08.07.2023, 13:26 ✶
Patrick pokręcił głową. Znaczy tak, tak, oczywiście, że tak, powinien powiadomić dziadków. Ale dziadkowie, chociaż kochał ich do szaleństwa, byli tylko zwykłymi czarodziejami, którzy na pewno nie mieli tak ogromnej wiedzy jak Albus Dumbledore. No i trzymali się na dystans od konfliktu z Lordem Voldemortem. Nie miał prawa ich angażować.
- Dziękuję – odpowiedział Florence. – Nie, to nie do moich dziadków.
Nie ingerował w rozmowę między Mavelle a Victorią. Najpierw zbyt skupiony na skleceniu kilku słów, potem gdy mógłby się wreszcie odezwać, nie do końca przekonany czy powinien. O ile jeszcze gotów byłby porozmawiać z Mavelle i próbować perswadować jej by nie uciekała przed badaniami, o tyle nie chciał tego robić w obecności Lestrange. I nie, nie dlatego żeby Victoria zrobiła coś niewłaściwego. Steward wolałby, mimo wszystko, nie pokazywać jej jak blisko był z Mavelle i, że na swój sposób, mógłby na nią wpłynąć.
Po prostu przyczepił wiadomość do nóżki sowy, wyszeptał jej do kogo ma frunąć i pozwolił odlecieć. Następnie ułożył się na boku, szczelnie przykrywając kocem. Leżał, próbując się ogrzać. Słuchał tego, o czym rozmawiała reszta kobiet. Szczęście, że Florence – i znowu jej imię dziwnie zatańczyło mu w myślach – sama sobie ze wszystkim poradziła.
Florence naprawdę potrafiła być niezastąpiona.
- Mhm – przytaknął, coraz bardziej senny. Powieki coraz bardziej mu opadały. Chciał jeszcze uczestniczyć w rozmowie, ale nie bardzo miał na to siły. – O, to dobry pomysł – podsunął znowu, tym razem na słowa Mavelle o odrobinie prywatności.
Nie miał zielonego pojęcia jak wyglądały takie badania, ale nie dziwił się, że brygadzistka nie chciała się im poddać w namiocie, do którego niemal każdy mógł wejść ot tak i to na oczach dwójki świadków.
Powieki opadły mu do końca. Naprawdę nie chciał zasypiać, bo może Mavelle naprawdę groziło w tej chwili jakieś niebezpieczeństwo, po prostu… po prostu… po prostu… po prostu spełnił swój obowiązek wobec Zakonu Feniksa i był okrutnie zmęczony. I nie znał się w ogóle na klątwach a ona była w ciepłych rękach najlepszej specjalistki jaką znał. W ciągu kilku sekund usnął.
- Dziękuję – odpowiedział Florence. – Nie, to nie do moich dziadków.
Nie ingerował w rozmowę między Mavelle a Victorią. Najpierw zbyt skupiony na skleceniu kilku słów, potem gdy mógłby się wreszcie odezwać, nie do końca przekonany czy powinien. O ile jeszcze gotów byłby porozmawiać z Mavelle i próbować perswadować jej by nie uciekała przed badaniami, o tyle nie chciał tego robić w obecności Lestrange. I nie, nie dlatego żeby Victoria zrobiła coś niewłaściwego. Steward wolałby, mimo wszystko, nie pokazywać jej jak blisko był z Mavelle i, że na swój sposób, mógłby na nią wpłynąć.
Po prostu przyczepił wiadomość do nóżki sowy, wyszeptał jej do kogo ma frunąć i pozwolił odlecieć. Następnie ułożył się na boku, szczelnie przykrywając kocem. Leżał, próbując się ogrzać. Słuchał tego, o czym rozmawiała reszta kobiet. Szczęście, że Florence – i znowu jej imię dziwnie zatańczyło mu w myślach – sama sobie ze wszystkim poradziła.
Florence naprawdę potrafiła być niezastąpiona.
- Mhm – przytaknął, coraz bardziej senny. Powieki coraz bardziej mu opadały. Chciał jeszcze uczestniczyć w rozmowie, ale nie bardzo miał na to siły. – O, to dobry pomysł – podsunął znowu, tym razem na słowa Mavelle o odrobinie prywatności.
Nie miał zielonego pojęcia jak wyglądały takie badania, ale nie dziwił się, że brygadzistka nie chciała się im poddać w namiocie, do którego niemal każdy mógł wejść ot tak i to na oczach dwójki świadków.
Powieki opadły mu do końca. Naprawdę nie chciał zasypiać, bo może Mavelle naprawdę groziło w tej chwili jakieś niebezpieczeństwo, po prostu… po prostu… po prostu… po prostu spełnił swój obowiązek wobec Zakonu Feniksa i był okrutnie zmęczony. I nie znał się w ogóle na klątwach a ona była w ciepłych rękach najlepszej specjalistki jaką znał. W ciągu kilku sekund usnął.