05.07.2023, 22:05 ✶
- To bardzo szczodra suma, panie Nott – powiedziała Brenna, przy okazji dając poznać, że rozpoznała jeżeli nie jego, to przynajmniej kojarzyła z właściwą rodziną. Zdołała skryć nawet rozbawienie, kąciki ust przestały jej drżeć w powstrzymywanym uśmiechu, chociaż w duchu już obiecywała sobie, że opowie o tej całej historii kuzynkom i wyobrażała sobie ich miny. Może to powinien być sposób na zbieranie datków, powinna chodzić od drzwi do drzwi w mugolskim ubraniu, zamiast organizować bale.
Trzydzieści galeonów było całkiem miłą sumą i Brenna była więcej niż pewna, że miejscowy sierociniec znajdzie jakiś cel, na który będzie mógł go przeznaczyć. A jeżeli nie on, to stowarzyszenie obrońców praw charłaków. Philip chciał wszak wspomóc kogoś potrzebującego, prawda? Ona po prostu mu to ułatwi. Gdyby zużyła pieniądze dla siebie, byłoby to oszustwo, ale w ten sposób…? Oboje zrobią coś dobrego. Przynajmniej w opinii Brenny, która wbrew temu, co myśleli niektórzy, wcale nie była do bólu prostolinijna i niekiedy potrafiła wpuścić kogoś w maliny. I nie skłamała ani razu, Nott wyciągnął własne wnioski, a ona zwyczajnie nie wyprowadziła go z błędu…
– Och, coś się znajdzie – zapewniła kobieta. Nie wyciągnęła wprawdzie własnej sakiewki, nie chcąc pokazać, jaka jest wypełniona, ale miała swoją torbę, w którą klepnęła teraz ręką. Przyjęła pieniądze z powagą, starannie je schowała i uprzejmie podziękowała, a potem przechyliła się przez blat ku barmanowi. – Ile kosztowała ta kawa, Tom?
– Dwa sykle – odparł barman.
– Dzięki – powiedziała i mrugnęła do mężczyzny (który uśmiechnął się do niej i szybko odwrócił, jakby nie chciał pokazać swojej twarzy, bo pewnie podsłuchał rozmowę, a wszak Brenna już tutaj bywała przy różnych okolicznościach), odpychając się od blatu. Porwała swoją kawę, bo skoro za nią zapłacono, miała zamiar ją wypić. – Jeszcze raz dziękuję, panie Nott. Zapewniam, że pieniądze zostaną dobrze wykorzystane. A teraz będę musiała się zbierać – powiedziała, po czym z kawą w ręku ruszyła na tyły Dziurawego Kotła. Zamierzała teleportować się w punkcie aportacyjnym, prosto do Doliny Godryka, gdzie tego wieczora czekało ją jeszcze parę rzeczy do zrobienia, między innymi wyprowadzenie psów. To znaczy, Brenna zamierzała się stąd teleportować po upiciu ze dwóch – trzech łyków kawy, inaczej prawdopodobnie by się nią zalała.
Zaś Philip Nott dwa dni później miał dostać sowę, w której znajdzie się podziękowanie za przekazanie trzydziestu galeonów i dwóch sykli na cele charytatywne. Wraz z pokwitowaniem, gdyby życzył sobie odpisać ten datek od podatku oraz instrukcją, gdzie może zasięgnąć informacji, gdyby życzył sobie sprawdzić, na jakie cele została spożytkowana jego darowizna.
Trzydzieści galeonów było całkiem miłą sumą i Brenna była więcej niż pewna, że miejscowy sierociniec znajdzie jakiś cel, na który będzie mógł go przeznaczyć. A jeżeli nie on, to stowarzyszenie obrońców praw charłaków. Philip chciał wszak wspomóc kogoś potrzebującego, prawda? Ona po prostu mu to ułatwi. Gdyby zużyła pieniądze dla siebie, byłoby to oszustwo, ale w ten sposób…? Oboje zrobią coś dobrego. Przynajmniej w opinii Brenny, która wbrew temu, co myśleli niektórzy, wcale nie była do bólu prostolinijna i niekiedy potrafiła wpuścić kogoś w maliny. I nie skłamała ani razu, Nott wyciągnął własne wnioski, a ona zwyczajnie nie wyprowadziła go z błędu…
– Och, coś się znajdzie – zapewniła kobieta. Nie wyciągnęła wprawdzie własnej sakiewki, nie chcąc pokazać, jaka jest wypełniona, ale miała swoją torbę, w którą klepnęła teraz ręką. Przyjęła pieniądze z powagą, starannie je schowała i uprzejmie podziękowała, a potem przechyliła się przez blat ku barmanowi. – Ile kosztowała ta kawa, Tom?
– Dwa sykle – odparł barman.
– Dzięki – powiedziała i mrugnęła do mężczyzny (który uśmiechnął się do niej i szybko odwrócił, jakby nie chciał pokazać swojej twarzy, bo pewnie podsłuchał rozmowę, a wszak Brenna już tutaj bywała przy różnych okolicznościach), odpychając się od blatu. Porwała swoją kawę, bo skoro za nią zapłacono, miała zamiar ją wypić. – Jeszcze raz dziękuję, panie Nott. Zapewniam, że pieniądze zostaną dobrze wykorzystane. A teraz będę musiała się zbierać – powiedziała, po czym z kawą w ręku ruszyła na tyły Dziurawego Kotła. Zamierzała teleportować się w punkcie aportacyjnym, prosto do Doliny Godryka, gdzie tego wieczora czekało ją jeszcze parę rzeczy do zrobienia, między innymi wyprowadzenie psów. To znaczy, Brenna zamierzała się stąd teleportować po upiciu ze dwóch – trzech łyków kawy, inaczej prawdopodobnie by się nią zalała.
Zaś Philip Nott dwa dni później miał dostać sowę, w której znajdzie się podziękowanie za przekazanie trzydziestu galeonów i dwóch sykli na cele charytatywne. Wraz z pokwitowaniem, gdyby życzył sobie odpisać ten datek od podatku oraz instrukcją, gdzie może zasięgnąć informacji, gdyby życzył sobie sprawdzić, na jakie cele została spożytkowana jego darowizna.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.