05.07.2023, 00:29 ✶
Na widok hipogryfa Darcy trochę spanikował. Nie chodził na opiekę nad magicznymi stworzeniami, uważał zwierzęta za groźne i straszne i chciał nawet złapać Daisy za rękę i umykać, umykać, umykać… Na całe szczęście, jego siostra była bardzo mądra…
Chyba.
Prawda?
Darcy wydawał się niezdecydowany, trochę przerażony. Bo kłaniając się przed tą bestią będzie musiał odsłonić kark. Nie chciał odsłaniać karku. Ten hipocośtam miał bardzo ostry dziób. Czy naprawdę potrzebowali torby, którą trzymał?
- Ale Daisy… - wyszeptał i jęknął, kiedy jego siostra ruszyła się kłaniać. Gdyby to był ktokolwiek inny, Lockhart wycofałby się po prostu, ale nie mógł zostawić tutaj bliźniaczki. Na drżących nogach ruszył dwa kroki w przód. Oczy zaszły mu natychmiast łzami, ale podjął heroiczny wysiłek, aby nie mrugnąć. Ukłonił się, zastanawiając się, jak ma niby nie okazywać słabości, skoro właśnie prawie pada na kolana przed tym dziwacznym, cuchnącym koniem!
Ku jego niebotycznemu zdumieniu, hipogryf nieomal natychmiast również się im pokłonił. A potem upuścił przed Daisy torbę, jakby przyszedł tu tylko po to, by komuś ją oddać. Ba, choć chwilę temu zdawał się spłoszony, teraz jakby się uspokoił – i po prostu odbiegł pomiędzy drzewa…
– Na litość Merlina… – wyszeptał Lockhart, chwytając się za serce i zastanawiając, czy w tym wieku może dostać zawału. Po chwili jednak pochylił się, by podnieść torbę i wyciągnął z niej papiery. – Miriam Pongs. Hej! Daisy! Może ona jest tu gdzieś w pobliżu? – powiedział, podekscytowany trochę ideą ponownego uratowania kogoś jeszcze, ruszył dalej. Torbę należącą do wiedźmy przerzucił sobie przez ramię.
!F4
Chyba.
Prawda?
Darcy wydawał się niezdecydowany, trochę przerażony. Bo kłaniając się przed tą bestią będzie musiał odsłonić kark. Nie chciał odsłaniać karku. Ten hipocośtam miał bardzo ostry dziób. Czy naprawdę potrzebowali torby, którą trzymał?
- Ale Daisy… - wyszeptał i jęknął, kiedy jego siostra ruszyła się kłaniać. Gdyby to był ktokolwiek inny, Lockhart wycofałby się po prostu, ale nie mógł zostawić tutaj bliźniaczki. Na drżących nogach ruszył dwa kroki w przód. Oczy zaszły mu natychmiast łzami, ale podjął heroiczny wysiłek, aby nie mrugnąć. Ukłonił się, zastanawiając się, jak ma niby nie okazywać słabości, skoro właśnie prawie pada na kolana przed tym dziwacznym, cuchnącym koniem!
Ku jego niebotycznemu zdumieniu, hipogryf nieomal natychmiast również się im pokłonił. A potem upuścił przed Daisy torbę, jakby przyszedł tu tylko po to, by komuś ją oddać. Ba, choć chwilę temu zdawał się spłoszony, teraz jakby się uspokoił – i po prostu odbiegł pomiędzy drzewa…
– Na litość Merlina… – wyszeptał Lockhart, chwytając się za serce i zastanawiając, czy w tym wieku może dostać zawału. Po chwili jednak pochylił się, by podnieść torbę i wyciągnął z niej papiery. – Miriam Pongs. Hej! Daisy! Może ona jest tu gdzieś w pobliżu? – powiedział, podekscytowany trochę ideą ponownego uratowania kogoś jeszcze, ruszył dalej. Torbę należącą do wiedźmy przerzucił sobie przez ramię.
!F4