Potwierdziła, czyli faktycznie była tutaj z nią. Nora miała szczęście, oczywiście w nieszczęściu, jednak bardziej szczęście, że to właśnie kuzynka, a nie ktoś obcy znalazł ją w takim stanie. Nie powinna jej oceniać, a tego bała się najbardziej, że ktoś widział ją gdy przemierzała ulice odbijając się od ściany do ściany. Nie przystoiło to przecież.
- Nie mam pojęcia Ave, co się stało. Uderzyło to we mnie znienacka. - Sama nie miała pojęcia, co to było i dlaczego ją spotkało. - Może ktoś rozpylił jakieś kadzidła? Nie wiem. - To była pierwsza rzecz, która przyszła jej na myśl, patrzyła na to przez pryzmat rzeczy, które znała. Jako wytwórca wiedziała, że kadziła mogą mieć różne działania, więc to wydawało się jej najbardziej prawdopodobne. Tylko po co właściwie ktoś zrobił coś takiego, czy to był tylko głupi żart?
- Nie najgorzej, jeszcze trochę kręci mi się w głowie. - Odpowiedziała na zadane pytanie. - Do żadnego uzdrowiska się nie wybieram. - Rzekła stanowczo, nie miała czasu na takie rzeczy, musiała wracać do pracy, w końcu nikt nie był w stanie jej zastąpić w cukierni. Będzie musiała zebrać się w sobie i działac dalej. - Nie ma sensu angażować w to dziewcząt, one na pewno mają poważniejsze problemy na głowie niż to, że mi zakręciło się w głowie. - Uważała, że szkoda czasu przyjaciółek na to, żeby zawracać im głowę jej kolejną, dziwną przygodą.
- Spróbuję. - Podniosła się powoli, chociaż nadal chwiała się na nogach. Zdecydowanie nie był to najlepszy dzień w jej życiu. - Nie jest to dla ciebie problemem? Pewnie miałaś jakieś plany. - Wolała się upewnić, że Paxton faktycznie ma czas, aby ja odprowadzić, nie chciała się jej narzucać.