– To akurat fakt. – Maya miała neutralny stosunek do goblinów, po prostu czasami lubiła mówić rzeczy, które wydawały się takie mądre i doskonale wiedziała, że dziewczyna ma swoje własne poglądy, a Chang je jak najbardziej akceptowała. W sumie, gdyby tego nie robiła to zapewne by się nigdy nie dogadały.
Gdy wspomniała o Desmondzie poczuła jak na karku pojawia się jej gęsia skórka. Tutaj miała spokój od Malfoya, tutaj nie mógł jej dopaść i przestał słać jej te listy. Obawiała się tego, że go spotka jak będzie chodzić po mieście, jak będzie próbować żyć w dorosłym świecie. Wiedziała też, że jak schowa się w palarni to nikt jej tam nie znajdzie, nie dopadnie, tam będzie tak samo bezpieczna jak w szkole, ale jednocześnie musiała opuszczać swój dom, aby spotykać się z Peppą, prawda?
– To dobrze, ale Desmond niech będzie Desmondem trochę dalej ode mnie – mruknęła z miną zbitego psa.
Gdy Peppa zaczęła czytać szybko temat z Historii Magii cicho zachochotała odzyskując swój poprzedni humor. Ułożyła się wygodniej na trawie nadal mając położoną głowę na udach przyjaciółki. Uwielbiała tak odpoczywać.
– Dobra, bo zaraz zasnę. Może coś innego? Albo może popływamy z Wielką Kałamarnicą?! – spojrzała na nią z wesołymi ognikami w oczach ewidentnie żartując. Tak, uwaga moi mili Maya Chang potrafiła żartować, ale tylko wśród swoich bliskich przyjaciół.