08.07.2023, 14:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2023, 14:50 przez Lucy Longbottom.)
To była ciężka noc dla Lucy. Mimo, że uczestniczyła w spotkaniu brygadzistów przed Beltane, jednak na samej uroczystości przełożeni nie skorzystali z jej usług. Czuła się tym zawiedziona i rozczarowana. Myślała, że będzie tam i wszystko będzie miała pod kontrolą. Teren miała patrolować z Thomasem, swoim dobrym przyjacielem, którego osobiście zwerbowała do Zakonu. I tym bardziej, że była członkinią Zakonu Feniksa, tym bardziej czuła się bezużytecznie, że nie będzie mogła aktywnie zadziałać mimo faktu, że atak Voldemorta wisiał w powietrzu, a Lucy miała swoje przeczucie, że coś się wydarzy. Ale no cóż, fakty były takie, że nie weźmie udziału w tym wydarzeniu.
Ten dzień mijał dla niej ciężko. Ponieważ nie miała czym się zająć myślała cały dzień o swoich bliskich i przyjaciołach, którzy byli na uroczystości: Brenna, Erik, Mavele, Patrick, Thomas, a szczególnie o swojej młodszej siostrze, którą kochała nad życie i o ojcu. Nic jednak nie mogła zdziałać z posiadłości Longbottomów. Pozostało jej wyczekiwać i na razie pozostać bierną. Wieczorem Lucy dopadła jakaś migrena. Pewnie było to na tle emocjonalnym, co często ją dotykało, w końcu cały dzień się przejmowała i zamartwiała. Postanowiła jednak się położyć, oczekując co przyniesie nowy dzień.
Tej nocy Lucy spała niespokojnie. Męczyły ją koszmary o tym co może się stać mimo, że nie miała świadomości tego, co teraz dzieje się na Polanie. Ze snu nad ranem wyrwało ją pohukiwanie sowy. Nadszedł do niej list i od razu zerwała się, aby go odczytać. Okazało się, że to list z Ministerstwa Magii. W lakonicznej wiadomości, którą otrzymała, bez żadnych wyjaśnień było napisane, aby natychmiast stawiła się w Kniei Godryka. Lucy czym prędzej ubrała się i po chwili była już na miejscu.
Lucy miała przeczucia, że może zdarzyć się coś złego, ale nie spodziewała się tego co zastała na miejscu. Zastała istotnie obraz po katastrofie. Wszystko rozniesione przez wiatr, drzewa powyrywane z korzeniami, a dookoła leżały ciała martwych ludzi. Lucy czym prędzej postanowiła skontaktować się z kimś z Ministerstwa. Kiedy pokrótce dowiedziała się, co się tutaj stało, od razu postanowiła działać. W pierwszej chwili pomyślała, aby skierować się w stronę namiotów uzdrowicieli. Myślała, że w ten sposób najszybciej otrzyma możliwość, aby dowiedzieć się co się dzieje z jej siostrą.
Kiedy Lucy znalazła się wśród uzdrowicieli, natychmiast zaczęła się rozglądać i po chwili spostrzegła Danielle, stojącą przed namiotem. Ona też ją spostrzegła i zaczęła biec w jej kierunku. Kiedy siostry się spotkały Danielle przytuliła Lucy, a ona odwzajemniła jej uścisk. Tak bardzo się cieszyła, że siostrze nic się nie stało. Po chwili odpowiedziała na pytania Danielle
- Ja też martwiłam się o Ciebie całą noc… Byłam w domu. Nie, nie widziałam taty. - Danielle cofnęła się i ujęła twarz Lucy w dłonie
- Tak, wszystko w porządku - odpowiedziała. Dla Lucy w tym momencie najważniejsze było, że jej ukochanej, młodszej siostrze nic się nie stało. Była umorusana, była pobrudzona krwią, miała kilka otarć, ale wyglądała na całą i zdrową. Przejmowała się oczywiście tym, że nie wiadomo co z ojcem, ale może jeszcze go odnajdą. Lucy była ciekawa, co jeszcze powie do niej siostra.
Ten dzień mijał dla niej ciężko. Ponieważ nie miała czym się zająć myślała cały dzień o swoich bliskich i przyjaciołach, którzy byli na uroczystości: Brenna, Erik, Mavele, Patrick, Thomas, a szczególnie o swojej młodszej siostrze, którą kochała nad życie i o ojcu. Nic jednak nie mogła zdziałać z posiadłości Longbottomów. Pozostało jej wyczekiwać i na razie pozostać bierną. Wieczorem Lucy dopadła jakaś migrena. Pewnie było to na tle emocjonalnym, co często ją dotykało, w końcu cały dzień się przejmowała i zamartwiała. Postanowiła jednak się położyć, oczekując co przyniesie nowy dzień.
Tej nocy Lucy spała niespokojnie. Męczyły ją koszmary o tym co może się stać mimo, że nie miała świadomości tego, co teraz dzieje się na Polanie. Ze snu nad ranem wyrwało ją pohukiwanie sowy. Nadszedł do niej list i od razu zerwała się, aby go odczytać. Okazało się, że to list z Ministerstwa Magii. W lakonicznej wiadomości, którą otrzymała, bez żadnych wyjaśnień było napisane, aby natychmiast stawiła się w Kniei Godryka. Lucy czym prędzej ubrała się i po chwili była już na miejscu.
Lucy miała przeczucia, że może zdarzyć się coś złego, ale nie spodziewała się tego co zastała na miejscu. Zastała istotnie obraz po katastrofie. Wszystko rozniesione przez wiatr, drzewa powyrywane z korzeniami, a dookoła leżały ciała martwych ludzi. Lucy czym prędzej postanowiła skontaktować się z kimś z Ministerstwa. Kiedy pokrótce dowiedziała się, co się tutaj stało, od razu postanowiła działać. W pierwszej chwili pomyślała, aby skierować się w stronę namiotów uzdrowicieli. Myślała, że w ten sposób najszybciej otrzyma możliwość, aby dowiedzieć się co się dzieje z jej siostrą.
Kiedy Lucy znalazła się wśród uzdrowicieli, natychmiast zaczęła się rozglądać i po chwili spostrzegła Danielle, stojącą przed namiotem. Ona też ją spostrzegła i zaczęła biec w jej kierunku. Kiedy siostry się spotkały Danielle przytuliła Lucy, a ona odwzajemniła jej uścisk. Tak bardzo się cieszyła, że siostrze nic się nie stało. Po chwili odpowiedziała na pytania Danielle
- Ja też martwiłam się o Ciebie całą noc… Byłam w domu. Nie, nie widziałam taty. - Danielle cofnęła się i ujęła twarz Lucy w dłonie
- Tak, wszystko w porządku - odpowiedziała. Dla Lucy w tym momencie najważniejsze było, że jej ukochanej, młodszej siostrze nic się nie stało. Była umorusana, była pobrudzona krwią, miała kilka otarć, ale wyglądała na całą i zdrową. Przejmowała się oczywiście tym, że nie wiadomo co z ojcem, ale może jeszcze go odnajdą. Lucy była ciekawa, co jeszcze powie do niej siostra.