09.07.2023, 19:50 ✶
Nie była pewna, o czym świadczy brak zabezpieczeń. Nie chcieli zwracać nimi uwagi? Nie bali się, że czarodzieje ich znajdą, bo mieszkali w mugolskiej dzielnicy? Byli tak pewni swego? Zabezpieczyli tylko część pomieszczeń? A może już zabrali chłopca – trując wcześniej jednego ze swoich – i dom opustoszał? Lub użyli pentagramu, przeprowadzili rytuał i odeszli lub uciekli, bo zorientowali się, że ktoś jest na ich tropie?
Jeżeli miałaby zgadywać, pomyślałaby, że planowali wykorzystać chłopca do jakiegoś rytuału. Ale nie znała się na tym. Nie wiedziała też niczego o ludziach, którzy porwali małego Hilla. Nie była na tyle domyślna, aby odgadnąć, że planowali tu przywoływanie duchów, a jedyne, co jej absolutnie nie pasowało do całego obrazka, to ten nieprzytomny człowiek i jego herbata, już wchłonięta w dywan, kto wie, czy nie zatruta. Bo jeżeli faktycznie to oni go tak urządzili… to dlaczego? Czy gdyby doszło do jakiegoś spięcia, nie powinni go po prostu zabić?
Mogli spróbować go dobudzić i wydobyć z niego odpowiedzi, zabrać do Munga, jeżeli był w złym stanie, ale nie wiedziała, co kryje się w innych pokojach. Może tamta podejrzana kobieta z domu Emily. Albo mały Hill.
- Pentagram w piwnicy. Słaby zapach krwi. Brak woni czarnej magii. Nieprzytomny czarodziej w salonie. Leży od najmniej kilka godzin temu. Jeden z domu Hillów. Nie sprawdziłam reszty domu – zrelacjonowała krótko, również szeptem, przekazując tylko te informacje, które uznała za kluczowe. Nawet dla rozgadanej Brenny nie był to ten moment, w którym mogła relacjonować wszystko długo, kwieciście, okraszając każde słowo jakimś komentarzem.
Rzuciła Patrickowi spojrzenie, jakby czekając na instrukcje. Jeżeli jednak żadne nie padły i jej nie powstrzymał – bo nie zrobiła tego gwałtownie ani szybko – ruszyła do najbliższych drzwi, chcąc je otworzyć, z różdżką w ręku rzecz jasna. Chociaż teraz przestała spodziewać się ataku albo pułapek i chyba właśnie to wywoływało w niej większą konsternację. Zwłaszcza w obliczu zawartości piwnicy i tego, że człowiek leżący w salonie bez wątpienia brał udział w morderstwie i porwaniu.
Jeżeli miałaby zgadywać, pomyślałaby, że planowali wykorzystać chłopca do jakiegoś rytuału. Ale nie znała się na tym. Nie wiedziała też niczego o ludziach, którzy porwali małego Hilla. Nie była na tyle domyślna, aby odgadnąć, że planowali tu przywoływanie duchów, a jedyne, co jej absolutnie nie pasowało do całego obrazka, to ten nieprzytomny człowiek i jego herbata, już wchłonięta w dywan, kto wie, czy nie zatruta. Bo jeżeli faktycznie to oni go tak urządzili… to dlaczego? Czy gdyby doszło do jakiegoś spięcia, nie powinni go po prostu zabić?
Mogli spróbować go dobudzić i wydobyć z niego odpowiedzi, zabrać do Munga, jeżeli był w złym stanie, ale nie wiedziała, co kryje się w innych pokojach. Może tamta podejrzana kobieta z domu Emily. Albo mały Hill.
- Pentagram w piwnicy. Słaby zapach krwi. Brak woni czarnej magii. Nieprzytomny czarodziej w salonie. Leży od najmniej kilka godzin temu. Jeden z domu Hillów. Nie sprawdziłam reszty domu – zrelacjonowała krótko, również szeptem, przekazując tylko te informacje, które uznała za kluczowe. Nawet dla rozgadanej Brenny nie był to ten moment, w którym mogła relacjonować wszystko długo, kwieciście, okraszając każde słowo jakimś komentarzem.
Rzuciła Patrickowi spojrzenie, jakby czekając na instrukcje. Jeżeli jednak żadne nie padły i jej nie powstrzymał – bo nie zrobiła tego gwałtownie ani szybko – ruszyła do najbliższych drzwi, chcąc je otworzyć, z różdżką w ręku rzecz jasna. Chociaż teraz przestała spodziewać się ataku albo pułapek i chyba właśnie to wywoływało w niej większą konsternację. Zwłaszcza w obliczu zawartości piwnicy i tego, że człowiek leżący w salonie bez wątpienia brał udział w morderstwie i porwaniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.