08.07.2023, 13:39 ✶
Florence zmierzyła Mavelle kolejnym, uważnym spojrzeniem. Musiała przyznać, że – prawdopodobnie – klątwa nie powinna zabić jej w ciągu najbliższej godziny, inaczej uzdrowiciele nie pozostawili by tutaj kobiety całkiem bez opieki. A ona sama też miała jeszcze paru pacjentów, wymagających pilniejszych interwencji lekarskich. Nawet jeżeli wcale nie chciała opuszczać namiotu, i wolałaby zostać z Patrickiem i dopilnować przenosin brata.
Była jednak uzdrowicielką. Nieważne, jak mocno serce wyrywało się do nich, inni pacjenci potrzebowali jej bardziej.
- Niech się pani prześpi. Wrócę za jakiś czas, może uda się nam zapewnić więcej prywatności – powiedziała, bo akurat to, że Mavelle niekoniecznie chciała, by ktoś usłyszał zbyt wiele, było dla uzdrowicielki doskonale zrozumiałe.
Odruchowo pochyliła się i lepiej otuliła Patricka okryciem, gdy zasypiał.
– Spróbuję też podrzucić jakieś dodatkowe okrycia – mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do nich. Słyszała różne szepty innych magomedyków i bardzo się jej one nie podobały. Podobnie jak to, że gdy łapała Patricka, miała okazję zauważyć, że jest wychłodzony – i przy braku dalszych badań, w jej oczach wyglądało to tak, jakby dostali hipotermii. Nic nadzwyczajnego, zważywszy na to, że spędzili noc w centrum nawałnicy, nieprzytomni, po tym, jak stało się…
…coś.
Coś złego.
Pytania cisnęły się na język, ale ich nie zadała. To nie był na to czas ani miejsce. Być może ten czas nie nadejdzie nigdy. Bo nawet Florence domyślała się, że to, co się tutaj stało, niekoniecznie jest czymś, o czym będą chcieli i mogli dyskutować.
– Nie będę wam na razie przeszkadzać – powiedziała, odrywając wreszcie spojrzenie od śpiącego Stewarda, po czym skierowała się do wyjścia z namiotu.
Miała przed sobą jeszcze bardzo, bardzo dużo pracy, jak każdy uzdrowiciel w tym przeklętym lesie.
Była jednak uzdrowicielką. Nieważne, jak mocno serce wyrywało się do nich, inni pacjenci potrzebowali jej bardziej.
- Niech się pani prześpi. Wrócę za jakiś czas, może uda się nam zapewnić więcej prywatności – powiedziała, bo akurat to, że Mavelle niekoniecznie chciała, by ktoś usłyszał zbyt wiele, było dla uzdrowicielki doskonale zrozumiałe.
Odruchowo pochyliła się i lepiej otuliła Patricka okryciem, gdy zasypiał.
– Spróbuję też podrzucić jakieś dodatkowe okrycia – mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do nich. Słyszała różne szepty innych magomedyków i bardzo się jej one nie podobały. Podobnie jak to, że gdy łapała Patricka, miała okazję zauważyć, że jest wychłodzony – i przy braku dalszych badań, w jej oczach wyglądało to tak, jakby dostali hipotermii. Nic nadzwyczajnego, zważywszy na to, że spędzili noc w centrum nawałnicy, nieprzytomni, po tym, jak stało się…
…coś.
Coś złego.
Pytania cisnęły się na język, ale ich nie zadała. To nie był na to czas ani miejsce. Być może ten czas nie nadejdzie nigdy. Bo nawet Florence domyślała się, że to, co się tutaj stało, niekoniecznie jest czymś, o czym będą chcieli i mogli dyskutować.
– Nie będę wam na razie przeszkadzać – powiedziała, odrywając wreszcie spojrzenie od śpiącego Stewarda, po czym skierowała się do wyjścia z namiotu.
Miała przed sobą jeszcze bardzo, bardzo dużo pracy, jak każdy uzdrowiciel w tym przeklętym lesie.