł! Może przynajmniej wtedy byłaby w stanie skupić się na swojej pracy, bez świadomości, że przyciąga zbyt wiele uwagi. Uwagi, której naprawdę sobie nie życzyła - Doskonale sprawdziłabyś się w tej roli - dodała zaraz, wybitnie lekkim tonem, bo to też przecież nie tak, że Brenna była jakimś cholernym strachem na wróble, który faktycznie przerażał każdego, kto śmiałby spojrzeć w jej kierunku.
No, chyba że faktycznie koncertowo popsuje nową fryzurę!
- Sporo czekania - mruknęła, zżymając się w duchu. No bo przecież, rozpłynąć się w tłumie to najchętniej już, teraz, natychmiast (może jednak wycieczka na Hawaje to nie taki głupi pomysł?!) - ... ale masz rację - przyznała niezbyt chętnie. Przykułoby to uwagę i tak też zapisało się w pamięciach ludzi, zwłaszcza jeśli jakiś fotograf uchwyci jej twarz i zaraz ukaże się we wszystkich możliwych gazetach.
Westchnęła z frustracją - z której strony się nie obejrzeć, to widziała tylko cztery litery i w zasadzie żadnego rozsądnego rozwiązania, które zadziałałoby właśnie teraz. Nie za miesiąc czy dwa: teraz.
- Owszem, najłatwiej teraz schować ciebie. Co jest aż dziwne, biorąc pod uwagę, że czasem można się zastanawiać, czy nie wyskoczysz zaraz z szafy - pół-żartem, pół-serio. Brenna czasem faktycznie zdawała się być wszędzie - pełno znajomych, rozgadana, pchająca się, gdzie tylko się da. A teraz miała... zniknąć? - Ale może to, że teraz uwaga skupia się na nas, zadziała na twoją korzyść dodała po krótkiej chwili.
W międzyczasie, w trakcie całej tej rozmowy coraz to kolejne kosmyki opadały i opadały. Ślady przypalenia stopniowo znikały - jeszcze trochę i nikt, patrząc na Longbottom, nie stwierdziłby, że ta zaliczyła bliskie spotkanie z ogniem. Ot, po prostu uznała, że najwyższa pora przykrócić włosy i tyle - kobieta zmienną jest, i tak dalej, i tak dalej, dodać do tego pracę i wygodę, jaka cechowała krótkość... no, wszystko się spinało.
Drgnęła, gdy usłyszała trzask. Dźwięk, który nie powinien był zaistnieć. Siłą rzeczy, nie mogło być już mowy o jakimkolwiek dalszym wcielaniu się w rolę fryzjera - raz, że instynkt swoje podpowiadał, dwa, że i "pacjent" zaraz "uciekł". Nie minęło wiele czasu, ledwo mgnienie oka, gdy sama rzuciła się w tył, odrzucając nożyczki - jakoś różdżkę musiała złapać...
- Skądżeś ty to wytrzasnęła - wypaliła, machając własnym "kijkiem", by cisnąć zaklęcie w stronę lustra.
Szlag. Szlag.
Bo choć zadziałało - to nie powstrzymało całkowicie sypiących się odłamków. Lusterko nadal dość obficie się nimi dzieliło i obdarzało panny coraz to kolejnymi, odbijającymi wszystko fragmentami samego siebie - choć tyle, że wyraźnie wolniej niż jeszcze przed chwilą...
No, chyba że faktycznie koncertowo popsuje nową fryzurę!
- Sporo czekania - mruknęła, zżymając się w duchu. No bo przecież, rozpłynąć się w tłumie to najchętniej już, teraz, natychmiast (może jednak wycieczka na Hawaje to nie taki głupi pomysł?!) - ... ale masz rację - przyznała niezbyt chętnie. Przykułoby to uwagę i tak też zapisało się w pamięciach ludzi, zwłaszcza jeśli jakiś fotograf uchwyci jej twarz i zaraz ukaże się we wszystkich możliwych gazetach.
Westchnęła z frustracją - z której strony się nie obejrzeć, to widziała tylko cztery litery i w zasadzie żadnego rozsądnego rozwiązania, które zadziałałoby właśnie teraz. Nie za miesiąc czy dwa: teraz.
- Owszem, najłatwiej teraz schować ciebie. Co jest aż dziwne, biorąc pod uwagę, że czasem można się zastanawiać, czy nie wyskoczysz zaraz z szafy - pół-żartem, pół-serio. Brenna czasem faktycznie zdawała się być wszędzie - pełno znajomych, rozgadana, pchająca się, gdzie tylko się da. A teraz miała... zniknąć? - Ale może to, że teraz uwaga skupia się na nas, zadziała na twoją korzyść dodała po krótkiej chwili.
W międzyczasie, w trakcie całej tej rozmowy coraz to kolejne kosmyki opadały i opadały. Ślady przypalenia stopniowo znikały - jeszcze trochę i nikt, patrząc na Longbottom, nie stwierdziłby, że ta zaliczyła bliskie spotkanie z ogniem. Ot, po prostu uznała, że najwyższa pora przykrócić włosy i tyle - kobieta zmienną jest, i tak dalej, i tak dalej, dodać do tego pracę i wygodę, jaka cechowała krótkość... no, wszystko się spinało.
Drgnęła, gdy usłyszała trzask. Dźwięk, który nie powinien był zaistnieć. Siłą rzeczy, nie mogło być już mowy o jakimkolwiek dalszym wcielaniu się w rolę fryzjera - raz, że instynkt swoje podpowiadał, dwa, że i "pacjent" zaraz "uciekł". Nie minęło wiele czasu, ledwo mgnienie oka, gdy sama rzuciła się w tył, odrzucając nożyczki - jakoś różdżkę musiała złapać...
- Skądżeś ty to wytrzasnęła - wypaliła, machając własnym "kijkiem", by cisnąć zaklęcie w stronę lustra.
Szlag. Szlag.
Bo choć zadziałało - to nie powstrzymało całkowicie sypiących się odłamków. Lusterko nadal dość obficie się nimi dzieliło i obdarzało panny coraz to kolejnymi, odbijającymi wszystko fragmentami samego siebie - choć tyle, że wyraźnie wolniej niż jeszcze przed chwilą...