Stanley był przyzwyczajony do standardu placówek medycznych w stylu szpitalu Świętego Munga, nic więc dziwnego, że wygląd kliniki Fawleya wzbudził w nim pewne zmieszanie. Na całe szczęście lekki grymas, który zagościł na jego twarzy zniknął tak szybko jak się pojawił kiedy mężczyzna w zielonym fartuchu potwierdził swoją tożsamość - Wie pan... Cierpię na taki dziwny przypadek, który w waszym fachu nazywa się bezsennością... I pech chciał, że akurat skończyły mi się lekarstwa, które mogłyby temu zaradzić. A jak pan może wie... Ciężko jest nie spać przez kilka nocy... Bardzo to utrudnia życie - stwierdził rozglądając się po całym pomieszczeniu jakby nadal czegoś szukał albo upewniał się, że nikogo ani niczego więcej tutaj nie ma. Wszystko wyglądało jakby to ewidentnie nie było głównym celem jego wizyty, zwłaszcza że nie bardzo utrzymywał kontakt wzrokowy.
- Wie pan, że dużo się ostatnio mówi o niejakim Czarnym Panie... Albo tym, którego imienia nie wolno wymawiać, czyż nie? Każdy o nim słyszał... - rzucił znienacka ale wypowiedziane słowa nie brzmiały jakby w jakimś stopniu obawiał się wymieniać te imię. Powiedział je z pewną dozą obojętności czy nicości ale bez grama strachu czy zawahania jak to bywało w przypadku większej części społeczeństwa - Ostatnio dużo się dzieje w magicznym świecie... Niektórzy się trochę... - zamilkł na krótką chwilę skupiając swoją uwagę na wazonie z białymi chryzantemami - Panoszą? Żądają więcej praw? - rzucił pytaniem retorycznym, nie odwracając się jednak ani na moment - No i jeszcze ten ich cały minister... Kleach... Leach... Nie ważne. Mniejsza o niego - odwrócił się machając ręką jakby rzeczywiście ten cały Nobby był nic nie wartym śmieciem - bo był - a następnie ruszył powolnym krokiem w kierunku Harlana - Porządny jest z pana człowiek, panie Fawley. Wiele osób tak mówi, a jeszcze więcej stwierdziło, że jest pan ich "przyjacielem"... - stwierdził z zawadiackim uśmiechem na ustach. Nie musiał raczej wspominać Harlanowi kto uważał go za swojego "druha" czy "kompana" albowiem nie byli to ludzie prawi czy respektujący porządek tego świata - A może wręcz ostatnią ostoją w ich często marnych żywotach... Proszę mi powiedzieć, panie Fawley... Nie uważa pan, że w tym świecie zrobiło się trochę za ciasno na nas wszystkich? Że niektóre grupy trochę wychodzą spod buta? Jakby no coś im nagle zaczęło przeszkadzać... - uśmiech nie schodził mu z ust pomimo tego, że na usta cisnęło się stwierdzenie "cholerne mugole" - powstrzymał się. Sytuację należało badać w spokoju i z umiarem, a przede wszystkim nie zdradzić swojej tożsamości dopóki nie odczyta intencji swojego rozmówcy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972