W jednym Bella się nie myliła. Rabastan faktycznie nie miał zbyt wiele do roboty. Niezaangażowany w plany Czarnego Pana dotyczące Beltane, ostatnią noc spędził w pracy. Wieści o tym, co się wydarzyło na festiwalu z okazji sabatu, dotarły dopiero pod koniec jego nocnej zmiany, toteż nie miał możliwości uraczyć nielicznych słuchaczy późnych audycji zbyt wieloma szczegółami. Może to i lepiej? Na dobrą sprawę w przestrzeni publicznej dalej było zbyt mało konkretów, więc bardzo chętnie oddał mikrofon innym pracownikom studia Nottów.
Po kilkugodzinnej drzemce w rodzinnej posiadłości, odebrał wiadomość od panny Black. Półprzytomny zapisał na pergaminie kilka słów, które w gruncie rzeczy miały na celu jedno: potwierdzenie tego, że zjawi się na miejscu. Złapanie transportu okazało się nieco problematyczne, jednak dzięki kursom prywatnych przewoźników i jako takiej dostępności Błędnego Rycerza dostał się na miejsce.
Czy było w tym coś dziwnego? On wprawdzie był oficjalnie bezrobotny, a Bella pracowała w Ministerstwie, jednak oboje dzielili jedno: potężne nazwisko. Zarówno hasło Lestrange, jak i Black dla wielu będzie stanowiło wystarczające wyjaśnienie ich obecności. Potężne rody trzymały się razem, a w obliczu t r a g e d i i, która nastąpiła w Kniei, wypadało, aby pojawił się tu ktoś o poważanym statusie.
— Belle — Odwzajemnił powitalny gest, obejmując krótko ciemnowłosą dziewczynę. — Kiedy Błędny uciekł mi sprzed nosa, miałem ochotę wezwać karocę matki albo skrzata. — Zmarszczył nos, poprawiając poły ciemnej szaty. — Zdecydowanie sobie nie radzą z transportem ludzi na miejsce. — Pokiwał potakująco głową. — Przynajmniej teraz tu jesteśmy. To dobra okazja.
Wydał z siebie przeciągłe westchnienie. W pewnym momencie rozległo się nad nimi chrapliwe krakanie. To Edgar; nieodłączny towarzysz Rabastana, postanowił dać o sobie znać. Rabastan poprowadził Bellatriks ku jednej ze ścieżek prowadzących do lasu, które wskazała im inna wolontariuszka, a po chwili zniknęli wśród dzikich chaszczy Doliny Godryka.
— Dostałaś wezwanie z pracy? — spytał. — Podobno po okolicy kręcą się jacyś mugole. Zmieniają im pamięć, żeby uniknąć... incydentów. — Skrzywił się z lekkim obrzydzeniem. — Cokolwiek się tutaj stało, musiało być... widowiskowe.
Powyrywane z korzeniami drzewa w okolicy Polany Ognisk i rozbite na kawałki stoiska z festiwalu były jednymi z wielu dowodów na to, że atak zwolenników Czarnego Pana na pewno napsuł krwi wrogom wielkiej sprawy.
!E1