• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach

5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
02.11.2022, 23:57  ✶  

W jego bystrym spojrzeniu zabłysły na chwilę wesołe ogniki, jak gdyby zupełnie nie spodziewał się takie obrotu spraw. Jako pracownik Brygady Uderzeniowej i zarejestrowany wilkołak miał świadomość, że informacje na jego temat prawdopodobnie są zakopane gdzieś głęboko w ministerialnych archiwach, ale prywatna teczka kolegi ze szkoły? Cóż za skandal. Uśmiechnął się przekornie.

— A więc masz na mnie akta, Elliottcie? — spytał z udawanym zdziwieniem.  — Aż mnie ciarki przechodzą na myśl o tym, co też mogłoby być zapisane w tych aktach. Oby coś pozytywnego. Może zliczałeś ile punktów zebrałem dla Gryffindoru?

Westchnął cicho.

— Nie bądź zdziwiony, jeśli się przypomnę w tej sprawie. Może przyjść taki czas, że faktycznie skorzystam z tej oferty — powiedział Erik. Wolał dla pewności ostrzec kolegę, że może się odezwać w tej sprawie w niedalekiej przyszłości. Ciężko było mu określić konkretny termin. Bądź co bądź, wiele zależało od tego, jak szybko straci samokontrolę w związku z częstym naruszaniem jego prywatności. Mogłoby się zdawać, że miał anielską cierpliwość, ale nawet ona miała pewne granice. — Jedno jest pewne. To będzie wielki dzień i pewnie równie wielki nagłówek w gazecie.

Spojrzał na niego z zadumą, jakby wyobrażał sobie w jakież to przedsięwzięcia musieliby się zaangażować aby osłabić pozycję młodego Longbottoma w mediach. Niestety, nie miał wiele czasu na rozwinięcie tych rozważań, ponieważ wzmianka o uprzykrzaniu życia reporterom, szybko sprowadziła go na ziemię. Wybuchł gromkim śmiechem.

— O, proszę. Miło słyszeć, że masz ku temu okazję. Nawet Ci nieco zazdroszczę. — Uśmiechnął się do siebie z jadowitą satysfakcją. Mało kiedy mógł wytykać reporterom niedociągnięcia. Chwilami robił za rzecznika prasowego Brygady lub bardzo dobry rozpraszacz dziennikarzy. Nie mógł rzucać zbyt ostrymi słowami, jeśli nie chciał narazić swojego miejsca pracy na złą reprezentację w mediach. — Mógłbyś przy najbliższej okazji wbić im ode mnie parę szpilek w ramach pozdrowienia? Oczywiście tak z dobrego serca, a nie przez jakieś... Nieprzyjemne, dawne zaszłości.

Odwrócił teatralnie wzrok na bok, puszczając jednocześnie nieco koślawe kółko z dymu. Nie żałował pismaków, którzy weszli w drogę Elliottowi. Sam znał paru reporterów, którzy wyróżniali się na tle swoich pobratymców, jednak były to pojedyncze jednostki i to takie z którymi rodzina miała kontakt od dłuższego czasu. Sprawdzeni ludzie. Co do reszty... Nie robiło mu się ciężko na sercu na wieść, że mogliby odczuć na sobie niezadowolenie Malfoya.

— Mów mi więcej. Zrób mi tę przyjemność. — Zaciągnął się papierosem, a po chwili wypuścił z ust popielaty obłok dymu, przyglądając się w zadumie, jak ten powoli znika. — Robi się gorzej, gdy faktycznie robisz coś wbrew sobie, a potem się okazuje, że jesteś w tym dobry. Bo masz odpowiednie obycie czy coś w tym rodzaju. Człowiek zaczyna kwestionować własną percepcję, chcąc przyjąć komplement. Bądź co bądź, sporo wysiłku idzie w to, aby osiągnąć określone efekty, więc czemu by tego nie zrobić? Chwila miłego połechtania własnego ego, a potem przychodzą wątpliwości.

Przez długi czas wzbraniał się przed intensywną współpracą z prasą czy innymi mediami funkcjonującymi w społeczności czarodziejów. Przez lata funkcjonował gdzieś w tle, gdy to starsi członkowie rodu grali pierwsze skrzypce przed reporterami i fotografami, a potem w najmniej oczekiwanym momencie, blask reflektorów został skierowany w niego. Wziął ten ciężar na swoje barki. Każdy ma swoją rolę do odegrania, pomyślał.

W sumie dosyć podobną kwestią była także jego kariera swoistego stróża prawa w Ministerstwie Magii. Wśród Longbottomów było wielu aurorów, jego własny ojciec swego czasu miał dosyć sporo do powiedzenia w kwestii tego, jak działały struktury Brygady Uderzeniowej. Nigdy go nie postawił na tej ścieżce wbrew jego woli. Sam na nią wszedł, wiedziony przeświadczeniem, że tak po prostu powinien zrobić. Heh, chyba jednak warunki w których wzrasta dziecko ma wpływ na to, jakim człowiekiem się stanie.

