07.07.2023, 00:17 ✶
- Drobiazg. Naprawdę – odparła cicho Patrickowi. Zwłaszcza że nie sądziła, aby klątwa miała ją zabić; umierająca się czuła i bez niej, więc w sumie na jedno wychodziło. No dobrze, może nie aż tak umierająca – teraz było już lepiej niż wcześniej, niemniej do ideału nadal wiele brakowało.
Przy czym miała bardzo brzydkie podejrzenie, że ideału osiągnąć się nie uda. Nadal pozostawało to cholerne zimno… cóż. To nie tak, że nie zostali ostrzeżeni, prawda? A jednak, wybrali.
I ostatecznie zrobiłaby to znowu i znowu, za każdym razem, gdyby cofano czas. Nawet jeśli uważała, ze zawiedli, a może zwłaszcza dlatego, by podjąć kolejne próby zdążenia na czas? Bo mimo wiedzy, że przyjdzie zapłacić za to cenę – choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak wysoką – to po prostu istniały rzeczy, które trzeba zrobić.
- Może? – mruknęła bez większego przekonania. Bo żyła już trochę na tym świecie i trochę swoje ciało znała. I wiedziała, jak reaguje na osłabienie – A może… przeszliśmy próby zbyt dobrze – podsunęła, przypominając ostrzeżenie, jakie im podarowano.
Generalnie w tej chwili poczuła, jakby głaskano ją pod włos. Poczynając od Florence, idąc przez Victorię, na Patricku kończąc. Tak, każde z nich na swój sposób miało rację – to musiała przyznać sama przed sobą – ale też po prostu wszystko się sprzeciwiało poddaniu badaniom. Zwłaszcza w tym miejscu. Zwłaszcza teraz, kiedy na dobrą sprawę pragnęła jedynie świętego spokoju – i wiedzy o tym, że wszyscy najbliżsi przeżyli i mieli się dobrze.
Niestety przepływ informacji nie był tak dobry, jakby sobie tego życzyła. Przynajmniej w tę stronę, w którą chciała, bo w drugą… o tak, niby wszędzie chaos i mało kto miał czas przystanać, żeby nasłuchiwać, co się tu dzieje, to jednak miała bardzo brzydkie podejrzenia. Raz, ich zimno wzbudzało zainteresowanie. Dwa, trudno mówić o porządnych ścianach, które zapewniałyby odpowiednią prywatność. Trzy, nie wierzyła, że ktoś nazbyt ciekawski zatrzymałby sprawę dla siebie.
No bo hej, najprawdziwszy hit: nie dość, że wróciła z Limbo, to jeszcze wróciła z „prezentem” od Voldemorta! A mógł zabić. Czy coś.
- Czyli mówisz, że można jej zaufać – mruknęła cicho. Victorii nie odpowiedziała, poprzestając na zgrzytnięciu zębami w duchu. Tak. Zdecydowanie brała ją pod włos, nawet jeśli, w ostatecznym rozrachunku miała rację. To mogło być niebezpieczne, z drugiej strony, „pamiątka”? Pamiątka to coś, co nieustannie przypominało i uprzykrzało życie, zatem: czy powinna być jednocześnie czymś, co zagrażało? Bo co to byłaby za kara, gdyby po prostu od niej zginęła? Równie dobrze mógł się jej, zapewne, po prostu pozbyć.
Gdy Florence wróciła, Mavelle oglądała swoje powieki od spodu. Nie, nie spała jednak, o czym świadczyło choćby zaciśnięcie warg, gdy Bulstrode wyskoczyła z pisaniem listu. Zaraz też błysnęło ciemne spojrzenie; uważne, oceniające – przynajmniej na tyle, na ile mogła w tej chwili widzieć. Bo wzrok nadal pozostawiał wiele do życzenia, co frustrowało, tak jak i wiele innych rzeczy.
- A czy mogłybyśmy się tym zająć… w bardziej prywatnym miejscu? – spytała w końcu, unosząc się na łokciach. I tylko tyle – nie kwapiła się raczej do wyskoczenia z łóżka...
Przy czym miała bardzo brzydkie podejrzenie, że ideału osiągnąć się nie uda. Nadal pozostawało to cholerne zimno… cóż. To nie tak, że nie zostali ostrzeżeni, prawda? A jednak, wybrali.
I ostatecznie zrobiłaby to znowu i znowu, za każdym razem, gdyby cofano czas. Nawet jeśli uważała, ze zawiedli, a może zwłaszcza dlatego, by podjąć kolejne próby zdążenia na czas? Bo mimo wiedzy, że przyjdzie zapłacić za to cenę – choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak wysoką – to po prostu istniały rzeczy, które trzeba zrobić.
- Może? – mruknęła bez większego przekonania. Bo żyła już trochę na tym świecie i trochę swoje ciało znała. I wiedziała, jak reaguje na osłabienie – A może… przeszliśmy próby zbyt dobrze – podsunęła, przypominając ostrzeżenie, jakie im podarowano.
Generalnie w tej chwili poczuła, jakby głaskano ją pod włos. Poczynając od Florence, idąc przez Victorię, na Patricku kończąc. Tak, każde z nich na swój sposób miało rację – to musiała przyznać sama przed sobą – ale też po prostu wszystko się sprzeciwiało poddaniu badaniom. Zwłaszcza w tym miejscu. Zwłaszcza teraz, kiedy na dobrą sprawę pragnęła jedynie świętego spokoju – i wiedzy o tym, że wszyscy najbliżsi przeżyli i mieli się dobrze.
Niestety przepływ informacji nie był tak dobry, jakby sobie tego życzyła. Przynajmniej w tę stronę, w którą chciała, bo w drugą… o tak, niby wszędzie chaos i mało kto miał czas przystanać, żeby nasłuchiwać, co się tu dzieje, to jednak miała bardzo brzydkie podejrzenia. Raz, ich zimno wzbudzało zainteresowanie. Dwa, trudno mówić o porządnych ścianach, które zapewniałyby odpowiednią prywatność. Trzy, nie wierzyła, że ktoś nazbyt ciekawski zatrzymałby sprawę dla siebie.
No bo hej, najprawdziwszy hit: nie dość, że wróciła z Limbo, to jeszcze wróciła z „prezentem” od Voldemorta! A mógł zabić. Czy coś.
- Czyli mówisz, że można jej zaufać – mruknęła cicho. Victorii nie odpowiedziała, poprzestając na zgrzytnięciu zębami w duchu. Tak. Zdecydowanie brała ją pod włos, nawet jeśli, w ostatecznym rozrachunku miała rację. To mogło być niebezpieczne, z drugiej strony, „pamiątka”? Pamiątka to coś, co nieustannie przypominało i uprzykrzało życie, zatem: czy powinna być jednocześnie czymś, co zagrażało? Bo co to byłaby za kara, gdyby po prostu od niej zginęła? Równie dobrze mógł się jej, zapewne, po prostu pozbyć.
Gdy Florence wróciła, Mavelle oglądała swoje powieki od spodu. Nie, nie spała jednak, o czym świadczyło choćby zaciśnięcie warg, gdy Bulstrode wyskoczyła z pisaniem listu. Zaraz też błysnęło ciemne spojrzenie; uważne, oceniające – przynajmniej na tyle, na ile mogła w tej chwili widzieć. Bo wzrok nadal pozostawiał wiele do życzenia, co frustrowało, tak jak i wiele innych rzeczy.
- A czy mogłybyśmy się tym zająć… w bardziej prywatnym miejscu? – spytała w końcu, unosząc się na łokciach. I tylko tyle – nie kwapiła się raczej do wyskoczenia z łóżka...