Faktycznie młodzieniec miał szczęście. Mógł trafić gorzej, kto wie bowiem, co mogło czaić się w tym lesie? Przecież po to zostali tutaj wysłani, żeby sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, albo czy coś złego nie czai się w gęstwinie. Nie wiadomo bowiem, co stało się z poplecznikami Voldemorta, patrząc na zniszczenia, oni również mogli mieć problem z wydostaniem się z Kniei. Zdecydowanie lepiej, żeby to Vincent i Geraldine trafili na kogoś takiego.
- Moglibyśmy się chwalić, że potrafimy odkrywać nowe diamenty. Już widzę te nagłówki, myślę, że trenerzy biliby się o to, abyśmy wyszukiwali im najlepsze talenty. Zawsze to jakaś opcja na zmianę profesji. - Nie, żeby chciała zmieniać obecną, bo nigdzie nie czuła się tak dobrze, jak w lesie, ale kto wie, czy w przyszłości zdrowie będzie jej pozwalało hasać po zaroślach.
Wyśmienity nastrój przerwało im znalezienie części ciała człowieka. To zawsze robiło spore wrażenie, nawet na Yaxley, która widziała w swoim życiu sporo. Musieli zebrać truchło i wyruszyć dalej. Tatuaż powinien ułatwić rodzinie identyfikację, przynajmniej będą wiedzieć, że nie ma kogo szukać, jakby miało to być jakieś pocieszenie. Spakowali go do wora i wyruszyli dalej. To przypomniało jej o tym, dlaczego tu się znaleźli. Może ich wcześniejszy dobry humor wcale nie był na miejscu, kto wie bowiem, co będzie im dane jeszcze tutaj spotkać. Wiele osób straciło życie poprzedniej nocy, wiele zyskało status osób zagubionych, Yaxley czuła, że nie znajdą wszystkich, jak widać też nie będą w stanie każdemu pomóc.
- Wymyślilibyśmy coś, jak zawsze. - Dodała, kiedy Vinnie się do niej odezwał. W końcu nie takie rzeczy musieli już robić w swoim krótkim życiu. - Oby tak było, sama myślę o tym, że wolałabym zginąć raczej szybką śmiercią, pewnie też tak będzie. Coś mnie zeżre, gdzieś w lesie. - Nie był to może specjalnie wygodny temat, ale zdarzyło jej się już myśleć o tym jak zginie. Zresztą często ryzykowała, miała świadomość, że zawód jaki wybrała jest dosyć mocno niebezpieczny.
- Owal, kółko, jeden chuj. - Przewróciła oczami słysząc komentarz towarzysza. Najwyraźniej dobry humor go nie opuszczał - mimo wszystko.
- Tak dawno skończyłam szkołę, że nie pamiętam. Jeśli był, to na pewno niezby mnie interesował. - Nie zamierzała ukrywać, że było inaczej. Mieli problem i to spory, no ale jakoś pewnie uda im się to ogarnąć bez tych tajemnych umiejętności. Nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem, kiedy Vinnie wspomniał o panu Torsiku. - Widzę, że się już zaprzyjaźniliście, szybko poszło. Przykre, że nie może podzielić się swoją wiedzą. - Udała rozczarowanie.
Wtedy drzewa pochyliły się jeszcze bardziej. Yaxley próbowała przekroczyć okrąg. Jednak jej się to nie udało. Rozglądała się uważnie, żeby zobaczyć cokolwiek. Nigdy dotąd nie widziała bowiem czegoś takiego. - To wygląda jak pajęczyna, chyba mamy przejebane. - Dodała już trochę zdenerwowana. Usłyszała tupanie, próbowała sobie przypomnieć jakie stworzenia mogą przemieszczać się w ten sposób.