Gdzie byłby teraz, gdyby w paru kluczowych momentach swojego życia obrócił się na pięcie i zmienił bieg wydarzeń? Jego spojrzenie stężało nagle, a on sam pokręcił lekko głowę, odpędzając te myśli na bok. Niepewne terytorium. Można by wręcz rzecz, że niebezpieczne.

Poprawił się na krześle, pozwalając sobie na nieco bardziej komfortową pozę. Może jego instynkt samozachowawczy uznał, że żadne zagrożenie nie istniało, a może z szybkością równą najnowszym miotłom na rynku wrócił do dawnych przyzwyczajeń, kiedy to dywagacje z Elliottem w murach szkolnego zamku nie były jedynie dawnym wspomnieniem innych, spokojniejszych, a może nawet i w pewnych aspektach lepszych czasów. Było coś kojącego w przebiegu ich rozmowy.

— Oh? — Zamrugał Erik, jakby na moment został strącony z pantałyku. Na jedną straszną chwilę zapadła między nimi cisza. Otworzył lekko zdziwiony usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów, ale nagle gest ten przerodził się w ciepły, acz nieco pobłażliwy uśmiech. — Ależ to nie były komplementy, Panie Malfoy. To było po prostu krótkie podsumowanie moich obserwacji z drobnym załącznikiem w formie możliwych konsekwencji jakich udało nam się uniknąć. Proszę się nie martwić. Próba wybawienia mnie z opresji, to akurat naturalna reakcja. Wiele osób tak robią. To taki odruch.

Nie potrafił ukryć szerokiego uśmiechu, który wypłynął na jego twarz. Próbował utrzymać kontakt wzrokowy ze swym towarzyszem, toteż zagryzł mocno dolną wargę, nie chcąc śmiać się jak idiota. Samozadowolenie. Tak, to właśnie czuł. Przez moment miał wrażenie, że wypadł z gry i będzie musiał niezręcznie sprowadzić ich słowną gierkę na nieco bardziej standardowe tory, jednak w ostatniej chwili coś się zmieniło. W jego głowie zapaliła się lampka i po prostu dał się porwać nurtowi.

— Zapewniam jednak, że gdybym chciał Panu prawić komplementy, skupiłbym się na dużo bardziej intrygujących aspektach Pana osoby. Prawdę mówiąc lubię odwoływać się do wspomnień dzielonych z daną osobą. Albo doświadczeń, najlepiej takich w których osiągnęli sukces. To pozwala  stworzyć odpowiednią podstawę. W ten sposób pewne słowa lepiej wybrzmiewają i wzmacnia to poczucie własnej wartości danego osobnika — Nachylił się nad stolikiem, jakby właśnie wyjawiał światu swój największy sekret. Poczuł na języku metaliczny posmak krwi. — Znalezienie sukcesów w Pana życiorysie raczej nie byłoby trudne. Zapewne można się o nie potknąć.

Uniósł lekko brew i bez słowa sięgnął po kufel z piwem kremowym, aby umoczyć w nim na chwilę usta. Dało mu to też jakże potrzebną Może gdyby w jego głosie wybrzmiała zajadłość lub dawna uraza, wypowiedziane przez niego słowa brzmiałyby jak przytyk. Ze świecą było jednak tam szukać nawet toksycznej zazdrości. Wyrażał pochwałę, ale też swego rodzaju satysfakcję z tego, że dotrzymuje Elliottowi kroku w tym małym tańcu. Przynajmniej tak mu się wydawało. Mógł być w błędzie.

— Rozumiem, że to próba zrobienia mi na złość? Niebywałe. Fascynujące wręcz — skomentował, jakby pierwszy raz miał do czynienia z takim zachowaniem.

Wbił spojrzenie w blat stołu. Bądź co bądź, już chyba wolałby otrzymywać długie i zawiłe listy od Malfoya niż zostać ponownie zasypanym przez stos na wpół skończonych raportów i sprawozdań z prowadzonych interwencji i śledztw. Poza tym w przypadku Elliotta miał przynajmniej pewność, że wiadomość od niego byłby w stanie odczytać, gdyż z tego co pamiętał wykształcił on całkiem elegancki styl pisania. Chyba, że w hierarchii Ministerstwa Magii zaszedł już tak daleko, że to jego asystentka pisała za niego, a on jedynie dyktował. Na moment Erik zupełnie zapomniał o tym, że jego towarzysz mógł mieć dostęp do magicznego pióra, które samo by pisało.

