03.11.2022, 21:37 ✶
Nie była świadoma, w jaki sposób na nią patrzy. Może faktycznie była ślepa, może nie widziała niczego poza czubkiem własnego nosa, ale naprawdę nie przeszłoby jej przez myśl, że Alastor mógłby chcieć od niej czegoś więcej. Po prawdzie, i w pewnym sensie, miała to samo spojrzenie na ich relację, co on; oddzielała pracę od życia prywatnego, nie mieszając ze sobą tych dwóch, odrębnie świętych sfer. Nigdy nie sądziła, że nawiąże tak dobry kontakt z osobą jego pokroju, bo przecież napędzały ich zgoła odmienne wartości. Nawet nie chodziło o pracoholizm, na który Eden miała zachorować dopiero lata później w ramach mechanizmu obronnego przed własnymi uczuciami, a o sposób, w jaki formułowali ambicje. Moody nigdy nie myślał o sobie, natomiast Malfoy nie myślała o nikim poza sobą.
Prawdopodobnie nie spostrzegała też jego sympatii, bo wiedziała, że zrealizowanie jej było awykonalne. Tak długo, jak była córką swojego ojca, nie mogła myśleć w kategoriach romantycznych o nikim, kogo Fortinbras Malfoy nie zaaprobował. Jeśli coś jest niemożliwe, nie ma co zaprzątać sobie tym głowy. Nawet gdyby chciała, nie mogłoby to być niczym więcej niż ulotną chwilą wzniesień, którą skrzętnie ukryłaby przed przyszłym mężem. Niestety, jakkolwiek to głupio nie zabrzmi w kontekście tej kobiety z piekła rodem, Eden nie miała serca wykorzystać Moody'ego w ten sposób. Choć flirtowała praktycznie z każdym mężczyzną dla sportu, może nawet w ramach żartu z nim samym, nigdy nie śmiałaby dać mu fałszywych nadziei. Nie przyznałaby się do tego nawet na torturach, ale pracując u jego boku zyskała do niego szacunek i nie chciałaby zepsuć ich współpracy traktując go przedmiotowo.
Zasługiwał na więcej.
Humor Eden uległ poprawie mniej więcej po trzecim gryzie rogalika, kiedy jedzenie w końcu znalazło się w żołądku i zaczęło zasilać te podzespoły, które uznawała za nieistotne, toteż wyłączała je, żeby nie marnować energii. Jednym z nich była empatia, która schodziła na bardzo daleki plan, kiedy inne potrzeby bywały zaniedbywane. Głodna nie była sobą, ale prawdę mówiąc, najedzona nie była wiele lepsza. Teraz gdy upiła jeszcze dodatkowe kilka łyków kawy, oczywiście po wypowiedzeniu swojej nieszczęsnej opinii, a następnie przetrawiła nie tylko część lunchu, ale również słowa swojego kolegi, zrobiło jej się nieco głupio.
Odchrząknęła, potrzebując jeszcze jednej cennej sekundy na dobranie słów, które pozwolą jej wyjść z tej kawiarni z twarzą.
- Niekompetentni - odpowiedziała spokojnie, patrząc na Alastora szeroko rozpostartymi oczyma. Nie powinna była poruszać polityki przy nim, przecież wiedziała, jaką jest osobą. Z drugiej strony, on też doskonale wiedział, po czyjej stronie stała. Czy raczej - stać musiała. - Czy byłby czystej krwi, czy... czy jakiejkolwiek innej, nie zmieniłoby to faktu, że zwyczajnie nie nadaje się na swoje stanowisko. - Wyraźnie starała się wybrnąć z tego, co powiedziała, ale czuła się niezwykle niepewnie z własnymi słowami. Alastor wydawał się nieswój, inny niż zazwyczaj. Pracowali już razem chwilę, zdążyła wyuczyć się jego zachowań, reakcji, a nawet manieryzmów na pamięć. Teraz jednak wydawał się obcy, nieprzyjemnie nieprzewidywalny.
- Nie zgłupiałam. - A na pewno nie przez noc. - Jednak chyba nie spodziewałeś się, że ktoś wychowany w rodzinie polityków nie będzie zainteresowany polityką. Znam ten świat od podszewki, to nigdy nie są tylko bzdurki i plotki. - Ostatnie słowa wymówiła prawie że przez zaciśnięte zęby, denerwując się na samą myśl o swoim ojcu. Nie zamykał się od czasu przegranych wyborów. Chodził i narzekał, kipiał nienawiścią do wszystkiego, co żywe i miało szansę stanąć mu na drodze, a już w szczególności wyładowywał swoją frustrację na Leachu. Eden chłonęła jego zachowania jak gąbka, niekoniecznie świadomie, ale była przecież nieodrodną córką swojego ojca. Byli podobni jak dwie krople wody, jedynie natura zechciała sobie zakpić i uczyniła Eden kobietą. Wszystko byłoby o niebo łatwiejsze, gdyby nią nie była.
- Nie musimy o tym rozmawiać - zaproponowała cicho, unikając jego wzroku. Złapała za kubek z kawą, obróciła go, ewidentnie chcąc zająć czymś ręce oraz swoje myśli. Nie wiedziała, skąd ta reakcja, ale nie potrafiła tym razem obstawać przy swoim bez względu na koszta. Oczywiście nie dałaby za wygraną, dlatego chciała, żeby nie drążył, żeby zmienił temat. Zwyczajnie nie miała powodu, by się z nim kłócić i liczyła, że to zauważy.
W każdym razie nie miała nadziei, że dalej będzie ją lubić. Nie była w ciemię bita i wiedziała, że bez przeprosin za to jedno słowo nie wróci już do jego łask. A Eden przepraszać nie umiała.
Prawdopodobnie nie spostrzegała też jego sympatii, bo wiedziała, że zrealizowanie jej było awykonalne. Tak długo, jak była córką swojego ojca, nie mogła myśleć w kategoriach romantycznych o nikim, kogo Fortinbras Malfoy nie zaaprobował. Jeśli coś jest niemożliwe, nie ma co zaprzątać sobie tym głowy. Nawet gdyby chciała, nie mogłoby to być niczym więcej niż ulotną chwilą wzniesień, którą skrzętnie ukryłaby przed przyszłym mężem. Niestety, jakkolwiek to głupio nie zabrzmi w kontekście tej kobiety z piekła rodem, Eden nie miała serca wykorzystać Moody'ego w ten sposób. Choć flirtowała praktycznie z każdym mężczyzną dla sportu, może nawet w ramach żartu z nim samym, nigdy nie śmiałaby dać mu fałszywych nadziei. Nie przyznałaby się do tego nawet na torturach, ale pracując u jego boku zyskała do niego szacunek i nie chciałaby zepsuć ich współpracy traktując go przedmiotowo.
Zasługiwał na więcej.
Humor Eden uległ poprawie mniej więcej po trzecim gryzie rogalika, kiedy jedzenie w końcu znalazło się w żołądku i zaczęło zasilać te podzespoły, które uznawała za nieistotne, toteż wyłączała je, żeby nie marnować energii. Jednym z nich była empatia, która schodziła na bardzo daleki plan, kiedy inne potrzeby bywały zaniedbywane. Głodna nie była sobą, ale prawdę mówiąc, najedzona nie była wiele lepsza. Teraz gdy upiła jeszcze dodatkowe kilka łyków kawy, oczywiście po wypowiedzeniu swojej nieszczęsnej opinii, a następnie przetrawiła nie tylko część lunchu, ale również słowa swojego kolegi, zrobiło jej się nieco głupio.
Odchrząknęła, potrzebując jeszcze jednej cennej sekundy na dobranie słów, które pozwolą jej wyjść z tej kawiarni z twarzą.
- Niekompetentni - odpowiedziała spokojnie, patrząc na Alastora szeroko rozpostartymi oczyma. Nie powinna była poruszać polityki przy nim, przecież wiedziała, jaką jest osobą. Z drugiej strony, on też doskonale wiedział, po czyjej stronie stała. Czy raczej - stać musiała. - Czy byłby czystej krwi, czy... czy jakiejkolwiek innej, nie zmieniłoby to faktu, że zwyczajnie nie nadaje się na swoje stanowisko. - Wyraźnie starała się wybrnąć z tego, co powiedziała, ale czuła się niezwykle niepewnie z własnymi słowami. Alastor wydawał się nieswój, inny niż zazwyczaj. Pracowali już razem chwilę, zdążyła wyuczyć się jego zachowań, reakcji, a nawet manieryzmów na pamięć. Teraz jednak wydawał się obcy, nieprzyjemnie nieprzewidywalny.
- Nie zgłupiałam. - A na pewno nie przez noc. - Jednak chyba nie spodziewałeś się, że ktoś wychowany w rodzinie polityków nie będzie zainteresowany polityką. Znam ten świat od podszewki, to nigdy nie są tylko bzdurki i plotki. - Ostatnie słowa wymówiła prawie że przez zaciśnięte zęby, denerwując się na samą myśl o swoim ojcu. Nie zamykał się od czasu przegranych wyborów. Chodził i narzekał, kipiał nienawiścią do wszystkiego, co żywe i miało szansę stanąć mu na drodze, a już w szczególności wyładowywał swoją frustrację na Leachu. Eden chłonęła jego zachowania jak gąbka, niekoniecznie świadomie, ale była przecież nieodrodną córką swojego ojca. Byli podobni jak dwie krople wody, jedynie natura zechciała sobie zakpić i uczyniła Eden kobietą. Wszystko byłoby o niebo łatwiejsze, gdyby nią nie była.
- Nie musimy o tym rozmawiać - zaproponowała cicho, unikając jego wzroku. Złapała za kubek z kawą, obróciła go, ewidentnie chcąc zająć czymś ręce oraz swoje myśli. Nie wiedziała, skąd ta reakcja, ale nie potrafiła tym razem obstawać przy swoim bez względu na koszta. Oczywiście nie dałaby za wygraną, dlatego chciała, żeby nie drążył, żeby zmienił temat. Zwyczajnie nie miała powodu, by się z nim kłócić i liczyła, że to zauważy.
W każdym razie nie miała nadziei, że dalej będzie ją lubić. Nie była w ciemię bita i wiedziała, że bez przeprosin za to jedno słowo nie wróci już do jego łask. A Eden przepraszać nie umiała.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~