02.11.2022, 23:25 ✶
Plakaty porozklejane po okolicy przypomniały Alice o tym, że faktycznie ktoś z ich roku wspomniał jej, że Nora Figg otwiera swój lokal i to nigdzie indziej, ale na Pokątnej. Już sam adres był godny podziwu. Słyszała, że dobre lokale tutaj były przekazywane z pokolenia na pokolenie z dbałością, jak tajne przepisy prababki Henrietty na wiśnióweczkę czy aroniówkę, po której nie ma kaca. Dlatego bardzo chciała wstąpić na choćby chwilę i pogratulować Norce. Pewnie, że relacje od czasów szkolnych rozluźniły się, ale dobrze było kogoś zobaczyć, kogo życie układa się. Przynajmniej lepiej, niż jej. I z zewnątrz, wszystko z wierzchu wygląda lepiej.
Alice przekroczyła próg chwilę po wyznaczonej godzinie, uznała, że na spokojnie się przywita, powinszuje lokalu i już. Nie spodziewała się spotkać swojej kuzynki, prędzej kogoś z jej ludzi z rodzaju tych mało widocznych i bardzo dyskretnych. Otwarcie kawiarni zasługiwało na wzmiankę na jakieś maksymalnie dwa zdania w raporcie. Selwynówna nawet nie próbowała domyślać ani dodawać jakiegoś dodatkowego znaczenia.
- Dzień dobry - przywitała się pogodnie powiewając cienkim, zielono-żółtym płaszczem o liściastym deseniu, pod którym miała krótką czarną sukienkę bez rękawów i białą koszulę o dużym, szerokim kołnierzu. Oczywiście nie obyło się bez znaczących westchnień jakieś mijanej po drodze matrony, która zapewne ubierała się u Madame Malkin od czasów Lufkin na stołku Ministry Magii.
- Gratuluję własnego lokalu - zwróciła się do Nory i sięgnęła po ciasteczko, które najpierw przełamała, miała dobre przeczucie, że zawierały w sobie coś jeszcze. Potoczyła wzrokiem po zebranych, no rodzeństwo Longbottom, to wizytówka sama w sobie, trudno ich nie rozpoznać, szczególnie, gdy występują w duecie, pozostałe osoby kojarzyła tyle, o ile - starsze roczniki z Hogwartu, szczególnie jeśli grali w Quidditcha w czasach szkolnych, to łatwiej było przywołać jej z odmętów pamięci.
Na widok stroju rudego kota wielkości dorosłego mężczyzny nawet nie drgnęła jej powieka, choć kolumny towarzyskie Proroka i Czarownicy na pewno nie przepuszczą takiej okazji do pastwienia się nad Longbottomem, jak mogła ocenić co najmniej dwa akapity i ruchome zdjęcie z podpisem.
Alice przekroczyła próg chwilę po wyznaczonej godzinie, uznała, że na spokojnie się przywita, powinszuje lokalu i już. Nie spodziewała się spotkać swojej kuzynki, prędzej kogoś z jej ludzi z rodzaju tych mało widocznych i bardzo dyskretnych. Otwarcie kawiarni zasługiwało na wzmiankę na jakieś maksymalnie dwa zdania w raporcie. Selwynówna nawet nie próbowała domyślać ani dodawać jakiegoś dodatkowego znaczenia.
- Dzień dobry - przywitała się pogodnie powiewając cienkim, zielono-żółtym płaszczem o liściastym deseniu, pod którym miała krótką czarną sukienkę bez rękawów i białą koszulę o dużym, szerokim kołnierzu. Oczywiście nie obyło się bez znaczących westchnień jakieś mijanej po drodze matrony, która zapewne ubierała się u Madame Malkin od czasów Lufkin na stołku Ministry Magii.
- Gratuluję własnego lokalu - zwróciła się do Nory i sięgnęła po ciasteczko, które najpierw przełamała, miała dobre przeczucie, że zawierały w sobie coś jeszcze. Potoczyła wzrokiem po zebranych, no rodzeństwo Longbottom, to wizytówka sama w sobie, trudno ich nie rozpoznać, szczególnie, gdy występują w duecie, pozostałe osoby kojarzyła tyle, o ile - starsze roczniki z Hogwartu, szczególnie jeśli grali w Quidditcha w czasach szkolnych, to łatwiej było przywołać jej z odmętów pamięci.
Na widok stroju rudego kota wielkości dorosłego mężczyzny nawet nie drgnęła jej powieka, choć kolumny towarzyskie Proroka i Czarownicy na pewno nie przepuszczą takiej okazji do pastwienia się nad Longbottomem, jak mogła ocenić co najmniej dwa akapity i ruchome zdjęcie z podpisem.