Bycie tajemniczym, mogło pozostawiać po sobie wiele pytań. To była także swego rodzaju maska i zabezpieczenie przed jawnym odkryciem osobowości, przez osoby trzecie, które mogłyby wykorzystać cenne informacje dla swoich korzyści. Wiele osób potrafi chwalić się swoimi sukcesami, osiągnięciami, dzielić informacjami odnośnie swojej rodziny czy plotkować na inne tematy. Nicholas od takich tematów trzymał dystans, nie mówiąc o sobie zbyt wiele. Prawie nic. Według niego, jedyne co otoczenie może wiedzieć, to jego umiejętności przydane w danym miejscu i pochodzenie. Niekiedy też i polityczne podejście do spraw rodzinnych czy zawodowych. Tak można zebrać sprzymierzeńców czy wrogów. Jednych i drugich powinno trzymać się blisko. I jednych i drugich nie miał za wielu. Póki nie angażował się w coś mocno, nie miał niczego do stracenia.
Dziewczynie nie odpowiedział, ani też nie życzył miłego dnia. Nie ma się świadomości, czy ten dzień można do takich zaliczyć. Nikt też nie wie, co się wydarzy. Siedzenie w przytłaczających dla słabych umysłów pomieszczeniu, nie mogło być miłym dniem, kiedy musisz pracować przy trupach lub badać tajniki śmierci, niekiedy mając kontakt z duszami zmarłych.
Yaxley poczekał aż panna Flint opuści jego biuro, gdzie mógł zabrać się pierw za dokończenie sprawdzania swojej dokumentacji. Dopiero po jej ogarnięciu, zajął się wypełnieniem dokumentów dla Pana Flinta. Wiedział, czego ojciec potrzebował i na ile czasu, więc wypełnił wszystko w jego imieniu, składając swój podpis.
Ten dzień, w upływających godzinach, nie był dla Nicholasa miły, jak życzyła mu Cynthia. Praca po godzinach nie każdemu dobrze służyła. A w jego przypadku choroba, co jakiś czas dawała się we znaki. Przez dłuższy czas miał z tym spokój, ale zdarzało się, że objawy potrafiły wrócić. To chyba był ten czas, aby spożył przepisany mu eliksir. Czuł osłabienie i brak skupienie na swojej pracy, że musiał przerwać, rozmasować oczy i stwierdzić, że niestety część spraw dokończy jutro. Gdyby nie to, że miał jeszcze zajrzeć na drugie piętro w celu odesłania dokumentów, udałby się od razu do siebie, aby wziąć eliksir i odpocząć.
Był już wieczór. Nicholas zabrał tylko swoje rzeczy, ubrał pelerynę i zabrał spakowane do koperty wypełnione dokumenty, pieczętując je pieczęcią rodziny. Windy znajdujące się w Ministerstwie były bardzo pomocne. Dzięki tym, zajechał na drugie piętro, kierując się do Departamentu Przestrzegania Prawa, do wydziału, gdzie pracują Koronerzy. Wszedł odnajdując ich pokój, gdzie został już przy wejściu przyjęty przez Cynthię Flint. Ta jej życzliwość zaczynała go w tym momencie denerwować. Może to dlatego, że zaczęła mu dokuczać choroba?
- Przyszedłem zgodnie z ustaleniami, ze dostarczę dokumenty dla Pana Flinta. Wypełniłem wszystko, co było konieczne. Niestety będę wracał już do siebie. Mam... Coś jeszcze do załatwienia.
Odmówił gościnności, chcąc zostawić to co trzeba było i opuścić to miejsce. Nie lubił okazywać swojej słabości, którą była choroba. Czuł się lekko osłabiony i wiedział, że powinien dbać o siebie. Niepostrzeżenie jednak, pociekła mu krew z prawej dziurki nosa.