Wiedziała, że O’Dwyer będzie idealnym kompanem. Gdy przemierzali las tylko się w tym upewniła. Szedł równym z nią tempem, mimo, że sięgał jej jakoś do ramion. Widac było, że dba o sprawność fizyczną, co było zasadne. Szczególnie przy pracy z dzikimi zwierzętami. Skoro jedno i drugie radziło sobie z bestiami nie powinni mieć również problemu z tym, żeby poradzić sobie z tym, co było w lesie. Gerry zdawała sobie sprawę, że ludzie potrafią być gorsi od najstraszniejszych potworów, jednak to nie wystarczyło, aby ją przerazić. Radziła sobie i z ludźmi i z bestiami, różnymi metodami, ale nie było to dla niej nic problematycznego. Czuła się dosyć pewnie w Kniei, może nawet zbyt pewnie? Uważała, że nia ma w tym nic złego, znała swoje umiejętności i była ich pewna, dlaczego więc miałaby udawać, że jest inaczej.
Żwawo dyskutowali, kiedy spacerowali po lesie, chociaż ta wyprawa była trochę zbyt szybka na zwykły spacer. - Fakt, korzystają z pomocy tych, których mają pod rękę, oby jednak nie przyniosło to większych szkód. - Była dosyć sceptycznie nastawiona do wysyłania w las pierwszych, lepszych ochotników. Zdawała sobie sprawę, że każdy chciałby pomóc, szczególnie zważając na to, że naprawdę doszło do ogromnej tragedii, jednak warto pamiętać o tym, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Mogło to przystworzyć więcej szkód niż było warte, ale nie ona była odpowiedzialna za organizację. Najwyżej później przyjdzie im szukać ekip poszukiwawczych...
Ich przyjemną pogawędkę przerwało pojawienie się młodzieńca zza krzaka. Widać było, że nie cieszy się na ich widok, co tylko spowodowało, że Ger nie zamierzała dać mu uciec. Znaleziony przez nich gówniarz nie zdążył nawet mrugnąć okiem, gdy dosięgnęła go szybka ręka panny Yaxley. W pieknym stylu go złapała. Nie był w stanie się wyrwać, tym bardziej, kiedy do zabawy dołączył Vinnie. Chwycił go za fraki tak, że już wcale nie był w stanie manewrować, został spacyfikowany.
- Najwyraźniej myśli, że jest taki nieustraszony. Prawda? - Postanowiła dołączyć do swojego towarzysza podczas rozmowy, a bardziej monologu z tym dzieciakiem. Czy skoro Gerry i Vinnie odzywali się razem, to można było już nazwać dialogiem?
- Ciekawe, jak wyglądałaby jego dalsza, szkolna kariera, gdyby Albus Dumbledore dowiedział się, że utrudnia pracę brygadzistom i aurorom. Myślę, że mogłabym napisać list do starego znajomego, żeby mu przekazać czym zajmują się jego uczniowie w czasie wolnym. Na pewno nie będzie zadowolony. - Wpatrywała się w chłopaka. Zależało jej na tym, żeby się ogarnął i dotarło do niego, że nie jest to odpowiednie miejsce dla takich jak on.
- Myślę, że mój towarzysz dobrze ci zobrazował to, jak wygląda sytuacja w lesie, czy masz jeszcze jakieś wątpliwości? - Wolała się upewnić, że zrozumiał, co mają mu do przekazania. Wydawało jej się, że Vinnie trochę go przestraszył, bo jakby nieco zbladł, nie odzywał się też jakoś specjalnie. - Słyszysz, co do Ciebie mówię, czy dotarło, że masz stąd zwiewać w podskokach?! - Nieco uniosła ton głosu. - Ta-aa-ak - Nieco się zająkał. Najwyraźniej O’Dwyer miał siłę przebicia i umiał w bardzo prosty sposób docierać do bezmyślnych gówniarzy.
- Puszczę cię i masz trzy sekundy na to, żeby siąść na miotłę i wyruszyć w stronę szkoły, słyszysz? - Nie czekała zbyt długo. Puściła jego rękaw, czekała, aż Vinnie zrobie to samo, po czym zaczęła odliczać. - Raz.. - Rzekła spokojnie, nie musiała czekać na reakcję chłopaka, szybko wskoczył na miotłę i odleciał. Miała nadzieję, że w stronę szkoły. Szkoda było angażować w to brygadzistów.
- Pięknie to rozegrałeś, nie wiedziałam, że umiesz być taki stanowczy Vinnie. - Rzekła jeszcze do swojego towarzysza. Zawiesiła na drzewie czerwoną wstążkę, aby inni wiedzieli, że to miejsce zostało sprawdzone.
Ruszyli później dalej, w głąb lasu szukać kolejnych zagubionych.
!D2