07.07.2023, 20:28 ✶
Reakcja matki nie była niczym nowym. Głos wiązł w gardle Eleonory za każdym razem, gdy ktoś przystawiał do niego nóż. Była apodyktyczna i autorytatywna, ale tylko wtedy, kiedy wiedziała, że na pewno może sobie na to pozwolić. Pokazywała swój charakter jedynie przy osobach słabszych, bardziej uległych. Gdyby Eden nie ruszyła na nią z pazurami, prawdopodobnie szczekałaby ze szczytu schodów, dopóki któreś z nich nie przyznałoby jej racji lub nie opuściło domu. Ewentualnie do momentu, kiedy ojciec stanąłby w drzwiach. Wtedy im wszystkim zabrakłoby animuszu.
Nie spodziewała się jednak, że Fortinbras zaszczyci ich swoją obecnością tej nocy. Domyślała się, że w czasie ich burzliwej wymiany zdań, głowa tej rodziny stara się pozbawić głowy inne rodziny. Eden daleko było do osoby wierzącej, bo wiara nie miała nic wspólnego z logiką, ale w tym momencie zaczynała się modlić do czegokolwiek, co słuchało tej farsy, by nikt nie połapał się, że jej ojciec jest na polanie i przykłada do wszystkiego rękę. Wiedziała, że nie jest kretynem; wręcz przeciwnie, była przekonana, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by w ostatecznym rozrachunku nie być z tym w żaden sposób powiązanym. A jednak nie mogła zapomnieć, że życie lubiło płatać figle i niefart mógł w końcu dopaść i jego. To prawda, złego diabli nie biorą. Ale dobrzy ludzie już nie mają nic przeciwko takiej zdobyczy.
- Powiedzieć, że to jest frustrujące, to jakby nie powiedzieć nic - odparła na wniosek brata, zastanawiając się poważnie, czy nie zacząć okładać pięściami posągu, który zdobił podnóże schodów. Uznanie, że Eden była w tym momencie zdenerwowana, byłoby sporym niedopowiedzeniem.
Otaksowała Elliotta spojrzeniem, kiedy zaczął wywód o pieniądzach. Była rozsierdzona, ale przecież nie była głupia. Miała wrażenie, że martwienie się kwestiami materialnymi było wisienką na torcie absurdu, bo kwestie ideologiczne oraz naruszenie statusu quo przez ojca gnębiły ją o wiele bardziej niż pieniądze.
- Za kogo ty mnie masz? Dbam o to na bieżąco - obruszyła się, podpierając się pod boki. Eden była w tym momencie w nastroju bitewnym i jeśli jej bliźniak nie chciał oberwać rykoszetem, powinien ostrożnie dobierać słowa. Jedynym, co powstrzymywało ją przed krzyczeniem z frustracji było dobre wychowanie oraz odrobina zmęczenia.
- Poza tym, nie o to mi chodziło - zaczęła ponownie, oglądając się przez ramię, by upewnić się, że matka sobie poszła. Nie widziała jej tam, gdzie wcześniej, ale i tak ściszyła głos. - Zdajesz sobie sprawę, że ojciec każe nam wybrać stronę, prawda? Dotychczas wszystko rozumiało się samo przez się w tym domu, bo preferował pozorowaną bezstronność, więc to nie było istotne, gdzie naprawdę leżały nasze poglądy. I tak nie chciałby, żeby ktokolwiek w tej rodzinie deklarował je na głos - wyjaśniła, zbliżając się do brata, prawie się z nim stykając. - Ale teraz coś się zmieniło. Już nie przejmuje się tym, że wspieranie rewolucjonistów może być gwoździem do politycznej trumny. Stawia swoje życie na szali, a razem z nim nasze, pytanie tylko - dlaczego? Zmienił zdanie samodzielnie, czy ktoś go do tego zmusił? - Zadała pytanie, ale nie oczekiwała na nie odpowiedzi. Wiedziała, że żadne z nich jej nie zna, przynajmniej jeszcze nie teraz. Chciała po prostu dać bratu do myślenia. Nie była też pewna, czy kiedykolwiek ktoś objawi przed nimi pełną prawdę. Sytuacja była zbyt skomplikowana, zbyt niedorzeczna, by można było przeprowadzić logiczną dedukcję i samodzielnie znaleźć rozwiązanie. Musieli poczekać na rozwój wydarzeń, a Eden nie miała cierpliwości. I właśnie dlatego była taka rozgoryczona.
