05.07.2023, 00:58 ✶
Darcy w teorii wiedział, że w Kniei mogą natknąć się na ciała.
Nie spodziewał się jednak, że naprawdę jakieś znajdą. A na pewno nie oczekiwał, że będzie w takim stanie!
Ktokolwiek teraz by ich zobaczył, od razu domyśliłby się, że są rodzeństwem. Nie tylko Daisy bowiem postanowiła pozbyć się zawartości swojego żołądka. Lockhart zrobił dokładnie to samo: pochylił się pod pobliskim drzewem i zwymiotował. Ledwo parę sekund później zerkał na szczątki, a potem odwracał wzrok, i znowu na nie zerkał, i… sam już nie wiedział, co robić. Zostawić je i uciekać? Zabrać? Oznaczyć miejsce na mapie i komuś je wskazać?
- To… to… - zaczął i urwał, niepewny, co właściwie „to”. Wyciągnął rękę, by ścisnąć dłoń siostry, nie mając pojęcia, w jaki sposób ją pocieszyć. Był trochę wdzięczny, że ona też zwymiotowała. Dzięki temu nie czuł się tak żałośnie.
Nie odważyłby się chyba zebrać fragmentów ciała do worka. Daisy okazała się odważniejsza od niego. I gdy umieściła je w środku, Lockhart z ociąganiem też wyjął różdżkę. Skoro ona przyjęła na siebie część zadania, on powinien lewitować ten straszny pakunek z powrotem do Doliny Godryka.
Lewitować – bo za nic, za żadne skarby, nie wziąłby go w dłoń.
Wojna z Voldemortem, o której do tej pory tylko czytał i pisał… wydała mu się nagle bardzo straszna i bardzo realna. Dotąd przecież wszystko go jakoś omijało. Żył po swojemu. Raz znalazł się w pobliżu ataku, ale nie ucierpiał. Nic mu nie groziło. Teraz… teraz myślał o tym, że on i Daisy byli poprzedniego wieczora na polanie. I gdyby nie umówili się, że wrócą, gdy zacznie się ściemniać, aby napisać artykuły do wydania porannego…
Może to oni by tutaj leżeli.
Pogrążony w tych ponurych, zupełnie obcych mu do tej pory rozważaniach, ruszył w las. Już skręcając w stronę Doliny Godryka. Chciał wracać. Najlepiej do domu. I po prawdzie modlił się w duchu, aby po drodze niczego więcej nie znaleźć. Ze szczególnym uwzględnieniem innych fragmentów ciała. Próbował nie myśleć o zawartości tego nieszczęsnego worka…
!F5
Nie spodziewał się jednak, że naprawdę jakieś znajdą. A na pewno nie oczekiwał, że będzie w takim stanie!
Ktokolwiek teraz by ich zobaczył, od razu domyśliłby się, że są rodzeństwem. Nie tylko Daisy bowiem postanowiła pozbyć się zawartości swojego żołądka. Lockhart zrobił dokładnie to samo: pochylił się pod pobliskim drzewem i zwymiotował. Ledwo parę sekund później zerkał na szczątki, a potem odwracał wzrok, i znowu na nie zerkał, i… sam już nie wiedział, co robić. Zostawić je i uciekać? Zabrać? Oznaczyć miejsce na mapie i komuś je wskazać?
- To… to… - zaczął i urwał, niepewny, co właściwie „to”. Wyciągnął rękę, by ścisnąć dłoń siostry, nie mając pojęcia, w jaki sposób ją pocieszyć. Był trochę wdzięczny, że ona też zwymiotowała. Dzięki temu nie czuł się tak żałośnie.
Nie odważyłby się chyba zebrać fragmentów ciała do worka. Daisy okazała się odważniejsza od niego. I gdy umieściła je w środku, Lockhart z ociąganiem też wyjął różdżkę. Skoro ona przyjęła na siebie część zadania, on powinien lewitować ten straszny pakunek z powrotem do Doliny Godryka.
Lewitować – bo za nic, za żadne skarby, nie wziąłby go w dłoń.
Wojna z Voldemortem, o której do tej pory tylko czytał i pisał… wydała mu się nagle bardzo straszna i bardzo realna. Dotąd przecież wszystko go jakoś omijało. Żył po swojemu. Raz znalazł się w pobliżu ataku, ale nie ucierpiał. Nic mu nie groziło. Teraz… teraz myślał o tym, że on i Daisy byli poprzedniego wieczora na polanie. I gdyby nie umówili się, że wrócą, gdy zacznie się ściemniać, aby napisać artykuły do wydania porannego…
Może to oni by tutaj leżeli.
Pogrążony w tych ponurych, zupełnie obcych mu do tej pory rozważaniach, ruszył w las. Już skręcając w stronę Doliny Godryka. Chciał wracać. Najlepiej do domu. I po prawdzie modlił się w duchu, aby po drodze niczego więcej nie znaleźć. Ze szczególnym uwzględnieniem innych fragmentów ciała. Próbował nie myśleć o zawartości tego nieszczęsnego worka…
!F5