Takich trzech jak ich dwóch to nie było żadnego. Przekonany o tym, że idą pomóc w słusznej sprawie oraz nieść pomoc tym, którzy jej potrzebują ruszył za ojcem w głąb lasu. Wzrost, gabaryty i rozmiar Dagura to było wszystko co było potrzebne aby przedrzeć się przez las, a raczej to co z niego pozostało po tej wichurze. Co by nie mówić szło im to bardzo sprawnie - głównie dlatego, że starszy z ich dwójki był niemalże jak buldożer i nic nie było w stanie go powstrzymać.
Na pytanie ojca, przykucnął przy śladach aby im się dokładniej przyjrzeć. Rozpoznałby wszędzie te ślady - nie raz ani nie dwa śledził te zwierzęta na Islandii - Oczywiście - przytaknął jako, że był to chleb powszedni. Rozejrzał się dokładnie wokół aby nic mu nie umknęło, a następnie ruszył - tym razem - przodem - Poszły tędy... Po tym co udało mi się zaobserwować powinno być ich co najmniej kilka... - przyznał, gryząc się na koniec w język. Nie chciał w takiej chwili przypominać ojcu, że nauczył się tego tylko i wyłącznie dzięki niesłuchaniu się jego poleceń.
Ślady były wyraźne, a droga niedługa. Nie szło się zgubić, więc Nordgersimowie dotarli do niedużej kryjówki, swego rodzaju nory w lesie. Hjalmar wydał z siebie pomruk niezadowolenia na to co ujrzał, a następnie zmrużył lekko oczy aby móc obserwować wilki - Są tam. Nie możemy tego biedaka tak zostawić. Każdy zasługuje na godny pochówek... - stwierdził, odwracając wzrok w stronę Dagura - Powinny się wystraszyć ognia i huku... No i Twoich rozmiarów ojcze... - dodał, spoglądając w górę jako, że dzielił ich dobry metr wysokości - Moglibyśmy zrobić dwie duże pochodnie, a w drugą dłoń złapać po naszym toporze i z hukiem na nie wyjść - zaproponował - Ja na ich miejscu bym się wystraszył gdybym zobaczył Cię wychodzącego z tych krzaków - przyznał, ruszając kilka kroków na bok aby przygotować dwa większe badyle na prowizoryczne pochodnie - Zajmę się ogniem, a Ty postaraj się być tak straszny jak wtedy kiedy mówiłeś mi abym przestał bić kolegów w Durmstrangu - rzucił jeszcze żartobliwie aby nieco rozładować atmosferę. Co by jednak nie mówić, ojciec był wtedy straszny i nie żartował. Ale czy można było mu się dziwić, że tak zrobił, skoro został wezwany po raz trzeci do szkoły, a był dopiero wtorek?
Nie mając ani chwili do stracenia, odnalazł dwa badyle, które wydawały mu się być odpowiednie. Następnie wbijając je w ziemię aby przypadkiem nie zrobić pożaru stulecia, podpalił je przy pomocy swojej różdżki, wykorzystując do tego kształtowanie prostego ognia, który byłby w stanie je zająć - Proszę - podniósł wzrok na Dagura aby upewnić się, że ten jest wystarczająco straszny. Chwilę później wręczył mu jedną z pochodni, a sam podniósł drugą. Wolną dłonią schował różdżkę, tym samym dobywając topór do wolnej dłoni - Jestem gotowy. Mów kiedy zaczynamy - zapewnił ojca, czekając na jego rozkaz do rozpoczęcia działania.