Po raz kolejny Dagur miał rację. Noszenie zakrwawione ciała mogło wzbudzić zainteresowanie dzikiej zwierzyny. Może i ich gabaryty stanowiły pewnego rodzaju ochronę - mało, który wilk by ich zaatakował widząc, że są oni po prostu więksi od niego. Z drugiej strony czy bardzo głodny wilk nie byłby, aż tak zdesperowany aby ich zaatakować? A co dopiero jakby w rachubę wchodził jakiś "magiczny" zwierz czy inne tego typu potwory. Sam Merlin jeden wie, co tu się odbywało, a Hjalmar miał zamiar powrócić do domu żywy i zdrowy.
Wrócili sprawnym krokiem do obozu gdzie oddali swoje "znalezisko" odpowiednim służbom. Dzięki temu zabiegowi mieli wolne ręce aby móc przynieść kolejne takie ciało - nawet jeżeli bardzo nie chcieli na nie natrafić. W momencie przekazania ofiary, młodszy z Nordgersimów zaczął zastanawiać się kim był tamten biedak. Różdżkę miał, więc musiał znać się na magii. Czy został zaskoczony? A może ktoś go tutaj zapędził? Było tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Hjalmar liczył, że uda się część z nich rozwikłać kiedy tylko nazbiera się wystarczająco dużo dowodów i poszlak w tej sprawie.
Obmył ręce i ruszył za swoim ojcem, który dał mu prosty i jasny znak. Po raz kolejny nie przeszkadzało mu aby iść za nim. Może i widoczność miał ograniczoną ale na pewno nie groziło mu żadne spotkanie pierwszego stopnia z gałęziami jako, że Dagur był od niego dużo wyższy. Kilka, może kilkanaście minut później mijali już miejsce gdzie zboczyli z trasy chwilę temu. Teraz wisiała tutaj mała wstążeczką informująca wszelkie grupy, że ten teren został już przeszukany. Co by nie powiedzieć, cała akcja poszukiwawczo-ratunkowa była zorganizowana całkiem nieźle zważając na fakt, że w tak krótkim czasie zebrało się tyle osób, które były gotowe nieść pomoc innym.
- Mam tylko nadzieję, że uda się zebrać tego trupa w całości. Lepiej by było jakby mógł spocząć cały... Jakkolwiek to brzmi. Może go pozszywają w Mungu aby chociaż jakoś wyglądał na własnym pogrzebie... - przyznał, wypuszczając ciężko powietrzę z ust - Skierowałbym się teraz na południe jak mam być szczery - dodał kiedy znaleźli się na rozstaniu dróg, a młodszy z mężczyzn wskazał swoją dłonią drogę w lewą stronę. Jak powiedział, tak też zrobił. Przy pomocy topora, ściął kilka gałęzi, które blokowały im drogę. Taki piękny las, a taka tragedia się w nim stała... Kręcił z niedowierzaniem głową, robiąc zamach za zamachem.
Przeprawa nie była długa ale męcząca. Przerzucenie powalonych drzew czy gałęzi zajęło kilka minut. Dzięki temu zabiegowi byli w stanie iść dalej, co też uczynili - Powinniśmy się zacząć bardziej rozglądać. Może coś dojrzymy pomiędzy resztą zniszczeń - zauważył, przyglądając się całej okolicy. W końcu nie mieli ani sił ani wystarczająco ludzi aby przerzucić wszystkie kłody, a w takim wypadku nie pozostało im nic innego jak porządne oględziny całej okolicy.
!B6