— Uwierzę na słowo z uwagi na stare dzieje — mrugnął do niego niezdarnie, jednak w tym samym czasie dym z papierosa wdarł mu się do oczu, co sprawiło, że po prostu zamknął na moment swoje zielone ślepia. — Aczkolwiek z liczb można sporo wyczytać. Podobno. Pewnie przez to dochodzi do przestępstw finansowych. Oczywiście wiedza o tym, jak rozporządzać tego typu dokumentami, aby doprowadzić do takich przewinień, może też pozwolić na ich wykrycie lub całkowite uniknięcie.

Nie miał głowy do matematyki, toteż nie był w stanie powiedzieć wiele więcej. Zaciągnął się papierosem, odchylając lekko głowę w tył, aby wypuścić kłąb dymu ku sufitowi. Mruknął potakująco, gdy Elliot poprawił jego błąd. Przez chwilę sądził, że usłyszy jedynie sprzeciw wobec Leacha, ale zamiast tego spotkał się z krytyką sposobu w jaki działał. To przykuło jego uwagę i sprawiło, że w Eriku coś się rozbudziło. Została przed nim rozłożona nowa perspektywa, toteż grzechem byłoby się do niej nie odnieść.

— Rozsądne słowa — powiedział ostrożnie, poniekąd badając grunt. Czy taki dobór słów wynikał z prawdziwych odczuć Elliotta, czy też stanowił wyuczoną formułkę, którą wbił sobie do głowy na wypadek, gdyby ktoś go o to zapytał? — Chyba tak już jest z idealistami. Lub ludźmi, którzy chcą coś zmienić. Spoglądają na system, widzą w nim usterkę, więc starają się ją usunąć. Czasami bez względu na to, jak zmiana jednego trybiku wpłynie na pracę całej maszyny. Zarówno jeśli chodzi o krótkotrwałe jej funkcjonowanie, jak i długofalowe.

Przyłożył papierosa do ust, jednak nie zaciągnął się. Odsunął go od siebie, a pomiędzy brwiami Erika pojawiła się pojedyncza zmarszczka. Wiele proponowanych zmian przez Leacha do niego trafiało, pomimo tego, że był czystej krwi.

— Zmiana może doprowadzić do tego, że maszyna będzie efektywniejsza, ale szybciej się zużyje, sprawiając, że będzie niezdolna do poprawnego funkcjonowania. Brak zmian nie zwiększa jakości działania, ale do pewnego stopnia daje pewność, że mechanizm będzie działał. Jakoś. Niekoniecznie lepiej lub gorzej. — Zaczął poruszać oczami na boki, jakby na bieżąco analizował swoje własne słowa. Dał się ponieść nurtowi i pozwolił myślom płynąć, aby dotarły do nowych wniosków. — Mówi się, że tradycje trzymają razem społeczność. Jednak nasza społeczność pomimo tego, że bazuje na wielu zwyczajach w tym wierzeniach, czarach i magicznych zdolnościach, trzyma się też statusu krwi. Leech nawoływał do równości, czyż nie? Nawet jeśli nie bezpośrednio, to jego własne pochodzenie było swego rodzaju... oświadczeniem.

Zrobił pauzę.

— Proponował zmiany, a ludzie boją się zmian. Jesteśmy przyzwyczajeni do stałych punktów w swoim życiu, dlatego spoglądamy wstecz z nostalgią. Przeszłość ciężko zmienić. Świadomość tego, że pewne aspekty społeczeństwa przetrwały całe pokolenia sprawia, że człowiek ma więcej siły. Gdyby zniszczyć te „filary” pozbawiamy społeczeństwa pewności co do przyszłości.

Zamilkł i wziął spory łyk kremowego piwa, aby nawilżyć wysuszone od długiego monologu gardła. Nie był pewien, czy doszedł do jakiejś puenty. Strach?, pomyślał. To była przyczyna upadku tego konkretnego Ministra Magii? Zmierzył Elliota czujnym spojrzeniem, jakby mógł wedrzeć mu się do głowy i sprawdzić, czy posiada odpowiedź na dręczące go pytanie.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (6221), Erik Longbottom (6346)




Wiadomości w tym wątku
5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Elliott Malfoy - 26.10.2022, 03:27
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Erik Longbottom - 27.10.2022, 22:59
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Elliott Malfoy - 28.10.2022, 05:06
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Erik Longbottom - 29.10.2022, 01:28
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Elliott Malfoy - 02.11.2022, 06:58
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Erik Longbottom - 02.11.2022, 23:57
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Elliott Malfoy - 05.11.2022, 23:52
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Erik Longbottom - 07.11.2022, 18:05
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Elliott Malfoy - 13.11.2022, 07:32
RE: 5.09.1969 | magiczny Londyn, bar || Erik & Elliott | Nobby Leach Powinien gryźć piach - przez Erik Longbottom - 13.11.2022, 23:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa