Śmierciożercy zebrali się wokół świstoklika. Niektórzy zerkali trochę niepewnie na Chestera. A co z resztą? Mają ich tak zostawić? Kwestionować rozkazu jednak nikt nie chciał. Nikt, oprócz Sauriela. Ten po prostu odsunął się od całej reszty.
Nadszedł wyznaczony czas. Śmierciożercy przenieśli się do opuszczonej drewnianej chaty. Tutaj mogli załatać swoje rany, jeśli taka była potrzeba. Niektórzy z nich, w tym tajemniczy, nie odzywający się jegomość, uciekli jak najszybciej. Nie potrzebowali pomocy medycznej lub też bali się ujawnienia tożsamości.
Tymczasem Sauriel pozostał sam. Prawie. Krążące po lesie potwory z daleka przyglądały się zgromadzonym Śmierciożercom. Ale gdy tylko grupa zniknęła, śmielej zaczęły przesuwać się w kierunku samotnego czarodzieja.
Nie tylko on był w tarapatach. Stanley z bolącą kostką próbował odnaleźć się w lesie. Po jakimś czasie dostrzegł kogoś. Tym razem nie był to jeden z potworów, a starający się od nich uciec Sauriel.
Dla Chestera i reszty (oprócz Sauriela i Stanley'a) to koniec wątku. Możecie założyć nowy, w którym będziecie się składać do kupy. Ezechiel jest do Waszych usług.