Nie spodziewała się jednak, że Fortinbras zaszczyci ich swoją obecnością tej nocy. Domyślała się, że w czasie ich burzliwej wymiany zdań, głowa tej rodziny stara się pozbawić głowy inne rodziny. Eden daleko było do osoby wierzącej, bo wiara nie miała nic wspólnego z logiką, ale w tym momencie zaczynała się modlić do czegokolwiek, co słuchało tej farsy, by nikt nie połapał się, że jej ojciec jest na polanie i przykłada do wszystkiego rękę. Wiedziała, że nie jest kretynem; wręcz przeciwnie, była przekonana, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by w ostatecznym rozrachunku nie być z tym w żaden sposób powiązanym. A jednak nie mogła zapomnieć, że życie lubiło płatać figle i niefart mógł w końcu dopaść i jego. To prawda, złego diabli nie biorą. Ale dobrzy ludzie już nie mają nic przeciwko takiej zdobyczy.
- Powiedzieć, że to jest frustrujące, to jakby nie powiedzieć nic - odparła na wniosek brata, zastanawiając się poważnie, czy nie zacząć okładać pięściami posągu, który zdobił podnóże schodów. Uznanie, że Eden była w tym momencie zdenerwowana, byłoby sporym niedopowiedzeniem.
Otaksowała Elliotta spojrzeniem, kiedy zaczął wywód o pieniądzach. Była rozsierdzona, ale przecież nie była głupia. Miała wrażenie, że martwienie się kwestiami materialnymi było wisienką na torcie absurdu, bo kwestie ideologiczne oraz naruszenie statusu quo przez ojca gnębiły ją o wiele bardziej niż pieniądze.
- Za kogo ty mnie masz? Dbam o to na bieżąco - obruszyła się, podpierając się pod boki. Eden była w tym momencie w nastroju bitewnym i jeśli jej bliźniak nie chciał oberwać rykoszetem, powinien ostrożnie dobierać słowa. Jedynym, co powstrzymywało ją przed krzyczeniem z frustracji było dobre wychowanie oraz odrobina zmęczenia.
- Poza tym, nie o to mi chodziło - zaczęła ponownie, oglądając się przez ramię, by upewnić się, że matka sobie poszła. Nie widziała jej tam, gdzie wcześniej, ale i tak ściszyła głos. - Zdajesz sobie sprawę, że ojciec każe nam wybrać stronę, prawda? Dotychczas wszystko rozumiało się samo przez się w tym domu, bo preferował pozorowaną bezstronność, więc to nie było istotne, gdzie naprawdę leżały nasze poglądy. I tak nie chciałby, żeby ktokolwiek w tej rodzinie deklarował je na głos - wyjaśniła, zbliżając się do brata, prawie się z nim stykając. - Ale teraz coś się zmieniło. Już nie przejmuje się tym, że wspieranie rewolucjonistów może być gwoździem do politycznej trumny. Stawia swoje życie na szali, a razem z nim nasze, pytanie tylko - dlaczego? Zmienił zdanie samodzielnie, czy ktoś go do tego zmusił? - Zadała pytanie, ale nie oczekiwała na nie odpowiedzi. Wiedziała, że żadne z nich jej nie zna, przynajmniej jeszcze nie teraz. Chciała po prostu dać bratu do myślenia. Nie była też pewna, czy kiedykolwiek ktoś objawi przed nimi pełną prawdę. Sytuacja była zbyt skomplikowana, zbyt niedorzeczna, by można było przeprowadzić logiczną dedukcję i samodzielnie znaleźć rozwiązanie. Musieli poczekać na rozwój wydarzeń, a Eden nie miała cierpliwości. I właśnie dlatego była taka rozgoryczona.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~