Nie do końca spodobało mu się, że ze wszystkich możliwych opcji musieli spotkać akurat "to coś". Hjalmar uniósł zdziwioną brew do góry, przyglądając jak Szeptucha zbliża się do niego, a następnie zaczęła wypowiadać słowa w jego stronę. Na początku próbował wyprzeć jej obecność, kręcąć przecząco głową ale okazało to się całkowicie nieskuteczne - Nie wiem? - zapytał jej zdziwionym głosem ale ona zupełnie miała gdzieś cokolwiek próbował powiedzieć lub przekazać. Całość jej osoby wywoływała w Nordgersimie uczucie pewnej niepewności - zapewne przestraszyłby się jej gdyby nie fakt, że był nieustraszony i jedyna osoba, której się bał to matka i ojciec za czasów Durmstrangu.
- Na południe... - powtórzył po niej, widząc jak istota odchodzi od nich. Odetchnął z ulgą ale nie do końca miał pojęcie jak powinien interpretować jej słowa. Król? Czy ona próbuje nam pomóc czy wrzucić nas na kolejną pułapkę? - Powiedziała, że jeżeli szukamy rannych to mamy iść właśnie na południe. Tylko... - zawahał się przez moment przenosząc spojrzenie na Dagura - Nie wiem czy powinniśmy jej ufać. Z jednej strony chodzi o ludzkie dobro i jeżeli ktoś potrzebuje naszej pomocy to chyba nigdy bym sobie tego nie wybaczył... Ale z drugiej strony... Wychodzi ze środku lasu i jest po prostu... Dziwna - wzruszył ramionami, mając ewidentną rozterkę na temat słuszności kolejnych kroków. Hjalmar nie chciał zostawić nikogo na pastwę własnego losu, zwłaszcza jeżeli mogli uratować kogoś przed zjedzeniem przez wilki.
Islandczyk zaczął krążyć w kółko, rozpatrując w głowie wszystkie za i przeciw każdej możliwości. Jedynie gdzie mogli się udać to na zachód - czyli tak jak chcieli iść dalej - albo na południe, czyli tam gdzie podpowiedziała im Szeptucha. Cały proces myślowo-decydujący nie trwał za długo, ponieważ po kilku bądź kilkunastu sekundach zabrał ponownie głos - Pójdziemy na południe. Nawet jeżeli nie będzie tam nikogo to przynajmniej będziemy mieli czyste sumienia ojcze - przyznał kierując się po raz kolejny na południe. Jeżeli tamta istota miała rację, tam gdzie zmierzali byli poszkodowani, a Nordgersimowa ekipa ratunkowa tym samym nie miała czasu do stracenia.
Żwawo ruszył w wyznaczonym przez siebie kierunku, przeskakując przez większość powalonych drzew, nie skupiając się na tym aby oczyścić drogę. To była jego przewaga nad swoim ojcem - był od niego mniejszy, a tym samym trochę sprawniejszy w kwestii przeskakiwania czy wdrapywania na drzewa. Prawdę mówiąc, Dagur i tak nie potrzebował pomocy syna w przerzucaniu kłód czy gałęzi - był wystarczająco gargantuiczny aby robić to na własną rękę i to wcale nie w przenośni.
!C6