• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać

[02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
09.07.2023, 18:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2023, 18:34 przez Florence Bulstrode.)  
Florence Bulstrode wpatrywała się w ścianę lasu takim wzrokiem, jakim obdarzała studentów Akademii Munga, którzy oblali egzamin. Niestety, zimne spojrzenie nie zadziałało na Knieję, ba, nie zadziałało na ani jedno drzewko: las stał jak stał, całkowicie obojętny na wzrok uzdrowicielki.
Która, po prawdzie, wcale nie próbowała zmusić spojrzeniem niebieskich oczu drzew do zwinięcia się ze wstydu, płaczu albo błagania o przebaczenie. Nie obchodziło jej, że las nie chciał się jej bać. Florence patrzyła na okolicę w ten sposób, bo po prostu nie lubiła leśnych spacerów. Mogła chadzać po parku, ale las, taki prawdziwy las, uparcie był pełen robaków, węży, gałęzi zahaczających o ubranie, pajęczyn, wplątujących się we włosy i korzeni, czających się na nieostrożnych. Ten konkretny las był też, z dużym prawdopodobieństwem – sądząc po tym, w jakim stanie trafiali do niej pacjenci – pełen potworów.
Wcale nie chciała tam wchodzić. Nie pomyślała o tym nawet, zbyt zajęta w namiotach medyków. Ale mijały kolejne godziny, ogarnęli wszystkich rannych przyniesionych z polany, a w końcu przestali napływać i ci z grup poszukiwawczych. Przybyli też uzdrowiciele z Munga, a tych co bardziej rannych przetransportowano. Miała nawet czas odpocząć i doprowadzić do porządku fryzurę oraz ubranie.
Z kolei ogromne, ogromne części Kniei nie zostały przeszukane. Niektórych dostarczano tutaj za późno – magia szwankowała, rannych niesiono na rękach albo transportowano czarami i docierali na polanę w gorszym stanie niż gdyby mogli, jeśli dotarłby do nich uzdrowiciel. Część uzdrowicieli leciała z nóg. Część się bała. Część odpadała ze względu na drobną budowę – a Florence, chociaż mało wysportowana, miała metr siedemdziesiąt wzrostu i nigdy się nie głodziła, na wolontariuszkę przy namiotach mogła więc patrzyć z góry, kiedy ta zastanawiała się, czy magomedyczka może wejść do lasu.
Wolałaby odpocząć albo dotrzymywać stanowiska Patrickowi. Lub pojechać do kowenu, gdzie miał trafić jej brat. Poczucie obowiązku jednak zwyciężyło.
W pewnym sensie ona także cierpiała na kompleks bohatera, nawet jeżeli nieco inny niż ten wielu Brygadzistów i aurorów. Nie umiała zostawić potencjalnie rannych, nie próbując im pomóc.
– Florence Bulstrode, uzdrowicielka – poinformowała rzeczowym głosem mężczyznę, którego jej podesłano jako partnera. Przelotnie zastanowiła się, czy uznano, że kobieta nie powinna iść do Kniei z drugą kobietą i stąd dostał się jej czarodziej. A potem, czy przypadkiem tego z kolei nikt nie uzna za niemoralne.
Nie to, by ją to specjalnie interesowało. Florence sama przywykła osądzać, co jest odpowiednie, a co nie, i zdanie innych nic jej nie interesowało. Mogły to być wpływy rodziny matki.
– Dotarcie do tej części lasu tutaj, gdzie nikt nie był, powinno zająć maksymalnie godzinę – podjęła, równie rzeczowo, wskazując na okoliczne drzewa. – Tyle mogę poświęcić. Nie więcej. Nie jestem sportowcem ani miłośniczką pieszych wycieczek, a po tym czasie chcę urządzić obchód rannych. Jeśli jest pan zainteresowany spędzeniem na przeszukiwaniach paru godzin i chciałby zapuścić się bardziej w głąb, będzie lepiej, jeśli poszuka pan innego partnera – uprzedziła lojalnie, zwracając na Samuela Carrowa badawcze spojrzenie jasnych oczu. Wolała postawić sprawę uczciwie: nie planowała, przynajmniej na razie, pchać się do samego serca tej głuszy.
Dopiero jeśli mężczyzna nie oświadczył, że życzy sobie wejść z kimś innym, ruszyła w las. Z różdżką w dłoni. Nieśpiesznie, z tą samą, kamienną miną, z jaką go przywitała. I bardzo starając się nie wejść w żadną pajęczynę ani nie wpaść w krzak kolczastych roślin, który mógłby sponiewierać jej ubrania, i tak jak na wyśrubowane gusta Florence nieco nadmiernie wymięte (choć to wymięcie ledwo było widać).
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1772), Pan Losu (55), Samuel Carrow (1593)




Wiadomości w tym wątku
[02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Florence Bulstrode - 09.07.2023, 18:34
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Samuel Carrow - 10.07.2023, 08:09
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Pan Losu - 10.07.2023, 08:09
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Florence Bulstrode - 10.07.2023, 12:55
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Samuel Carrow - 03.08.2023, 14:22
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Florence Bulstrode - 04.08.2023, 09:02
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Samuel Carrow - 04.08.2023, 09:36
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Florence Bulstrode - 04.08.2023, 10:08
RE: [02.05.72, pod wieczór] Las nie chciał się bać - przez Samuel Carrow - 04.08.2023, 10:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa