04.07.2023, 17:49 ✶
- Zobaczę, co da się zrobić – mruknęła Brenna. Problem z eliksirem wielosokowym był taki, że ten pozostawał trudny do uwarzenia. Nora da radę, ale wciąż potrzeba składników oraz czasu. – Zasadniczo, po tym, co się stało… wiem, że popadam w paranoję, ale chyba powinniśmy nawzajem zadawać sobie pytania, ilekroć podejrzewamy, że cokolwiek może być nie tak. Na powitanie.
Tę myśl podsunęła jej sama wzmianka o miksturze. W końcu, śmierciożercy pewnie też mogą taki eliksir zdobyć. Na przykład by dorwać te osoby, które były w limbo i zepsuły genialny plan Voldemorta. (Brenna nie miała w końcu pojęcia, że przynajmniej w przypadku Victorii wystarczyłoby, że wydadzą rozkaz, hej, przyprowadź nam narzeczoną…)
- Chociaż podszycie się pode mnie byłoby trudne – dodała. – Kto wymówiłby tyle słów na minutę?
Machnęła różdżką, mrucząc reducto. Raz, drugi, trzeci. Metodycznie usuwała szkło, pokrywające podłogę jej pokoju. Może i wyglądało bardzo malowniczo, zwłaszcza w promieniach porannego słońca, ale Brenna niezbyt miała ochotę na takie odłamki przypadkiem wejść bosą stopą. Zastanawiała się, czy to naprawdę był przypadek. I jeśli tak… to czy w ich rodzinie to jednak ona, nie Danielle, jest pechowcem, chociaż to tę drugą uważano za prześladowaną przez jakieś fatum.
- Wiesz, że to trzeci przeklęty przedmiot, z którym miałam do czynienia w ciągu dwóch miesięcy? – powiedziała, spoglądając na resztki pozostałe z ramy lustra. Szkoda, bo było całkiem ładne. – Może to ja, nie ono, jestem przeklęta. I tak naprawdę nie sądzę, żeby ktoś sprzedał mi je specjalnie, ale jeżeli chcesz, możemy pójść tam razem po pracy. Na razie i tak musimy zbierać się na dyżur…
Brenna machnęła różdżką po raz ostatni, pozbywając się – jak miała nadzieję – resztek szkła.
Ten dzień zaczynał się raczej paskudnie, a cichy głosik podpowiadał Brennie, że dalej niekoniecznie będzie lepiej…
Tę myśl podsunęła jej sama wzmianka o miksturze. W końcu, śmierciożercy pewnie też mogą taki eliksir zdobyć. Na przykład by dorwać te osoby, które były w limbo i zepsuły genialny plan Voldemorta. (Brenna nie miała w końcu pojęcia, że przynajmniej w przypadku Victorii wystarczyłoby, że wydadzą rozkaz, hej, przyprowadź nam narzeczoną…)
- Chociaż podszycie się pode mnie byłoby trudne – dodała. – Kto wymówiłby tyle słów na minutę?
Machnęła różdżką, mrucząc reducto. Raz, drugi, trzeci. Metodycznie usuwała szkło, pokrywające podłogę jej pokoju. Może i wyglądało bardzo malowniczo, zwłaszcza w promieniach porannego słońca, ale Brenna niezbyt miała ochotę na takie odłamki przypadkiem wejść bosą stopą. Zastanawiała się, czy to naprawdę był przypadek. I jeśli tak… to czy w ich rodzinie to jednak ona, nie Danielle, jest pechowcem, chociaż to tę drugą uważano za prześladowaną przez jakieś fatum.
- Wiesz, że to trzeci przeklęty przedmiot, z którym miałam do czynienia w ciągu dwóch miesięcy? – powiedziała, spoglądając na resztki pozostałe z ramy lustra. Szkoda, bo było całkiem ładne. – Może to ja, nie ono, jestem przeklęta. I tak naprawdę nie sądzę, żeby ktoś sprzedał mi je specjalnie, ale jeżeli chcesz, możemy pójść tam razem po pracy. Na razie i tak musimy zbierać się na dyżur…
Brenna machnęła różdżką po raz ostatni, pozbywając się – jak miała nadzieję – resztek szkła.
Ten dzień zaczynał się raczej paskudnie, a cichy głosik podpowiadał Brennie, że dalej niekoniecznie będzie lepiej…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.